Reklama

Reklama

NBA. Bardzo małe zainteresowanie kibiców finałami na Florydzie

Mecze wielkiego finału koszykarskiej NBA między Los Angeles Lakers i Miami Heat nie cieszą się, jak na razie, dużym zainteresowaniem kibiców w USA. Średnia publiczność telewizyjna podczas czterech spotkań to zaledwie 6,9 mln widzów.

Największą widownię miało spotkanie numer cztery - 7,54 mln widzów. Dla porównania pierwszy mecz finału przed rokiem, gdy Toronto Raptors rozpoczynało walkę z obrońcą tytułu Golden State Warriors obejrzało w telewizji w USA 17,7 mln ludzi.

Reklama

Rekord pojedynczego meczu finału NBA należy do rywalizacji Chicago Bulls z Utah Jazz z roku 1998 - decydujący pojedynek o mistrzowskie pierścienie zgromadził w USA aż 35,89 mln widzów.

Pierwszy tegoroczny pojedynek wielkiego finału Lakers - Miami, rozgrywany z powodu pandemii koronawirusa bez udziału publiczności w Disney World pod Orlando, oglądało 7,41 mln. Najniższą frekwencję miało spotkanie numer trzy - 5,94 mln. To niechlubny rekord od ponad 30 lat.

Specjaliści rynku medialnego liczą na to, że więcej osób zasiądzie przed telewizorami w USA w piątek wieczorem, gdy odbędzie się kolejne spotkanie, może decydujące. Lakers prowadzą bowiem 3-1 i są o krok (gra się do czterech zwycięstw) od wywalczenia 17. mistrzowskiego tytułu. 

Dowiedz się więcej na temat: los angeles lakers | Miami Heat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje