Reklama

Reklama

Lakers odrodzeni

Po serii czterech porażek z rzędu do dobrej dyspozycji wydają się wracać Los Angeles Lakers. Podopieczni Franka Hamblena pokonali w niedzielny wieczór na własnym parkiecie Indiana Pacers 103:94, notując drugie kolejne zwycięstwo.

Pojedynek upłynął pod znakiem rywalizacji dwóch wielkich gwiazd - Kobe'ego Bryanta i Reggie'ego Millera. Rzucający obrońca Lakers ostro przećwiczył swojego bardziej doświadczonego kolegę...

Bryant zdobył 37 punktów, zaliczył 10 zbiórek i trafił wszystkie 13 wolnych, a pilnujący do Miller niewiele mógł zrobić. - Zawsze z wielką przyjemnością występuję przeciwko Reggie'emu, bo on umie czytać grę - powiedział Bryant, który po zakończeniu pojedynku serdecznie wyściskał kończącego po tym sezonie zawodową karierę Millera. - Miał niesamowitą karierę - godną Galerii Sław. Chylę przed nim czoła i życzę mu wszystkiego najlepszego.

Reklama

Reggie zakończył mecz z dorobkiem 11 punktów w ciągu 38 minut, trafiając tylko 5 z 16 oddanych rzutów. Millerowi nigdy nie udało się pokonać Lakers w Staples Center (bilans 0-9). Stephen Jackson wyrównał swój punktowy rekord sezonu, zdobywając 29 "oczek" dla Pacers, którzy przegrali ostatnich dziewięć wyjazdowych spotkań z Lakers, licząc także trzy starcia w NBA Finals 2000.

Słynny Kevin McHale znów wrócił do Bostonu i... pokonał Celtics. Debiut byłego koszykarza Celtics w roli szkoleniowca we Fleet Center wypadł niezwykle korzystnie dzięki rzutowi Latrell Sprewell, którego akcja na 0,9 s przed końcem przesądziła o sukcesie Wolves 99:97.

- Cieszę się, że mogłem przyjechać do Bostonu, ale będę szczery - przejąłem zespół w środku sezonu i jestem tak przejęty, że nie mogłem czerpać z tego pełnej satysfakcji - stwierdził McHale, który występował w zielono-białych barwach przez całą swoją 13-letnią koszykarską, zdobywając z Celtics trzy mistrzowskie tytuły.

Gospodarze mieli jeszcze szansę, by wyrównać, ale piłka po rzucie Ricky'ego Davisa, który zdobył 22 punkty, "wykręciła" się z obręczy.

Koszykarze New Orleans Hornets przegrali u siebie z Toronto Raptors 84:95, ponosząc 46. porażkę w sezonie. W zespole gospodarzy nie wystąpił Maciej Lampe, u którego przed meczem stwierdzono objawy grypy.

Z dorobkiem 13 zwycięstw i 46 porażek Hornets zajmują ostatnie miejsce w tabeli Southwest Division i trzecie od końca w lidze. Gorszy bilans mają drużyny Atlanty Hawks (10-48) i Charlotte Bobcats (12-45).

Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Chris Bosh z Raptors, zdobywca 33 punktów. Miał też 15 zbiórek, w tym 13 w obronie. Natomiast najlepszy wśród graczy Hornets był Lee Nailon - 18 pkt.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 6 marca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL