Reklama

Reklama

Kobe Bryant nie żyje. Wstrząsająca relacja świadka katastrofy

Wstrząsającą relację przekazał naoczny świadek katastrofy helikoptera, w której zginął Kobe Bryant. Oprócz legendy NBA na pokładzie maszyny było jeszcze osiem osób, w tym 13-letnia córka Bryanta Gianna. Wszyscy zginęli.

Mężczyzna, który prosił o zachowanie anonimowości, jechał z przyjacielem na rowerze górskim, gdy w niedzielę rano zauważył we mgle helikopter Sikorsky S-76B, którym podróżował Kobe Bryant. "Maszyna wyłoniła się z mgły i uderzyła w zbocze. Kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym staliśmy. Byliśmy tak blisko, że czuliśmy wir powietrza z obracających się śmigieł, a chwilę później nastąpiła eksplozja. Ogromna kula ognia. Jedno z drzwi helikoptera wylądowało kilka metrów od nas. Wszędzie latały części maszyny. Z helikoptera niewiele zostało" - relacjonował świadek na łamach "The Sun".

Mężczyźni ruszyli z nadzieją, że będą w stanie pomóc. "Ale oczywiście nie było ocalałych" - stwierdził. "Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że Kobe Bryant był na pokładzie, dopóki nie wróciliśmy na parking. Sam fakt, że rozbił się helikopter pełen ludzi, był dla nas szokujący" - dodał.

W ostatnim mrożącym krew w żyłach komunikacie radiowym pilot Ara Zabayan mówił kontrolerom ruchu lotniczego, że zwiększył wysokość, by ominąć warstwę chmur. Jennifer Homendy z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu przekazała, że radar wskazał, że helikopter osiągnął około 800 m, zanim zaczął opadać. Wrak znaleziono na wysokości 370 metrów. Około 20 śledczych z NRBT jest na miejscu katastrofy w Calabasas. Homendy poinformowała, że szczątki maszyny są porozrzucane na dużym obszarze. "Kawałek ogona znajduje się u stóp wzgórza, a kadłub po drugiej jego stronie. Ok. 100 m dalej jest wirnik" - mówiła.

Szczątki trzech ofiar zostały wydobyte z wraku i w najbliższych dniach zostaną poddane badaniom w biurze koronera. Górzysty teren w pobliżu miejsca wypadku utrudniał działanie ekipom ratunkowym, które pracowały do późnych godzin wieczornych w niedzielę.

Policja zaapelowała do kibiców i ciekawskich, żeby trzymali się z daleka od miejsca katastrofy, aby uniknąć ingerencji w śledztwo. W związku z tym okolicę patrolują mundurowi na koniach.

Reklama

Bryant znany był z tego, że często podróżował helikopterem, żeby unikać korków w Los Angeles. Feralnego dnia legenda NBA i jego córka lecieli do ośrodka treningowego Mamba Sports Academy w Thousand Oaks w Kalifornii, należącego do Bryanta. Drużyna Gianny miała tam rozegrać mecz.

Na pokładzie maszyny byli także trener zespołu Gianny John Altobelli, razem ze swoją żoną Keri, a także córką Alyssą. Ta ostatnia była rówieśniczką i koleżanką z drużyny Gianny. W wypadku zginęła również Christina Mauser, była trenerka koszykówki w szkole Gianny, Harbour Day School w Newport Beach oraz rówieśniczka Gianny, Payton Chester oraz jej matka Sarah. Śmierć poniósł również pilot Ara Zobayan.

Na razie nie są znane przyczyny katastrofy, ale wiele wskazuje, że powodem mogła być gęsta mgła. Śledczy biorą także pod uwagę awarię oraz błąd człowieka.

Dowiedz się więcej na temat: Kobe Bryant

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje