Reklama

Reklama

Kobe Bryant nie żyje. Awaria silnika nie była przyczyną tragedii

Wciąż nie ma oficjalnej informacji, co było przyczyną katastrofy, w której życie stracił m.in. legendarny koszykarz Kobe Bryant. Śledczy wykluczają jednak kolejne możliwości. Jak poinformowano, przed wypadkiem z pewnością nie doszło do awarii silnika.

Amerykańska Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu poinformowała, że helikopter, którym podróżował Bryant wraz z ośmioma innymi osobami, przed wypadkiem nie miał żadnej wewnętrznej awarii, w tym uszkodzenia silnika.

Reklama

Choć według amerykańskiego ESPN oficjalnego potwierdzenia przyczyny katastrofy nie należy spodziewać się przed końcem roku, to za najbardziej prawdopodobną hipotezę uznaje się fatalne warunki pogodowe. Helikopter Bryanta leciał bardzo nisko w gęstej mgle. Jak ustalili śledczy, tuż przed tragedią poruszał się z prędkością 180 km/h.

Potwierdzają to słowa świadków katastrofy. Straż pożarna Los Angeles jakiś czas temu ujawniła nagrania osób, dzwoniących na numer ratunkowy.

- Leciał nad moją głową. Był w gęstych chmurach. Potem usłyszałem huk i nagle się zatrzymał - mówił jeden ze świadków.

- Słyszałem samolot. Myślę, że leciał w chmurach. Nie byłem w stanie go zobaczyć. Potem usłyszałem huk i "martwy dźwięk". Teraz widzę płomienie - mówił głos na kolejnym nagraniu.

Katastrofa helikoptera miała miejsce 26 stycznia. Wraz z Bryantem na pokładzie była także m.in. jego córka Gianna oraz siedem innych osób.

Pożegnanie ofiar tragedii odbędzie się 24 lutego w hali Staples Center w LA. To właśnie w niej swoje spotkania dla Los Angeles Lakers rozgrywał Bryant.

WG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama