Reklama

Reklama

Kryzys Wolves trwa

Minnesota Timberwolves są chyba w poważniejszym kryzysie niż sami przypuszczali. Finaliści Konferencji Zachodniej z poprzedniego sezonu doznali 11 porażki w ostatnich 15 występach, ulegając na własnym parkiecie Orlando Magic 80:87.

Zespół z Florydy ma natomiast powody do radości, bowiem przerwał serię siedmiu kolejnych wyjazdowych porażek, przy okazji fundując rywalom trzecią przegraną z rzędu.

W swoim pierwszym występie w wyjściowym składzie w tym sezonie błysnął Hedo Turkoglu, zdobywając 26 punktów. Grant Hill uzyskał 20, a Steve Francis dodał 17 "oczek" dla Magic, którzy do przerwy prowadzili różnicą dziewięciu punktów (50:41).

Gospodarzom nie pomógł nawet jak zwykle solidny Kevin Garnett (19 pkt). Skrzydłowy Wolves wyrównał nawet rekord kariery w zbiórkach (25), ale jego słabą stroną w środowy wieczór była skuteczność z gry (7/20) oraz zaledwie cztery punkty zdobyte w II połowie.

Reklama

- To był niezwykle słaby występ, wręcz wstydliwy - ocenił grę swoich podopiecznych Flip Saunders, szkoleniowiec drużyny z Minneapolis, dla której Wally Szczerbiak i Trenton Hassell rzucili po 14 "oczek".

Kobe Bryant znów wrócił do Kolorado i to po raz pierwszy od umorzenia sprawy karnej, w której był oskarżony o gwałt. Tym razem parkiet w Pepsi Center, gdzie w ubiegłym roku wygrał dla Lakers jeden z meczów rzutem równo z końcową syreną, nie okazał się dla niego szczęśliwy. Rzucający obrońca "Jeziorowców" trafił jedynie 5 z 14 rzutów z gry (16 pkt), a ekipa z LA poległa 83:95 w pojedynku z Nuggets, którzy w ten sposób przerwali serię pięciu porażek z rzędu.

Koledzy Bryanta także nie mieli dobrego wieczoru, grając na zaledwie 37-procentowej skuteczności (gospodarze - 47) i pudłując aż 24 z 29 prób za trzy. - Nie zareagowaliśmy pozytywnie - stwierdził trener gości Rudy Tomjanovich.

Kenyon Martin rzucił 18, Carmelo Anthony 17, a Andre Miller dodał 15 punktów dla zespołu z Denver, który wygrał zaledwie po raz trzeci w ostatnich 16 spotkaniach.

Powody do radości mogli mieć natomiast fani innej ekipy z Los Angeles. W Staples Center Clippers pokonali bowiem Sonics 103:92, rewanżując się tym samym drużynie z Seattle za porażkę poprzedniej nocy (w Key Arena wygrali gospodarze 104:99).

Dobrym duchem podopiecznych Mike'a Dunleavy'ego był Darrick Martin. Zawodnik, który pamięta ostatni awans do playoffs Clippers, na skutek kontuzji Marko Jaricia oraz Shauna Livingstona wrócił ostatnio do zespołu i minionej nocy zdobył 10 punktów, trafiając trzy ważne rzuty z dystansu w ostatnich 141 sekundach. - Będziemy wychodzić na parkiet i walczyć każdego wieczoru. Zdobędziemy szacunek innych.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Corey Maggette (31 pkt i 10 zb.), a 22 "oczka" dla gości uzyskał Ray Allen.

To brzmi wręcz niesamowicie, ale Phoenix Suns ponieśli dopiero piątą porażkę w bieżącym sezonie, ulegając w Salt Lake miejscowym Jazz 108:115. Występujący w drużynie gości Maciej Lampe spędził na parkiecie trzy minuty i nie zdobył punktu (0/3 z gry).

Do pierwszej od siedmiu spotkań porażki zespołu z Phoenix najbardziej przyczynili się rezerwowi "Jazzmanów" - Turek Mehmet Okur uzyskał 21 pkt, a Raja Bell - 19. Dla porównania, wszyscy rezerwowi gracze Suns zdobyli łącznie sześć punktów. Punkowym liderem gości był Quentin Richardson, który zakończył spotkanie z dorobkiem 24 pkt i ośmiu zbiórek.

Mimo porażki "Słońca" nadal prowadzą w Pacific Division i mają najlepszy bilans w lidze - 31 zwycięstw i pięć przegranych.

Pokonując Golden State Warriors 98:91 koszykarze Miami Heat uniknęli pierwszej w tym sezonie serii trzech porażek. Liderem ekipy z Florydy, w której zabrakło kontuzjowanego Dwyane'a Wade'a, był Shaquille O'Neal, który zdobył 26 pkt i zanotował 12 zbiórek.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 12 stycznia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL