Reklama

Reklama

NBA. Michael Jordan i Chicago Bulls po premierze filmu "Ostatni taniec"

Posucha wydarzeń spowodowana pandemią doskwiera wszystkim kibicom świata. Wielbiciele NBA zjednoczyli się wczoraj za sprawą premiery dwóch pierwszych odcinków dokumentu ESPN "The Last Dance" ("Ostatni Taniec"). Obraz odsłania kulisy z życia Michaela Jordana, Scottiego Pippena i całej reszty wielkich w tamtym czasie Chicago Bulls.

W USA "Ostatni Taniec" okrzyknięto najbardziej wyczekiwanym filmem sportowym wszech czasów. Autorzy dokumentu pochylili się nad sezonem 1997-98, w którym Jordan kończył swą przygodę z "Bykami". Pierwotnie premiera dokumentu, składającego się z 10 odcinków, planowana była na sierpień, jednak z uwagi na epidemię została przyspieszona i doszło do niej wczoraj. Amerykanie mają rację: w czasach największego kryzysów od II wojny światowej sięgają do fundamentów sportowych wartości, jakie uosabiali Jordan z Pippenem i reszta fenomenalnych "Byków". To symboliczny powrót do źródeł.

Reklama

Jordan w pierwszym epizodzie odsłania m.in. tajemnicę zwyczajów panujących w szatni "Byków", z jakimi się zetknął po tym, jak został draftowany do drużyny.

Poruszony jest też niewygodny temat: autorzy filmu próbowali wyjaśnić, ile prawdy jest w popularnym w tamtym czasie określeniu zespołu jako "Byki - objazdowy cyrk kokainowy". Jordan długo nie mógł dojść do siebie, gdy to usłyszał. Śmiał się od ucha do ucha. "No tak, kto by pomyślał" - skwitował, mówiąc, że nigdy nie słyszał tego określenia.

Później opowiedział jednak, jak wyglądały imprezy z udziałem "Byków", na których alkohol lał się strumieniami, nie brakowało pięknych pań, ale też kokainy. Dodał jednak, że szybko z takim stylem zabawy zerwał, aby ocalić swą karierę. I chyba całkiem nieźle mu się udało.

"Ostatni taniec" zawiera też wywiad z Barackiem Obamą, który był stałym bywalcem na meczach Chicago Bulls.

Wszyscy w "Wietrznym Mieście" daliby się pokroić za to, aby wróciło panowanie "Byków", które skończyło się nagle, niczym pęknięcie bańki mydlanej. Oto w jednym sezonie zespół miał: Jordana, Scottiego Pippena, Denisa Rodmana i trenera Phila Jacksona, a w następnym roku zabrakło ich wszystkich! Menedżerem zespołu nadal pozostaje Jerry Krause. I właśnie na nim Jordan nie zostawia suchej nitki w filmie. Zresztą Krause rewanżuje się pięknym za nadobne. W "Ostatnim tańcu" przedstawiono celebrę w Unitet Center piątego tytułu mistrzowskiego NBA, jakie wywalczyły "Byki". Celebrę, w trakcie której Krause próbował spić śmietankę, jednak tłum kibiców nie dał się nabrać i wybuczał go do tego stopnia, że nie zagłuszyła go nawet muzyka.

W 1997 r. "Byki" wywalczyły piąte w ciągu siedmiu lat mistrzostwo NBA, ale właściciel zespołu Jerry Reinsdorf uznał, że nadeszła pora na odmłodzenie ekipy, choćby miało się to odbyć kosztem utraty szóstego mistrzostwa. Miał świadomość, że drużyna zrobiła się nie dość, że bardzo droga w utrzymaniu, to jeszcze leciwa. Jordan, którego pozycji nikt nie podważał, zbliżał się do 35 lat w perspektywie sezonu 1997-98, Pippen wyglądał swych 32. urodzin, Rodman - 37., Ron Harper - 34., a Toni Kukocz - 30.

Jordan był przeciwny dłubaniu przy dobrze funkcjonującym mechanizmie.

- Właśnie skończyliśmy sezon zdobyciem piątego mistrzostwa, a szefostwo zaczęło gadki o zmianach właścicielskich i o konieczności przebudowy zespołu. Myślałem, że to jest nie fair. Nigdy bym nie pozwolił komuś, kto nie wkłada stroju i nie wyciska siódmych potów poprzez uprawianie koszykówki, by dyktował nam, co mamy robić na parkiecie - dowodził MJ.

Krause był najbardziej znienawidzonym menedżerem w USA. Po zdobyciu piątego mistrzostwa próbował zwolnić Phila Jacksona, miał zamiar wyrzucić też Pippena!

- Jerry miał problem małego człowieka. Dorastał jako mały, gruby dzieciak. Wiecznie brakowało mu pieniędzy. Typowy słabeusz. I nie był w stanie kontrolować tej części siebie, która tego wymagała - wyjaśnia w "Ostatnim tańcu" Mark Vancil - autor książki: "Rare air: Michael on Michael".

Sam Reinsdorf przyznaje, że miał spore wątpliwości przy zatrudnianiu Krausego jako generalnego menedżera, a jednak doprowadził do niego.

- Gdy tylko kupiłem Bulls Jerry przyszedł do mnie i poprosił, aby dać mu tę pracę. Pozbierałem opinie w całej lidze i każdy mówił: "Nie bierz tego faceta". Miał dziwny dar czynienia sobie ludzi obcymi - opowiadał Reinsdorf.

W Ameryce pierwsze dwie godziny z "Ostatnim tańcem" mają za sobą. Do Europy film dotrze nieco później. Byle byśmy nie musieli na niego czekać lata, jak na premierę "Gwiezdnych wojen".


MiBi

Dowiedz się więcej na temat: michael jordan | Scottie Pippen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje