Reklama

Reklama

Marcin Gortat w Witkowie rozpoczął swój camp

Kilkudziesięcioro dzieci żołnierzy stacjonujących w garnizonie Powidz wzięło udział w zajęciach z koszykarzem Washington Wizards Marcinem Gortatem, który w wielkopolskim Witkowie rozpoczął już dziesiątą edycję swojego campu.

Choć okres wakacyjny w pełni, to Szkoła Podstawowa im. Lotnictwa Polskiego w Witkowie od rana tętniła życiem. To właśnie w tym niewielkim ośmiotysięcznym miasteczku najlepszy polski koszykarz zainaugurował swój jubileuszowy camp. Nieprzypadkowo pierwsze spotkanie miało miejsce z dziećmi żołnierzy, bowiem Gortat od wielu lat współpracuje z wojskiem. Jak zdradził, bardzo lubi różnego rodzaju militaria.

- Mój ojciec jest oficerem w wojsku, a ja od młodości wychowywałem się w wojsku. Biegałem po jednostkach, trenowałem z wojskowymi czy to boks, czy inne sporty. Kiedy przeniosłem się do Stanów Zjednoczonych, to grając w koszykówce miałem okazję uczestniczyć w różnych programach wojskowych, które NBA prowadzi. Wszystko co jest związane z militariami - czołgi, broń, mnie bardzo kręci - tłumaczył Gortat.

Reklama

Dla gospodarzy imprezy przyjazd Gortata do Witkowa był - jak podkreślali - bardzo dużym zaszczytem.

- Dla nas wyróżnieniem jest, że spośród tak wielu dużych miast możemy gościć Marcina Gortata w garnizonie Powidz, w Witkowie. Od wielu lat pan współpracuje z wojskiem, wiemy, jakim szacunkiem pan darzy żołnierzy. Jesteśmy wdzięczni za wsparcie dla weteranów, którzy brali udział w wielu misjach - powiedział dowódca 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego bazy w Powidzu pułkownik Krzysztof Walczak.

Dzieci pod okiem "mistrza" i jego trenerów z teamu uczyły się koszykarskiego abecadła. Zajęcia były dość intensywne i trwały blisko trzy godziny.

- Każdy musi mieć parę przy zastawianiu, kto jej nie znajdzie, robi 10 pompek - pokrzykiwał koszykarz podczas treningu.

Dla młodych uczestników campu udział w zajęciach pod okiem znakomitego zawodnika był dużym przeżyciem.

- Marcin Gortat to jest mój idol i autorytet. To jest osoba, którą bardzo podziwiam, bo swoją ciężką pracą tyle osiągnął i jako jedyny koszykarz gra w Lidze NBA. To jest wielkie wyróżnienie. Koszykówka jest moją pasja, choć lubię inne sporty, bieganie i pływanie. Chciałabym zostać zawodową koszykarką, ale nie wiem, czy mój wzrost mi na to pozwoli - mówiła 12-letnia Ania.

Jej rówieśniczka Vanessa nie ukrywała, że nie mogła doczekać się przyjazdu swojego idola.

- Oglądam często NBA. Najbardziej lubię oglądać wsady Marcina i jego rzuty, które ma tak niezwykle dopracowane i idealne - dodała.

Gortat nie ukrywa, że podczas takich treningów można "wyłowić" talenty.

- Widzę, czy jakieś dziecko ma koordynację ruchową, czy ma chęci do gry i czy widać, że kontaktuje i szybko "łapie" wskazówki. Niektórzy, jak się do nich mówi, patrzą w dół i nie słuchają. Ale większość dzieciaków ostro zasuwa na campach - zaznaczył.

Gortat przyznał, że zapotrzebowanie na tego typu przedsięwzięcia wciąż rośnie, dlatego co roku chętnie wyrusza w trasę po Polsce.

- Przez te dziewięć lat przejechaliśmy tysiące kilometrów po Polsce, wylaliśmy hektolitry potu. Mieliśmy mnóstwo problemów, ale i też sukcesów. Wykonaliśmy kawał pracy, a wiele osób jest ze mną od pierwszego dnia. Dzieciaków z każdym rokiem przybywa, a ci, którzy byli na pierwszych campach, dzisiaj grają w reprezentacjach młodzieżowych. Mamy też kilkoro dzieci w Stanach Zjednoczonych po naszych campach i tam się nimi opiekujemy - tłumaczył.

Adepci koszykówki po każdym treningu mają możliwość porozmawiania ze swoim idolem. Zakres pytań jest nieograniczony, a często bywają zaskakujące - ile ma domów, ile samochodów, czy nie chciał zostać piłkarzem, czy lubi żużel albo... czy mieści się w drzwiach.

- Pytają o życie prywatne, koszykarskie, o wzrost, wagę i numer stopy. Co roku wychodzą z nowymi rzeczami, które by mi do głowy nie przyszły. Ale cieszę się, że coraz więcej jest mądrych pytań, z których oni mogą wyciągnąć jakieś korzyści - podkreślił.

Gortat odniósł się też do kwestii jego konfliktu z Polskim Związkiem Koszykówki.

- Ten konflikt został mocno zaogniony w różnych przekazach. Został w to wciągnięty trener reprezentacji Mike Taylor, z którym nie mam żadnego konfliktu. Zostali w to wciągnięci niektórzy zawodnicy, z którymi też nie mam żadnego problemu. Dla mnie ta koszykówka w Polsce nie wygląda po prostu za dobrze, nie dzieje się najlepiej - skomentował.

Jego zdaniem, największą bolączką polskiej koszykówki jest brak pieniędzy.

- Dzisiaj mówi się, że w polskiej koszykówce potrzeba autorytetów, jakim jest Zbigniew Boniek w piłce nożnej. Powiem tak, że nawet jeśli Marcin Gortat pojawi się w związku, to dalej się nic nie zmieni, jeśli nie znajdziemy sponsora. Przy całym szacunku dla Bońka, gdybyśmy my mieli tyle pieniędzy do wydania co on, albo choćby połowę, to ta koszykówka też by inaczej wyglądała - podsumował Gortat, który dodał również, że definitywnie zakończył już karierę w reprezentacji.  

Kolejne campy odbędą się w Rumi (21-22 lipca), Dąbrowie Górniczej (24-25 lipca) i Łodzi (26-27 lipca). W tym ostatnim mieście 30 lipca na zakończenie campu odbędzie się tradycyjny mecz Gortat Team - Wojsko Polskie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje