Reklama

Reklama

Lakers rozbici w stolicy

- Zostaliśmy pobici dokładnie w każdym elemencie - tak szkoleniowiec Lakers Frank Hamblen skomentował występ swoich podopiecznych w Waszyngtonie.

Zespół z Los Angeles, który desperacko walczy o miejsce w playoffs, doznał dość upokarzającej porażki w stolicy, ulegając nadspodziewanie dobrze spisującymi się w tym sezonie Wizards 81:95.

- Jestem rozczarowany naszą grą. To było okropne - dodał trener "Jeziorowców", którzy legitymują się bilansem 32-30 i zajmują ósmą lokatę na Zachodzie wspólnie z Nuggets.

Goście opuszczali parkiet w MCI Center z opuszczonymi głowami, gdy zegar odmierzał jeszcze ostatnie sekundy. - Graliśmy strasznie - dołączył się do samokrytyki skrzydłowy Lamar Odom. - Już czas, by się obudzić.

Reklama

Zawiódł nawet Kobe Bryant, który rzucił tylko 18 punktów (znacznie poniżej swojej średniej - 28,6), trafiając 6 z 22 rzutów z gry. Lakers mieli zaledwie 35-procentową skuteczność z gry, próbowali więc ratować się rzutami za trzy, ale i to im nie wychodziło (10/34).

Sporo dobrego można natomiast powiedzieć o Wizards, którzy - mimo kontuzji już w 8. minucie czołowego strzelca Antawna Jamisona - potrafili wygrać 44:20 w punktach zdobywanych spod kosza. - Nawet bez Antawna ci chłopcy grali dobrze - stwierdził Eddie Jordan, coach Wizards (bilans 34-27, 4. miejsce na Wschodzie), którzy po raz pierwszy w historii dwukrotnie w trakcie jednego sezonu pokonali bardziej utytułowanego rywala. W grudniu zespół z Waszyngtonu wygrał w Staples Center 120:116 po dogrywce.

Problemów z awansem do "postseason" nie mają natomiast finałowi rywale Lakers z ubiegłego sezonu. "Tłoki", które pewnie prowadzą w Central Division, wygrały w Atlancie, choć zwycięstwo nie przyszło im łatwo. Tayshaun Prince zdobył 31 punktów dla Pistons (rekord kariery), którzy potrzebowali dogrywki, by pokonać Hawks 114:108. Fatalnie spisujący się w tym sezonie zespół z Atlanty doprowadził do dogrywki na 6,4 s przed końcem IV kwarty za sprawą rzutu za trzy Toma Gugliotty. Obrońcy tytułu, którzy całkowicie zdominowali dogrywkę, mogli wygrać mecz już w normalnym czasie, ale w ostatniej akcji spudłował Richard Hamilton. Na ławce drużyny z Detroit zasiadł Gar Heard - zastępujący Larry'ego Browna, który musiał poddać się następnej operacji mającej na celu doprowadzenie biodra 62-letniego trenera do pełni sprawności.

Wróćmy jednak na chwilę do Lakers, którzy w czwartek zagrają w Miami z tamtejszymi Heat. Podopieczni Stana Van Gundy'ego przedłużyli do dziewięciu serię zwycięstw, pokonując na własnym parkiecie Milwaukee Bucks 110:71. Dwayne Wade zdobył 29 "oczek" (10/12 z gry), a Shaquille O'Neal dodał 21 punktów dla gospodarzy. Najlepszym strzelcem wśród gości był Michael Redd - 14 pkt.

New Orleans Hornets przegrali w San Antonio z miejscowymi Spurs 89:112, ponosząc 48. porażkę w sezonie W zespole gości 26 minut spędził na boisku Maciej Lampe, zdobywając cztery punkty.

20-letni pski koszykarz po raz ostatni zagrał w NBA 24 lutego, przeciw Seattle SuperSonics. W poniedziałek oddał pięć rzutów z gry, z czego dwa były celne. Wykonał także jeden rzut wolny, ale spudłował. Zdobył w sumie cztery punkty. Zanotował także siedem zbiórek (wszystkie w obronie), jedną asystę i popełnił dwa faule. Najskuteczniejszymi zawodnikami Hornets w Teksasie był Jackson Vroman - 17 pkt, jeden mniej zdobył Speedy Claxton. W ekipie gospodarzy najlepiej zaprezentował się 22-letni Słoweniec Beno Udrih, który uzyskał 25 pkt.

Z dorobkiem 14 zwycięstw i 48 porażek Hornets zajmują ostatnie miejsce w tabeli Southwest Division i trzecie od końca w lidze. Gorszy bilans mają Atlanta Hawks i Charlotte Bobcats. Z kolei Spurs - 48 wygranych i 15 porażek - wspólnie z Phoenix Suns prowadzą w Konferencji Zachodniej.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 14 marca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL