Reklama

Reklama

Heat prowadzi z Bulls, Spurs odzyskali przewagę

Koszykarze Miami Heat w meczu 2. rundy play off NBA pokonali na wyjeździe Chicago Bulls 104:94 i w półfinale Konferencji Wschodniej prowadzą 2-1. Na Zachodzie przewagę własnego parkietu odzyskali San Antonio Spurs po zwycięstwie nad Golden State 102:92.

Broniący mistrzowskiego tytułu zespół z Florydy konsekwentnie zaciera złe wrażenie po porażce 86:93 w pierwszym meczu z "Bykami" we własnej hali. Wygrał kolejne dwa spotkania i od awansu do finału konferencji dzielą go dwa zwycięstwa.

48 godzin po najwyższej w historii porażce w play off (różnicą 37 punktów) koszykarze Chicago długo toczyli z Heat wyrównany pojedynek. Po trzech kwartach spotkania w hali United Center, które obejrzało 22 675 widzów, był remis 70:70, na cztery minuty przed końcem przegrywali zaledwie dwoma punktami, ale w decydujących momentach klasę pokazał LeBron James. Lider gości, wybrany kilka dni temu po raz czwarty najlepszym zawodnikiem sezonu zasadniczego (MVP), zdobył w ostatniej kwarcie 12 ze swoich 25 punktów, miał także osiem zbiórek, siedem asyst i dwa przechwyty.

Reklama

Znakomicie zagrał także Chris Bosh, który do 20 pkt dodał 19 zbiórek, najwięcej w karierze w play off. Z kolei rezerwowy Norris Cole, uzyskując 18 pkt, także ustanowił swój rekord w fazie pucharowej.

Heat potrafili przeciwstawić się w tym spotkaniu fizycznej grze Chicago. - Nie można zdobyć mistrzostwa, pozostając na parkiecie ładnym i błyszczącym, Musisz się ubrudzić, grać fizycznie, nurkować po podłodze. Musisz robić rzeczy ekstremalnie trudne - powiedział Bosh.

Najwięcej punktów dla Bulls, którzy wystąpili bez kontuzjowanych Brytyjczyka Luola Denga i Kirka Hinricha, a także pauzującego od ubiegłorocznego play off Derricka Rose'a, zdobyli Carlos Boozer - 21, Nate Robinson i Jimmy Butler - po 17 oraz Włoch Marco Belinelli - 16. Francuz Joakim Noah dołożył 15 pkt i 11 zbiórek, ale znów został ukarany przewinieniem technicznym, już czwartym w ostatnich trzech meczach. Z kolei Nazr Mohammed został wykluczony z gry za popchnięcie Jamesa.

W Oracle Arena w Oakland drużynę San Antonio Spurs do zwycięstwa nad miejscowymi Golden State Warriors 102:92 poprowadzili weterani. Francuski rozgrywający Tony Parker uzyskał 32 punkty oraz po pięć zbiórek i asyst, 37-letni Tim Duncan dołożył 23 i 10 zb.

W zespole gospodarzy gorzej niż ostatnio zagrali jego czołowi strzelcy Klay Thompson i Stephen Curry. W dwóch poprzednich spotkaniach ze Spurs obydwaj zdobywali w sumie średnio 60 punktów, przy 46-procentowej skuteczności, a w piątek uzyskali odpowiednio 17 i 16 (33 proc.).

- Pierwszy raz w tej serii zagraliśmy wreszcie swoją koszykówkę. Lepiej broniliśmy i byliśmy skuteczniejsi w ofensywie. W dwóch pierwszych meczach w domu brakowało nam energii - skomentował Parker.

W rywalizacji do czterech zwycięstw jego zespół prowadzi 2-1.

Konferencja Wschodnia:

Chicago Bulls - Miami Heat 94:104

(stan rywalizacji play off do czterech zwycięstw: 2-1 dla Heat)

Konferencja Zachodnia:

Golden State Warriors - San Antonio Spurs 92:102

(stan rywalizacji play off do czterech zwycięstw: 2-1 dla Spurs)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje