Reklama

Reklama

NBA: Derrick Rose zdobył 50 punktów dla Minnesota Timberwolves

W środę w lidze NBA Derrick Rose zdobył aż 50 punktów, a jego Minnesota Timberwolves pokonała we własnej hali Utah Jazz 128:125. To życiowy rekord 30-letniego koszykarza, który sporą część kariery stracił przez kontuzje.


Rose trafił do NBA w 2008 roku, wybrany z pierwszym numerem w drafcie przez Chicago Bulls. Był to wyjątkowo dobry nabór, w trakcie którego ligę zasili jeszcze m.in. Russell Westbrook, Kevin Love czy Słoweniec Goran Dragic. Rok później nagrodę dla najlepszego debiutanta zgarnął jednak Rose.

W rozgrywkach 2010/11 uznano go najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP). Wyróżnienie to zdobył mając zaledwie 22 lata. Do kwietnia 2012 roku jego kariera rozwijała się wzorowo. Wówczas zerwał jednak więzadło w kolanie i w kolejnym sezonie nawet raz nie wyszedł na parkiet. Później prześladowały go kolejne urazy i nigdy już nie zbliżył się do prezentowanego wcześniej poziomu.

W spotkaniu z Jazz był fenomenalny. Trafił 19 z 31 rzutów z gry, a także miał sześć asyst. Po ostatniej syrenie utonął w objęciach kolegów i nie potrafił opanować łez.

"To wszystko jeszcze do mnie nie dotarło. Nie potrafię opisać tego, co czuję. Potrzebuję trochę czasu" - powiedział.

Mecz był niezwykle wyrównany, a Rose trafiał także wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne. Na 30 sekund przed końcem dał "Leśnym Wilkom" prowadzenie, a później przypieczętował wygraną wykorzystując dwa rzuty wolne i blokując Dante Exuma, który próbował doprowadzić do remisu.

Jego występ odbił się szerokim echem w lidze, a podziwu nie krył m.in. LeBron James.

"Derrick to najmłodszy MVP w historii NBA. Przez ostatnie lata słyszał jednak głównie jak kiepski jest i mnóstwo beznadziejnych porad. Pokazał, że wciąż potrafi być superbohaterem i może być inspiracją nie tylko dla sportowców" - podkreślił gwiazdor Los Angeles Lakers.

James minionej nocy też miał powody do zadowolenia. Zdobył 29 punktów, w tym ten decydujący z linii rzutów wolnych na 2,1 s przed ostatnią syreną. Jego zespół pokonał u siebie Dallas Mavericks 114:113.

Od zwycięstwa do zwycięstwa kroczy Golden State Warriors. Obrońcy tytułu tym razem wygrali we własnej hali z New Orleans Pelicans 131:121. Stephen Curry zdobył dla "Wojowników" 37 pkt, trafiając m.in. siedem rzutów "za trzy". Kevin Durant dołożył 24 pkt.

Wśród pokonanych wyróżnił się Jrue Holiday - 28 pkt i dziewięć asyst. Strzelecko słabszy dzień miał natomiast Anthony Davis, który uzyskał 17 pkt, ale dodał 12 zbiórek i siedem asyst.

Warriors z bilansem 8-1 prowadzą w tabeli Konferencji Zachodniej. Tuż za nimi jest Denver Nuggets (6-1). Ekipa ze stanu Kolorado po dogrywce wygrała na wyjeździe z Chicago Bulls 108:107. Najlepszy w jej szeregach był wszechstronny Serb Nikola Jokic - 22 pkt, 12 zbiórek, dziewięć asyst, trzy bloki i dwa przechwyty. Dla "Byków" 28 pkt zdobył Zach LaVine.

Na Wschodzie prowadzi jedyny niepokonany zespół w lidze - Milwaukee Bucks (7-0), który minionej nocy odpoczywał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama