Reklama

Reklama

"Magia" zdemolowała Hawks, lider Bryant

Aż 43 "oczkami" zwyciężyła w pierwszym spotkaniu półfinału Konferencji Wschodniej NBA drużyna gospodarzy Orlando Magic z Atlantą Hawks (114:71). Na Zachodzie Los Angeles Lakers pokonali Utah Jazz 111:103 i prowadzą w serii 2-0.

Podczas meczu w Orlando widać było, iż "Jastrzębie" mają jeszcze mocno w nogach siedmiomeczową rywalizację z pierwszej rundy przeciwko Milwaukee Bucks. Gwiazdą numer jeden spotkania okazał się Dwight Howard, autor 21 pkt i 12 zb. Grający świetnie w tych play off, Jameer Nelson, dodał 19 "oczek".

Reklama

Przy okazji fani "Magii" dostali radosną informację odnośnie Meczu Gwiazd w 2012 roku. Komisarz ligi ogłosił, że All Star 2012 odbędzie się w nowej hali w Orlando, Amway Center, w której podopieczni Stana Van Gundy'ego rozpoczną swoją grę od następnego sezonu.

Rozmiary wygranej z zespołem z Atlanty okazały się drugą największą w historii występów Magic w play off (lepiej zaprezentowali się tylko w meczu pierwszej rundy w 1995, kiedy pokonali Boston Celtics 47 punktami), a także była to najwyższa porażka w Hawks w tej fazie sezonu.

- To było żenujące w naszym wykonaniu - powiedział Mike Bibby, obrońca "Jastrzębi". - To był dla nas straszny mecz - dodał coach Mike Woodson.

Gospodarze zdominowali walkę na deskach i zanotowali aż o 17 procent lepszą skuteczność z gry. Ich przewaga wyraźnie rosła w przełomowych dla losów spotkania, drugiej i trzeciej kwarcie. Marcin Gortat zagrał 20 minut, zdobywając dziewięć punktów i zbierając sześć piłek.

W czwartek Polak i spółka będą chcieli wygrać spotkanie numer dwa. - Jesteśmy głodni zwycięstw. - Każdy mecz jest dla nas ważny. Ten był wspaniały, ale teraz musimy przygotować się, że rywale poprawią się w następnym pojedynku - stwierdził Vince Carter, który zdobył 20 punktów.

- Muszę przestrzec zawodników, że w play off jest zasada, że zespół, który odniósł przekonywujące zwycięstwo, następny mecz przegrywa, dlatego musimy zapomnieć o tym, co się wydarzyło - dodał Stan Van Gundy, szkoleniowiec Magic.

Lakers do zwycięstwa nad Jazz poprowadził oczywiście Kobe Bryant. Nie chodzi o to, że zdobył 30 punktów, ale że włączył się do gry w decydującym momencie czwartej kwarty. Na cztery minuty 41 sekund przed końcem meczu drużyna z Salt Lake City przegrywała tylko 94:98, mimo że wcześniej traciła nawet 15 ""oczek".

W tym momencie Bryant trafił dwa rzuty wolne, zdobywając swoje pierwsze punkty (z 13) w czwartej kwarcie. Po chwili dodał kolejnego osobistego i "Jeziorowcy" prowadzili 101:94. Później dołożył jeszcze celny rzut, tuż przed zakończeniem czasu na rozegranie akcji (105:96), a następnie "wsadem" wykończył kontrę i trafił kolejne dwa rzuty wolne.

- Na mnie ciąży odpowiedzialność, kiedy sprawy się komplikują - stwierdził szczerze Bryant.

Konferencja Wschodnia

Orlando Magic - Atlanta Hawks 114:71 (25:23, 28:10, 32:11, 29:27)

Orlando: Howard 21 (12 zb.), Carter 20, Nelson 19, Redick 10, Lewis 9, Gortat 9, Pietrus 8, Bass 6, Barnes 4, Anderson 4, Williams 2, Johnson 2.

Atlanta: Josh Smith 14, Pachulia 12, Johnson 10, Williams 8, Teague 8, Crawford 5, Horford 4, Evans 4, Bibby 2, West 2, Collins 2, Joe Smith 0.

(stan rywalizacji do czterech zwycięstw 1-0 dla Magic)

Konferencja Zachodnia

Los Angeles Lakers - Utah Jazz 111:103

(stan rywalizacji do czterech zwycięstw 2-0 dla Lakers)

Dyskutuj na blogu

Dowiedz się więcej na temat: Utah | Los Angeles | los angeles lakers | Orlando Magic | play off | mecz | jazz | lakers | magia | magic | orlando

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje