Reklama

Reklama

Jeremy Sochan w San Antonio Spurs. Jakie są perspektywy Polaka?

Polscy fani koszykówki, którzy zdołali zaliczyć nieprzespaną noc z czwartku na piątek, stali się świadkami naprawdę wspaniałego wydarzenia, bowiem do czołowej dziesiątki tegorocznego draftu NBA trafił nasz rodak - Jeremy Sochan, który jako "dziewiątka" zasilił szeregi San Antonio Spurs. Co czeka skrzydłowego wśród "Ostróg"? Na pewno możliwość rozwoju pod okiem legendarnego Gregga Popovicha i... przyłączenie się do walki o powrót Spurs na szczyt, a przynajmniej o powrót do play-offów.

Jeremy Sochan pomimo młodego wieku zdołał już zachwycić kibiców - w trakcie rozgrywek akademickiej ligi NCAA stał się ważną postacią dla drużyny z Uniwersytetu Baylora, noszącej miano Bears (Niedźwiedzie) i było jasne, że niedługo zapuka do bram najlepszej koszykarskiej ligi świata, czyli NBA.

Small forward faktycznie, ku uciesze polskich kibiców, jakiś czas temu zgłosił swój akces do naboru i ostatnie tygodnie i miesiące poświęcił na wytężone rozmowy i treningi z kolejnymi ekipami, budząc zainteresowanie naprawdę sporej liczby franczyz.

Nie Wizards, nie Thunder. Spurs nową drużyną Jeremy'ego Sochana

W doniesieniach medialnych przewijały się informacje o kontaktach z około dziesięcioma ekipami, choć natężenie tych konwersacji było oczywiście różne zależnie od zespołu. W ostatnim czasie wzmogły się doniesienia o tym, że Sochan może trafić z numerem 10 do Washington Wizards, z którymi jednak nie zdołał potrenować z uwagi na drobny uraz. 

Reklama

Zaciekawienie wzbudziły również słowa koszykarza na temat jego sympatii dla ekipy Oklahoma City Thunder, za którą trzymał kciuki w dzieciństwie. Jako, że OKC również monitorowała sytuację Sochana, coraz częściej zaczęto dywagować, iż może on być blisko dołączenia do "Grzmotów" jako 12. numer draftu.

Ostatecznie reprezentant Polski spełnił te najważniejsze przewidywania - zmieścił się w czołowej "dyszce" i został zawodnikiem San Antonio Spurs, z którymi łączono go mimo wszystko dłużej, niż z Wizards czy Thunder. Przed nim niemałe, ale na pewno pasjonujące z punktu widzenia kibica wyzwanie.

San Antonio Spurs to w NBA uznana marka

Fanom NBA San Antonio Spurs nie trzeba specjalnie przedstawiać, natomiast osobom nieobeznanym w świecie basketu warto przypomnieć, że dzieje tej drużyny sięgają 1967 roku - została ona wówczas założona pod nazwą Dallas Chaparrals i zaczęła brać udział w rozgrywkach ABA (American Basketball Association). Chaparrals stali się Spurs w 1973 roku, a w 1976 r. dołączyli do NBA.

Mistrzami dywizji po raz pierwszy zostali w 1978 r. i tytuł ten zdobywali potem jeszcze 21. razy, natomiast największe sukcesy przyszły dla nich wraz z przełomem wieków. Pierwsze pierścienie mistrzowskie zgarnęli w 1999 roku, a potem wyczyn ten powtórzyli kolejno w 2003, 2005, 2007, 2013 i 2014 roku. Potem stopniowo było jednak coraz gorzej.

Sezon 2014/2015 SAS skończyli w pierwszej rundzie play-offów i choć co prawda w kolejnych kampaniach docierali do półfinałów i finałów konferencji, to potem znów zaliczyli zjazd do poziomu rundy pierwszej. Od 2019 roku każdorazowo kończyli swoją przygodę na sezonie zasadniczym - i w San Antonio wszystkim marzy się wyrwanie z tego swoistego marazmu.

Jeremy Sochan może się do tego wydatnie przyczynić - to naprawdę wielki talent, który zdaje się być w dobrych rękach, bowiem "Ostrogi" uważane są za tę ekipę, która jest akurat w stanie dobrze oszlifować diament, który trafi do ich rąk.

Jeremy Sochan po drafcie trafił w ręce prawdziwego weterana

Najważniejszy jest tu jednak fakt, kto jest sternikiem zespołu - a jest to prawdziwa legenda, która ze Spurs jest od wielu lat na dobre i złe - mowa tu o Greggu Popovichu. Trener ten niedawno pobił rekord wszech czasów w łącznie wygranych meczach w sezonie regularnym, przewyższając rezultat Dona Nelsona (1335 triumfów) - i nie ma się czemu dziwić, bo w teksańskiej ekipie jako główny szkoleniowiec jest od 1996 roku.

To właśnie "Popowi" SAS zawdzięczają wszystkie swoje mistrzostwa, a on sam trzykrotnie w swojej karierze zostawał uznawany za trenera sezonu (ostatnio w 2014 r.). Choć lata lecą, a wyniki bywają różne, to Popovich niezmiennie cieszy się wielkim szacunkiem - w szatni, na trybunach i w gabinetach zarządu.

Czy zdoła on wycisnąć to, co najlepsze z Sochana? Nie pozostaje nic innego, jak trzymać kciuki za ten scenariusz!

Reklama