Reklama

Reklama

NBA - Los Angeles Lakers pokonali San Antonio Spurs

Koszykarze Los Angeles Lakers udowodnili, że potrafią sobie radzić bez Kobe Bryanta. W niedzielnym meczu ligi NBA, mimo braku kontuzjowanego gwiazdora, pokonali San Antonio Spurs 91:88 i praktycznie przypieczętowali awans do fazy play off.

W piątek 34-latek, jeden z najsłynniejszych obecnie koszykarzy globu, doznał urazu ścięgna Achillesa, który eliminuje go z gry na minimum pół roku. Zostawił zespół w sytuacji kryzysowej, gdyż "Jeziorowcy" dość niespodziewanie mieli w tym sezonie kłopot z zakwalifikowaniem się do play off.

W spotkaniu ze Spurs lukę po Bryancie, który nawet przez kilka tygodni będzie unieruchomiony w domu i oglądał kolegów w telewizji, starał się wypełnić anonimowy jak na ekipę Lakers zawodnik - Steve Blake. Grający dziewiąty sezon w NBA koszykarz miał dotąd średnią 6,9 pkt w meczu, a tym razem zdobył 23. Zaprezentował się zdecydowanie lepiej niż jego vis a vis w drużynie z San Antonio Tony Parker, który uzyskał ledwie cztery punkty, trafiając z gry raz na 10 prób.

Reklama

Liderem gospodarzy był jednak środkowy Dwight Howard - zdobył 26 pkt, choć spudłował aż 9 z 17 wolnych, miał też 17 zbiórek.

"Wzorowo zaprezentowaliśmy się jako zespół. Gdybyśmy taką determinację i ambicję utrzymali w kolejnych spotkaniach, to zaryzykuje tezę, że możemy pokonać dosłownie każdego" - ocenił postawę Lakers ich hiszpański skrzydłowy Pau Gasol, który zakończył mecz z dorobkiem sześciu punktów i 16 zbiórek.

"Dobra robota, koledzy. Dobra roboty. Play off jest prawie nasz" - napisał na Twitterze tuż po zakończeniu gry Bryant.

Obecnie Lakers z dorobkiem 44 zwycięstw i 37 porażek zajmują ósmą lokatę na Zachodzie. Miejsce w play off mogą im odebrać jeszcze tylko koszykarze Utah Jazz (42-38), którym do końca sezonu zasadniczego pozostały dwa spotkania. Przy identycznym bilansie (możliwy jest "remis" 44-38) o mistrzostwo powalczą "Jazzmani", którzy z trzech bezpośrednich konfrontacji z drużyną z Los Angeles wygrali dwie.

"Jeziorowców" czeka jeszcze tylko spotkanie z Houston Rockets, a drużynę z Salt Lake City - wyjazdowy pojedynek z Golden State Warriors (obaj rywale już są pewni występu w play off) i mecz we własnej hali z Minnesota Timberwolves.

Niedzielne starcie w Staples Center miało także spore znaczenie dla Spurs. Po porażce mocno stopniały ich szanse na mistrzostwo konferencji. Obecnie - z bilansem (58-22) zajmują drugą pozycję, za Oklahoma City Thunder (59-21).

Już 64. wygraną w sezonie regularnym zanotowali koszykarze Miami Heat. Obrońcy tytułu pokonali Chicago Bulls 105:93 i poprawili bilans sezonu we własnej hali na 36-4. To ich najlepsze osiągnięcie w historii. Poprzednie wynosiło 35-6 i przetrwało osiem lat.

Na boisku nie brakowało ostrych spięć, a mecz był dobrym przetarciem dla obu zespołów przed play off.

"Twardy, intensywny mecz, którego trudy świetnie znieśliśmy. Dobry test, dobry prognostyk na przyszłość" - ocenił LeBron James, który uzyskał dla gospodarzy 24 pkt, miał siedem zbiórek i sześć asyst.

O zaciętości może świadczyć fakt, że gracze Heat aż 41 razy stanęli na linii rzutów wolnych, a rywale popełnili więcej fauli (30) niż trafili rzutów z gry (29).

Wyniki niedzielnych meczów NBA:

Denver Nuggets - Portland Trail Blazers     118:109

Houston Rockets - Sacramento Kings          121:100

Los Angeles Lakers - San Antonio Spurs       91:88

Miami Heat - Chicago Bulls                  105:93

New Orleans Hornets - Dallas Mavericks       89:107

New York Knicks - Indiana Pacers             90:80

Philadelphia 76ers - Cleveland Cavaliers     91:77

Toronto Raptors - Brooklyn Nets              93:87

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje