Reklama

Reklama

NBA. Houston Rockets słabsze od Portalnd Trail Blazers

Houston Rockets przegrali z Portland Trail Blazers 126-128 w sobotnim meczu NBA.

Do Portland zespół z Teksasu poleciał w dziewięcioosobowym składzie, gdyż trzej podstawowi gracze: DeMarcus Cousins, Eric Gordon i pozyskany przed sezonem z Washington Wizards John Wall oraz Mason Jones zostali skierowani na kwarantannę z powodu pozytywnych lub niejednoznacznych wyników testów na COVID-19. Nie wystąpią także w poniedziałkowym spotkaniu z Denver Nuggets. W sumie z powodu koronawirusa w drużynie "Rakiet" nie może grać sześciu zawodników.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź!

Zwycięstwo zapewnił gospodarzom CJ McCollum, trafiając za trzy punkty na 6,9 s przed końcem dogrywki. W całym meczu rzucający Blazers trafił dziewięć z 16 takich prób i miał osiem asyst. Wspierał go Damian Lillard - 32 pkt i dziewięć decydujących podań.

W ekipie gości znakomicie zaprezentowal się James Harden, który w 43 minuty uzyskał 44 punkty, wyrównując przy tym rekord kariery w liczbie asyst - 17. Miał jednak także cztery straty. Właśnie jego podanie na 1,3 s przed upływem dodatkowego czasu gry przechwycił Robert Covington zapewniając wygraną Portland.

Skrzydłowy Christian Wood w swoim debiucie w ekipie Rockets zdobył 31 pkt i miał 13 zbiórek. Dla Houston był to pierwszy mecz w lidze, gdyż z powodu przypadków koronawirusa przełożono jego inauguracyjne starcie z Oklahoma City Thunder, gdyż klub nie miał w środę ośmiu graczy zdolnych do gry.

"Było w porządku. Za dużo strat. Poza tym po pierwszym meczu trwającym ponad 40 minut wydaje mi się, że oczywiście moja kondycja mogłaby być lepsza, ale było całkiem solidnie" - ocenił swój występ Harden.

Dogrywka była także potrzebna do rozstrzygnięcia spotkania w Detroit, gdzie Cavaliers popsuli drużynie Pistons ligowy debiut na własnym parkiecie.

Collin Sexton zdobył dla "Kawalerzystów" 32 pkt. Andre Drummond, grając pierwszy raz przeciwko swojemu byłemu zespołowi, który opuścił w lutym, zanotował 23 pkt, 16 zb., pięć asyst i cztery przechwyty, a Turek Cedi Osman dodał 22 pkt. Najlepszymi strzelcami "Tłoków" byli Jerami Grant - 28 points i Blake Griffin - 26.

Aż siedem z dziesięciu sobotnich meczów zakończyło się zwycięstwem gości. Honor gospodarzy obronili tego dnia m.in. San Antonio Spurs, którzy w hali AT&T Center pokonali Toronto Raptors 119-114.

Liderami drużyny z Teksasu byli DeMar DeRozan, który drużynie, w której debiutował w NBA rzucił 27 pkt oraz australijski rezerwowy Patty Mills - 31. W ekipie gości wyróżnili się Fred VanVleet - 27 i Kanadyjczyk Chris Boucher - 22. Dla Spurs, których trenerem jest 71-letni Gregg Popovich, najstarszy i najbardziej utytułowany z obecnych szkoleniowców w lidze NBA, była to druga wygrana w nowym sezonie.

Dwa zwycięstwa mają na koncie także Indiana Pacers, którzy pokonali na wyjeździe Chicago Bulls 125-106. Litwin Domantas Sabonis, syn słynnego Arvydasa, uzyskał w sobotę tzw. triple-double - 22 pkt, 10 zb. i 11 as.

"Koledzy z drużyny naprawdę mi pomogli. Przez cały mecz przypominali mi, gdzie mam być i pomagali zachować energię. W tych meczach, bez kibiców na trybunach, to naprawdę ważne" - powiedział litewski skrzydłowy urodzony w Portland, który od początku sezonu utrzymuje wysoką formę. W inauguracyjnm meczu przeciwko New York Knicks (121-107) ustanowił swój rekord kariery - 32 pkt.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Dowiedz się więcej na temat: NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje