Reklama

Reklama

NBA. Heat zmniejszyli stratę w finale z Lakers

Koszykarze Miami Heat pokonali Los Angeles Lakers 111:108 w piątkowym meczu finałów ligi NBA. Ich liderem był Jimmy Butler, który zanotował triple-dobuble - 35 punktów, 12 zbiórek i 11 asyst. W rywalizacji do czterech zwycięstw Lakers prowadzą już tylko 3-2.

Przez większość meczu utrzymywała się niewielka przewaga Heat. Czwarta kwarta zaczynała się przy ich sześciopunktowym prowadzeniu. Lakers zdołali ją zniwelować i przez ostatnie sześć minut toczyła się walka kosz za kosz.

Reklama

Butler nie tylko imponował w ataku, ale również w obronie, notując pięć przechwytów. Kluczowe punkty zdobył na 16,8 s przed ostatnią syreną. Wówczas wykorzystał dwa rzuty wolne i jego zespół wygrywał 109:108.

W kolejnej akcji piłka szybko trafiła do największej gwiazdy Lakers - LeBrona Jamesa. Kiedy zbliżył się do kosza, pojawiło się przy nim aż trzech zawodników Heat. Nie widząc szansy na rzut podał do stojącego na obwodzie niepilnowanego Danny'ego Greena. Ten jednak spudłował.

Zbiórką w ataku zdołał się popisać Markieff Morris, ale następnie posłał piłkę poza parkiet. Wygraną Heat dwoma rzutami wolnymi przypieczętował Tyler Herro. James wykonał jeszcze niecelny rzut rozpaczy z połowy boiska.

- Każdy młody koszykarz wchodzący do NBA powinien studiować grę Jimmy'ego Butlera. Jest doskonałym uosobieniem gracza, który świetnie gra zarówno w ataku, jak i w obronie - komplementował podopiecznego trener Heat Erik Spoelstra.

To było drugie triple-double Butlera w tych finałach. W spotkaniu numer trzy zanotował 40 pkt, 13 asyst i 11 zbiórek. Minionej nocy w trakcie trwającego 48 minut meczu na parkiecie spędził ponad 47. Na ławce rezerwowych usiadł jedynie na ostatnie 48 s pierwszej kwarty. Został szóstym koszykarzem w historii, który w jednej finałowej serii co najmniej dwa razy miał triple-double. Wcześniej dokonali tego Magic Johnson, LeBron James, Larry Bird, Wilt Chamberlain i Draymond Green.

W ekipie Lakers świetnie w piątek zagrał James, który na swoim koncie zapisał 40 pkt, 13 zbiórek, siedem asyst i trzy przechwyty. Duże wsparcie zapewnił mu Anthony Davis - 28 pkt, 12 zbiórek oraz po trzy przechwyty i bloki. Słabiej zagrali za to ich koledzy, którzy łącznie trafili tylko 14 z 46 rzutów z gry.

Mimo wygranej sytuacja Heat wciąż jest trudna. W historii finałów tylko raz zdarzyło się, aby klub roztrwonił prowadzenie 3-1. Odwrócić losy rywalizacji w takich okolicznościach w 2016 roku udało się ekipie Cleveland Cavaliers, której liderem był wówczas LeBron James. Z powodu pandemii koronawirusa spotkania rozgrywane są w zamkniętym ośrodku Disney World na Florydzie. Szósty mecz zaplanowany jest na niedzielę.

wkp/ cegl/

Dowiedz się więcej na temat: Miami Heat | los angeles lakers | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje