Reklama

Reklama

Marcin Gortat: Czasami biorą mnie diabli

Zawodnicy NBA nie interesują się Euroligą, która budzi emocje w Europie. Wolą baseball, amerykański futbol, hokej. Jednym z nielicznych koszykarzy, który śledzi to, co dzieję się na Starym Kontynencie jest Marcin Gortat.

W NBA do decydującej fazy rozgrywek - play off - pozostały dwa tygodnie. Sezon zasadniczy kończy się 14 kwietnia. Zespół Orlando, w którym gra Gortat, zajmuje obecnie pozycję lidera w tabeli Southeast Division. Jest pewien udziału w play off, ale nadal nie wiadomo, z której pozycji przystąpi do drugiej fazy. W 74 meczach odniósł 52 zwycięstwa, co daje mu 0,703 procent wygranych i drugą pozycję na Wschodzie za Cleveland Cavaliers.

Reklama

- Czy rozgrywki Euroligi interesują zawodników NBA? W Europie trwa właśnie walka w ćwierćfinałach; po raz pierwszy w tej fazie jest Asseco Prokom Gdynia.

Marcin Gortat: Jestem jedynym w zespole Orlando i pewnie jednym z niewielu w lidze, który wie, co się dzieje w europejskiej koszykówce. Moi koledzy interesują się wyłącznie baseballem, futbolem, może czasami rozgrywkami NHL. Wielkie gratulacje dla zawodników Prokomu, dla trenera, dla klubu. Wykonali kawał fantastycznej roboty i mam nadzieję, że to jest kolejny krok do tego, żeby popularyzować koszykówkę w naszym kraju.

- Czy wyjaśnił pan nieporozumienie z nowym trenerem reprezentacji Igorem Griszczukiem? W Orlando był prezes Polskiego Związku Koszykówki Roman Ludwiczuk, a mimo to na pana blogu znalazła się informacja, że nikt z panem o występach w narodowym zespole nie rozmawiał.

- Wokół mojej gry w reprezentacji powstało małe zamieszanie. Trener Griszczuk trochę niefortunnie się wyraził, mówiąc, że ustalił ze mną szczegóły. Myślę, że nie było to celowe. Rozmawialiśmy telefonicznie następnego dnia. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Rozmawialiśmy o wielu ważnych sprawach, szczegółach. Podtrzymuję deklarację daną prezesowi. Bardzo chciałbym pomóc w wywalczeniu awansu do finałów mistrzostw Europy. Mój udział w meczach reprezentacji zależy jednak od wielu rzeczy, nie tylko ode mnie. Z prezesem Ludwiczukiem mówiliśmy o promocji koszykówki w Polsce, budowie silniejszej reprezentacji.

- Jako zmiennik Dwighta Howarda jest pan zależny od jego formy. On ma już 15 fauli technicznych i kolejny będzie karany odsunięciem od gry. W takiej sytuacji otwiera się szansa na pierwsze w tym sezonie wyjście w podstawowej piątce Orlando.

- Tak naprawdę nie ma to znaczenia, bo jeśli będę dobry, będę wychodził na parkiet i nie potrzebuję do tego faulu Howarda. Kto wie, czy to szesnaste przewinienie nie zostanie popełnione teraz specjalnie, żeby trenerzy i sam Howard mieli pewność, że do końca sezonu, w play off może już grać normalnie, spokojnie, z dużą agresywnością. Czasami biorą mnie diabli, że wchodzę na boisko najczęściej wtedy, gdy Howard schodzi, ale taka jest moja rola w Orlando. Muszę zaakceptować to i przywyknąć do niej. Oceniam sytuację realnie, dlatego postawiłem sobie realny cel - chciałbym być najlepszym centrem wśród rezerwowych NBA. O niczym innym nie myślę.

- Jak spędzi pan Święta Wielkiej Nocy w Orlando?

- Gdy jestem sam na Florydzie, święta nie mają takiego wymiaru jak w Polsce. W zeszłym roku mieliśmy chyba nawet trening, więc tak naprawdę był to normalny dzień i nawet nie pamiętam, żeby specjalnie była jakaś świąteczna atmosfera. Podobnie będzie i w tym roku. Wykonam parę telefonów, do rodziców, znajomych, złożę życzenia, ale na tym chyba się skończy. Amerykanie nie obchodzą Wielkanocy według jednego wzoru, tradycji tak jak w Polsce. Każda rodzina świętuje inaczej.

Rozmawiała Olga Miriam Przybyłowicz

Dowiedz się więcej na temat: play off | orlando | NBA | Marcin Gortat | Gortat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama