Reklama

Reklama

NBA: 23 punkty Gortata, ale Suns przegrali z Clippers

Marcin Gortat zdobył 23 punkty i był najskuteczniejszym koszykarzem w zespole Phoenix Suns, jednak nie uchronił ich od 26. porażki w sezonie regularnym ligi NBA. "Słońca" przegrały na wyjeździe z Los Angeles Clippers 86:103, wiceliderami Pacific Division.

Prowadzi w niej Los Angeles Lakers z bilansem meczów 31-19, przed Clippers 29-21 i Suns 25-26, którzy w Konferencji Zachodniej zajmują dziesiąte miejsce i wciąż liczą się w walce o prawo gry w fazie play off.

Gortat spędził w środę na parkiecie ponad 30 minut. W tym czasie trafił dziewięć z 16 rzutów z gry oraz pięć z siedmiu wolnych. Miał siedem zbiórek, dwa bloki i trzy faule, a raz został zablokowany.

Rywalizację o miano najlepszego zawodnika wieczoru Polak przegrał z Blakem Griffinem z Clippers, który uzyskał 27 punktów i miał 14 zbiórek.

Reklama

Koszykarze Chicago Bulls po pokonaniu Atlanta Hawks 98:77 umocnili się na prowadzeniu w NBA. Szósty mecz z rzędu wygrali San Antonio Spurs - tym razem z Sacramento Kings 117:112.

"Byki" po raz ósmy wystąpiły bez kontuzjowanego Derricka Rose'a, ale po raz szósty nie przeszkodziło im to w odniesieniu zwycięstwa. W środę ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie Luol Deng i Carlos Boozer, którzy w sumie uzyskali 42.

"Kluczowa była druga kwarta. Przegrywaliśmy, ale nie spuściliśmy głów, tylko walczyliśmy. Wiedzieliśmy, że musimy zatrzymać Joe Johnsona i to nam się udało. W obronie spisaliśmy się naprawdę nieźle" - ocenił Deng.

Najskuteczniejszy w ekipie z Atlanty był Josh Smith - 19 pkt i siedem zbiórek. Johnson zakończył mecz z dorobkiem 12. "Nie poradziliśmy sobie ze zmęczeniem. To nie był nasz dzień" - przyznał Smith.

Dobrą passę kontynuuje zespół San Antonio Spurs. W Sacramento pokonał tamtejszych Kings 117:112 i było to jego szóste zwycięstwo z rzędu. Gospodarzom nie pomogła nawet dobra dyspozycja Isaiaha Thomasa, który zdobył 28 pkt, miał 10 asyst i cztery zbiórki. To jego trzecie "double-double" w debiutanckim sezonie w NBA.

W drużynie gości, którzy rozegrali piąty mecz w ciągu sześciu dni, najskuteczniejszy był rezerwowy Argentyńczyk Manu Ginobili - 20 pkt.

"Najważniejsze, że wygraliśmy wszystkie te spotkania. To naprawdę bardzo ważne. Jak się czuję? Całkiem nieźle, ale zmęczenie złamie mnie dopiero za jakieś dwa dni. Po takiej rywalizacji odczuwa się tylko radość ze zwycięstwa. Jestem jednak pewny, że możemy grać jeszcze lepiej" - ocenił środkowy Tim Duncan.

Klasę w zespole Minnesoty Timberwolves pokazał Kevin Love. Jego drużyna pokonała Charlotte Bobcats 88:83, a on zdobył 40 punktów i miał 19 zbiórek.

"To dla nas bardzo ważna wygrana. Przez trzy kwarty walka była bardzo zacięta. Chciałbym podziękować chłopakom za pomoc, bo ufali mi i dostałem wiele podań. Próbowałem odwdzięczyć się jak mogłem i na szczęście piłka wpadała do kosza" - skomentował.

Wyniki środowych spotkań NBA:

Cleveland Cavaliers - Detroit Pistons 75:87

New York Knicks - Orlando Magic 108:86

Toronto Raptors - Denver Nuggets 105:96

Charlotte Bobcats - Minnesota Timberwolves 83:88

Atlanta Hawks - Chicago Bulls 77:98

Boston Celtics - Utah Jazz 94:92

New Jersey Nets - Indiana Pacers 100:84

Sacramento Kings - San Antonio Spurs 112:117

Golden State Warriors - New Orleans Hornets 87:102

Los Angeles Clippers - Phoenix Suns 103:86

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje