Reklama

Reklama

Kobe Bryant nie żyje. Poruszające słowa LeBrona Jamesa

Sportowy świat jest nadal w szoku po tragicznej śmierci legendy NBA Kobe'ego Bryanta, który zginął w katastrofie helikoptera. Załamany jest gwiazdor Los Angeles Lakers LeBron James. "Król James" obiecał kontynuować spuściznę swojego przyjaciela.

Kobe Bryant i jego 13-letnia córka Gianna byli wśród dziewięciu ofiar katastrofy helikoptera, który rozbił się w niedzielę rano w Calabasas.

LeBron James prześcignął w sobotę Bryanta w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników w historii NBA. "Król James" grał u boku legendy podczas igrzysk olimpijskich w 2008 i 2012 roku, pomagając reprezentacji USA zdobyć dwa złote medale.

"Siedzę i próbuję coś napisać, ale za każdym razem zaczynam płakać, kiedy myślę o tobie i Gigi, naszej przyjaźni oraz więzi braterstwa. Usłyszałem twój głos w niedzielę rano, zanim wyjechałem z Philly do Los Angeles. Ani przez moment nie pomyślałem, że to będzie nasza ostatnia rozmowa. Jestem zrozpaczony i mam złamane serce mój bracie" - napisał LeBron James w mediach społecznościowych.

"Obiecuję ci, że będę kontynuował twoją spuściznę! Tak wiele dla nas wszystkich znaczysz. Proszę, daj mi siłę z niebios i czuwaj nade mną! Mam o wiele więcej do powiedzenia, ale teraz nie dam rady! Aż znów się spotkamy mój bracie!" - dodał poruszony gwiazdor "Jeziorowców".

Ostatni post Bryanta na Twitterze przed śmiercią był skierowany właśnie do Jamesa. "Kontynuuj rozwój tej gry. Król James. Wielki szacunek bracie. #33644" - napisał 41-letni Bryant. Nawiązał w ten sposób do wyczynu 35-letniego koszykarza, który na liście wszech czasów o jeden punkt przeskoczył Bryanta. Lider Lakers ma obecnie 33 644 punkty na koncie, co daje mu trzecią pozycję za Kareemem Abdulen-Jabbarem (38 387) i Karlem Malone'em (36 928).

Reklama

Bryant i James nigdy nie grali razem w jednym zespole w NBA. "Król James" dołączył do Lakers dwa lata po tym, jak Bryant zakończył sportową karierę. Zawsze wypowiadał się o nim z uznaniem i podkreślał, że był dla niego wzorem.

Z powodu śmierci 41-letniego Bryanta władze NBA odwołały wtorkowy derbowy mecz pomiędzy Los Angeles Lakers a Clippers.

Do tragicznego wypadku doszło w niedzielę rano. Na pokładzie maszyny poza Bryantem i jego córką był także trener drużyny Gianny John Altobelli, razem ze swoją żoną Keri, a także córką Alyssą. Ta ostatnia była rówieśniczką i koleżanką z drużyny Gianny.

Kolejną ofiarą była Christina Mauser, była trenerka koszykówki w szkole Gianny, Harbour Day School w Newport Beach. W wypadku zginęła także rówieśniczka oraz kolejna zawodniczka drużyny Gianny i Alyssy, Payton Chester oraz jej matka Sarah. Pilotem maszyny był Ara Zobayan.

Helikopter leciał na mecz koszykówki, który rozegrać miała drużyna Gianny.

Na miejscu tragedii w Calabasas pracuje zespół śledczych Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu. Na razie nie są znane przyczyny katastrofy, ale wszystko wskazuje, że powodem mogła być gęsta mgła. "Sprawdzimy wszystko - od historii pilota po silniki. Patrzymy na człowieka, maszynę i przyrodę. Pogoda to tylko niewielka część tego" - przekazała Jennifer Homendy z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu.

Dowiedz się więcej na temat: Kobe Bryant | LeBron James | los angeles lakers

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje