Reklama

Reklama

Lakers w końcu zwycięscy, Bulls doganiają Spurs

Los Angeles Lakers w końcu przerwali swoją passę pięciu porażek z rzędu. Pokonali na własnym parkiecie grających w rezerwowym składzie San Antonio Spurs.

Chicago Bulls wygrały ósme z rzędu spotkanie, tym razem na wyjeździe z New York Knicks i mają równy bilans z San Antonio Spurs. W ostatnim wtorkowym meczu Portland Trail Blazers pokonali Memphis Grizzlies, zapewniając sobie szóste miejsce w konferencji zachodniej.

New York Knicks (42-39) - Chicago Bulls (61-20) 90:103

To już się staje powoli nudne, ale Derrick Rose znowu zagrał jak MVP. Jest najlepszym zawodnikiem drużyny z najlepszym bilansem w całej lidze. Przez dużą część sezonu nie miał do dyspozycji wszystkich partnerów w składzie, ale zrobił ogromny postęp i nie wiemy jak Chicago Bulls by grali bez niego, bo rozegrał wszystkie spotkania w sezonie.

Reklama

W tym przedostatnim w sezonie regularnym, znów był najlepszym strzelcem z 26 punktami na koncie. Wspierali go Luol Deng - 23 punkty i 10 zbiórek i Carlos Boozer - 14 punktów i 22 zbiórki.

Decydujące dla wyniku były dwie rzeczy. Pierwsze ponad siedem minut trzeciej kwarty Bulls wygrały 26:2. Po takim knockdownie Knicks się nie podnieśli. Druga rzecz to walka na tablicach. Joakim Noah, najlepszy zbierający Chicago, zebrał trzy piłki w całym meczu, a mimo to cała drużyna była lepsza w tym względzie 51-33. To jest przepaść. Dodatkowo jeszcze "Byki" zdobyły 48 punktów z "pomalowanego", przy 34 Knicks.

Knicks zagrali kolejne spotkanie bez Amare Stoudemire'a. Skuteczność Carmelo Anthony'ego się skończyła i nie mieli szans z rozpędzonymi Bulls. Pytanie tylko czy starczy im sił na play off i nawiązanie do tradycji drużyny Michaela Jordana? Ostatni mecz w sezonie zasadniczym zagrają przeciwko New Jersey Nets.

NYK: Carmelo Anthony - 21, Bill Walker - 18 (3x3), Toney Douglas - 13, Shawne Williams - 10, Chauncey Billups - 10 (8 as.), Landry Fields - 8, Ronny Turiaf - 6, Jared Jeffries - 2, Anthony Carter - 2, Derrick Brown - 0, Shelden Williams - 0.

CHI: Derrick Rose - 26, Luol Deng - 23 (10 zb.), Carlos Boozer - 14 (22 zb.), Joakim Noah - 13, C.J. Watson - 9, Keith Bogans - 8, Taj Gibson - 4, Kyle Korver - 4, Omer Asik - 2, Ronnie Brewer - 0.

Skrót meczu:

Los Angeles Lakers (55-25) - San Antonio Spurs (61-19) 102:93

LA Lakers w końcu wygrali. Po serii pięciu porażek z rzędu przyszedł czas na zwycięstwo. Jednak nie było ono takie, żeby nastrajało optymistycznie na przyszłość. Ich rywale, Spurs wyszły na to spotkanie rezerwowym składem. Ani minuty nie zagrali Tim Duncan, Manu Ginobili, Tony Parker i Antonio McDyess. Mimo tego aż do połowy czwartej kwarty walka była bardzo wyrównana i dopiero sama końcówka zadecydowała o zwycięstwie gospodarzy.

Mecz zaczął się niedobrze dla Lakers, gdy już w drugiej kwarcie kontuzji kolana nabawił się Andrew Bynum. Na domiar złego chodzi o to samo kolano, które miał operowane przed sezonem. W środę podda się rezonansowi magnetycznemu, który określi jaki jest stan nogi. Na pewno jednak nie zagra w meczu zamykającym sezon zasadniczy przeciwko Sacramento Kings. Dodatkowo Lakers zagrali bez chorego Steve'a Blake'a i narzekającego na kontuzję kolana Matta Barnesa. Oni także opuszczą ostatni mecz z Sacramento.

Po tej wygranej "Jeziorowcy" są już pewni, że nie spadną na czwarte miejsce w konferencji, niezależnie od pozostałych wyników. Wygrana przyszła im z trudem. Jeszcze na sześć minut przed końcem po trójce Matta Bonnera był remis 83:83. Od tego momentu jednak Lakers zagrali dużo lepiej. Wygrali końcówkę 19:10 i cały mecz 102:93. Sama gra nie napawa kibiców optymistycznie. Najważniejsza jest teraz kwestia zdrowia Bynuma, bo on będzie kluczem do obrony mistrzowskiego tytułu. Bez niego Lakers będzie o powtórzenie sukcesu bardzo trudno.

LAL: Kobe Bryant - 27, Lamar Odom - 23 (7 zb.), Pau Gasol - 17 (17 zb., 5 as.), Derek Fisher - 13, Shannon Brown - 9, Ron Artest - 7, Andrew Bynum - 4, Luke Walton - 2, Joe Smith - 0, Theo Ratliff - 0.

SAS: Gary Neal - 16, Matt Bonner - 13 (3x3), DeJuan Blair - 12 (11 zb.), George Hill - 11, Richard Jefferson - 10, Tiago Splitter - 8 (8 zb.), Danny Green - 6, James Anderson - 5, Chris Quinn - 2 (9 as.).

Skrót meczu:

Portland Trail Blazers (48-33) - Memphis Grizzlies (46-35) 102:89

Gracze Blazers pokonując Memphis Grizzlies zapewnili sobie szóste miejsce w konferencji zachodniej przed play off. Zadanie mieli o tyle ułatwione, że przeciwnicy przystąpili do meczu bez dwóch graczy z pierwszej piątki: Zacha Randolpha i Tony'ego Allena.

Blazers po raz kolejny zagrali bardzo zespołowo. 22 punkty i 11 zbiórek miał LaMarcus Aldridge, a Rudy Fernandez i Nicolas Batum dodali odpowiednio 18 i 16 punktów jako rezerwowi. Obie drużyny grały na bardzo zbliżonym procencie rzutów z gry. O zwycięstwie zadecydowały rzuty wolne. Gospodarze trafili 21 z 23 prób, a goście tylko 11 z 18.

Na dziewięć minut przed końcem gracze z Portland prowadzili 78:73 i wtedy przypuścili decydujący atak. Zdobyli siedem punktów z rzędu, zwiększając przewagę do 12. Po tym Grizzlies nie zbliżyli się bardziej niż na osiem punktów. Dzięki tej wygranej w ostatnim meczu trener Nate McMillan będzie mógł dać odpocząć swoim czołowym graczom, bo niezależnie od wyniku ich miejsce w tabeli konferencji się nie zmieni.

POR: LaMarcus Aldridge - 22 (11 zb.), Rudy Fernandez - 18 (4x3), Nicolas Batum - 16, Gerald Wallace - 14, Wesley Matthews - 13 (3x3), Andre Miller - 9 (8 as), Marcus Camby - 4 (11 zb., 3 bl.), Brandon Roy - 2 (5 as.), Patrick Mills - 2, Earl Barron - 2, Chris Johnson - 0, Armon Johnson - 0.

MEM: Mike Conley - 17, Sam Young - 13, O.J. Mayo - 13, Shane Battier - 12, Marc Gasol - 11 (10 zb.), Hamed Haddadi - 9 (10 zb.), Darrell Arthur - 6, Ish Smith - 6, Leon Powe - 2, Greivis Vasquez - 0.

Więcej o NBA na blogu Piotra Zarychty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama