Reklama

Reklama

Mateusz Ponitka marzenia o NBA musi odłożyć na później

Na razie nie będzie kolejnego Polaka w NBA. W nocnym drafcie do najlepszej koszykarskiej ligi świata nikt nie zdecydował się wybrać Mateusza Ponitki. Ale to nie oznacza, że jego droga za ocean jest definitywnie zamknięta.

22-letni rzucający obrońca lub niski skrzydłowy nie znalazł tej nocy uznania w żadnym z 30 klubów NBA. Mimo że interesowały się nim np. Detroit Pistons czy Philadelphia 76ers. To właśnie z tym ostatnim klubem wiązaliśmy chyba największe nadzieje, gdyż w końcówce draftu mieli oni dwa wybory. Na pozycję Polaka wybrali jednak J.P. Tokoto z Północnej Karoliny, a po chwili uzupełnili skład Serbem Luką Mitroviciem z Crveny Zvezdy Belgrad.

Z "jedynką" do Minnesoty Timberwolves trafił center z Kentucky Karl-Anthony Towns. Najlepszy z Europejczyków - Łotysz Kristaps Porzingis - został wybrany z numerem czwartym przez New York Knicks. W sumie na sześćdziesiąt wyborów, do ligi trafiło tylko jedenastu graczy ze Starego Kontynentu. Ale tylko trzech w pierwszej rundzie, która gwarantuje podpisanie kontraktu.

Brak wyboru w drafcie nie oznacza oczywiście, że Mateusz Ponitka definitywnie nie trafi do najlepszej koszykarskiej ligi świata. W kolejnych sezonach nadal może się znaleźć klub, który po prostu zechce go pozyskać z Europy. Tak w NBA znalazł się na przykład pierwszy Polak w historii ligi - Cezary Trybański.

A z drugiej strony należy przypomnieć, że nawet wybór w drafcie nie gwarantuje sukcesu. O czym przekonał się Szymon Szewczyk. Wybrany przez Milwaukee Bucks w 2003 roku, nigdy nie podpisał zawodowego kontraktu.

Reklama


Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Ponitka | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje