Reklama

Reklama

NBA. Ben Simmons - rewelacyjny debiutant

Występujący pierwszy sezon w NBA Ben Simmons z Philadelphia 76ers w czwartek po raz ósmy uzyskał tzw. triple-double. Tylko jeden koszykarz w historii miał ich więcej w roku debiutu - 57 lat temu słynny Oscar Robertson takim wyczynem popisał się 26-krotnie.

Simmonsa z pierwszym numerem w drafcie "Szóstki" wybrały już w 2016 roku. Na debiut w NBA musiał jednak poczekać dodatkowe 12 miesięcy, bo w okresie przygotowawczym doznał złamania kości w prawej stopie.

Minionej nocy Australijczyk na swoim koncie zapisał 13 punktów, 12 asyst i 10 zbiórek, a jego zespół pokonał na wyjeździe New York Knicks 118:110.

"To dla mnie po prostu surrealistyczne. Przez te wszystkie lata w lidze grało mnóstwo niesamowitych zawodników, a ja znalazłem się między Oscarem Robertsonem a Magiciem Johnsonem. Nie pojmuję tego" - przyznał Simmons.

Reklama

Na wyprzedzenie Robertsona nie ma już szans, bo do końca sezonu zasadniczego 76ers rozegrają jeszcze tylko 15 spotkań. 21-latek występuje na pozycji rozgrywającego, choć ma aż 208 cm wzrostu.

"Jestem bardzo zadowolony, że zdecydowaliśmy się, żeby sprawdzić Bena właśnie na tej pozycji. Myślę, że będzie na niej grał już do końca kariery" - przyznał trener Brent Brown.

Wszystko wskazuje na to, że m.in. dzięki Simmonsowi dla filadelfijskiego klubu wreszcie nadchodzą lepsze czasy. W tabeli Konferencji Wschodniej zajmuje szóste miejsce i prawdopodobnie po pięciu latach przerwy zagra w play off. W obecnym sezonie wygrał już 37 spotkań, czyli prawie tyle, co łącznie w dwóch wcześniejszych (38).

Oprócz Simmonsa, wyróżniającą się postacią jest też Joel Embiid. 24-letni Kameruńczyk uzyskał w czwartek 29 pkt i miał 10 zbiórek. Bardzo dobrze gra również urodzony w tym samym roku Chorwat Dario Saric - 21 pkt i 12 zbiórek.

W pozostałych meczach zwyciężali faworyci. Prowadzący w Konferencji Zachodniej Houston Rockets (54-17) pokonali we własnej hali Los Angeles Clippers 101:96, a najlepsi na Wschodzie Toronto Raptors (51-17) na wyjeździe wygrali z Indiana Pacers 106:99.

Z 11. wygranej z rzędu cieszyła się ekipa Portland Trail Blazers. Tym razem u siebie pokonała Cleveland Cavaliers 113:105. Ubiegłorocznym finalistom na nic zdała się świetna gra LeBrona Jamesa - 35 pkt i 14 zbiórek. Gospodarzy do triumfu poprowadzili C.J. McCollum - 29 pkt i Damian Lillard - 24 i dziewięć asyst.

Z kolei 19. kolejnej porażki doznali koszykarze Memphis Grizzlies (18-50), którzy we własnej hali ulegli Chicago Bulls 110:111. Najdłuższa seria przegranych meczów w historii klubu wyniosła 23 i zdarzyła się w sezonie 1995/96, kiedy zespół debiutował w NBA, a swoją siedzibę miał wówczas w Vancouver.

Wyniki czwartkowych meczów NBA:

Indiana Pacers - Toronto Raptors                99:106 

Atlanta Hawks - Charlotte Hornets              117:129 

New York Knicks - Philadelphia 76ers           110:118 

Houston Rockets - Los Angeles Clippers         101:96

Memphis Grizzles - Chicago Bulls               110:111 

San Antonio Spurs - New Orleans Pelicans        98:93

Denver Nuggets - Detroit Pistons               120:113

Utah Jazz - Phoenix Suns                       116:88

Portland Tral Blazers - Cleveland Cavaliers    113:105

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje