Reklama

Reklama

Knicks lepsi od Lakers

New York Knicks, po raz drugi w tym sezonie, odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu. W poniedziałek pokonali w Madison Square Garden Los Angeles Lakers 117:115 po dogrywce.

Gospodarzom pomogła świetna gra Tima Thomasa, który zdobył aż 35 punktów (jego rekord sezonu). - Przez cały mecz grałem agresywnie. Wpadłem w pewien rytm, z którego nie zostałem wybity do końca spotkania - powiedział Thomas.

- Tim był wielki - stwierdził Herb Williams, coach nowojorczyków. Gospodarze poniedziałkowe spotkanie powinni rozstrzygnąć na swoją korzyć w normalnym czasie gry. 84 sekundy przed końcem prowadzili bowiem 105:93. Wtedy jednak zaczęli grać "Jeziorowcy" Dwukrotnie trafił (raz za trzy) Chcucky Atkins. W odpowiedzi Thomas wykorzystał tylko jednego osobistego, a Lamar Odom nie pomylił się z dystansu. Następnie, po stracie gospodarzy, celnie zza łuku ugodził ich Caron Butler. Potem Stephon Marbury trafił tylko jednego wolnego, co pozwoliło Kobe Bryantowi na oddanie celnego rzutu za trzy na 4,4 s przed syreną, który doprowadził do dogrywki. - Pudłowaliśmy i popełnialiśmy straty, z tego powodu straciliśmy przewagę - tłumaczył Thomas. - Rywale w końcówce oddali piłkę w ręce Kobe'a i to się im opłaciło - dodał. "Trójka" Bryanta tuż przed końcem była jego pierwszym celnym rzutem w drugiej połowie.

Reklama

W dogrywce po trzypunktowej akcji swojej gwiazdy Lakers prowadzili 115:111 na 2,25 min przed końcem. Od tego czasu goście popełnili jednak trzy straty, czym pozwolili nowojorczykom nie tylko na odrobienie strat, ale i wygranie meczu. W ostatniej akcji meczu podopiecznym Franka Hamblena nie udało się nawet oddać rzutu. Bryant zagrał do Luke'a Waltona, ten odegrał mu piłkę, ale obrońca gości nie był w stanie pewnie jej chwycić. - Nasi gracze za bardzo liczą na Kobe'a - stwierdził Hamblen. - To było nieporozumienie, brak komunikacji. Podałem piłkę do Luke'a, on chciał mi ją oddać, ale nie byłem w stanie jej złapać. Powiem mu, że jeżeli jeszcze raz będziemy w takiej sytuacji, to znowu oddam mu piłkę. Jestem pewny jego umiejętności rzutowych. Mam nadzieję, że on to wie - dodał Bryant.

To nie był najlepszy dzień Tima Duncana, ale mimo wszystko zapewnił on San Antonio Spurs zwycięstwo w Gund Arena. Skrzydłowy "Ostróg", który nie trafił pierwszych siedmiu rzutów w meczu, wykonał decydujące trafienie dając podopiecznym Grega Popovicha wygraną nad Cavaliers 94:92.

W tej akcji podającym był oczwiście Tony Parker, który zanotował na swoim koncie w sumie 10 asyst. Duncan rozegrał się po niezbyt udanym początku, trafiając 9 z 10 swoich ostatnich rzutów.

Dirk Nowitzki nie pozwolił na pierwszą wygraną New Orleans Hornets z Mavericks od ponad pięciu lat. Niemiec zdobywając 13 ze swoich 28 punktów w czwartej kwarcie zapewnił ekipie z Dallas 12. zwycięstwo z rzędu nad "Szerszeniami" (90:86).

Mavs ostatni raz przegrali z Hornets 17 listopada 1999 roku, ale wtedy ta ekipa występowała jeszcze w Charlotte.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 28 lutego

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL