Reklama

Reklama

Heat nie do zdarcia

Bez Shaquille'a O'Neala też można. Center Miami Heat pauzował we wtorek z powodu kontuzji, a jego koledzy i tak odnieśli dziewiąte zwycięstwo z rzędu. W American Airlines Arena pokonali Boston Celtics 108:100.

Bez Shaquille'a O'Neala też można. Center Miami Heat pauzował we wtorek z powodu kontuzji, a jego koledzy i tak odnieśli dziewiąte zwycięstwo z rzędu. W American Airlines Arena pokonali Boston Celtics 108:100.

LeBron James poprowadził Cleveland Cavaliers do zwycięstwa nad Minnesota Timberwolves 100:97. Gwiazda "Kawalerzystów" rzucił 26 punktów i zanotował 12 asyst, najwięcej w sezonie. Los Angeles Clippers przerwali serię pięciu porażek z rzędu. W Staples Center uporali się po dogrywce 100:91 z New Orleans Hornets.

Shaq, który nie mógł zagrać we wtorek z powodu urazu lewej łydki, przyglądał się z ławki jak jego koledzy notują najlepszy start w rozgrywkach. Jeszcze nigdy w historii tak szybko nie udało im się odnieść 20 zwycięstw.

Reklama

Pod nieobecność O'Neala ciężar gry wziął na siebie Dwyane Wade, którzy rzucił 33 punkty, w tym 12 w decydującej trzeciej kwarcie, a ponadto miał aż 11 asyst. Dzielnie wspierał go Udonis Haslem. Skrzydłowy z Miami uzbierał 18 "oczek" i zebrał 17 piłek, co jest jego rekordem w karierze. Bardzo zadowolony z postawy tego zawodnika był Stan Van Gundy, coach Heat, który grę Haslema nazwał "bajeczną".

- Gdy nie ma Shaqa, to najważniejsze jest, aby piłka szybko krążyła między koszykarzami i tak było we wtorek - stwierdził szkoleniowiec zespołu z Florydy.

- Kiedy potrzebowaliśmy Jamesa, on zawsze stawał na wysokości zadania. To świadczy o klasie zawodnika - powiedział Paul Silas, coach Cavaliers.

Koszykarze z Cleveland przegrali dwa ostatnie mecze - z Boston Celtics i Detroit Pistons, w których prowadzili w pewnym momencie 15 i 10 punktami. We wtorek scenariusz wydawał się powtarzać. Na początku czwartej kwarty przewaga "Kawalerzystów" wynosiła już 16 "oczek" i wtedy zaczął się okres lepszej gry "Leśnych Wilków". Potrafili zmniejszyć dystans nawet do pięciu punktów, ale wtedy dał o sobie znać James i przewaga gospodarzy znowu wzrosła. - Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie od pierwszej do czwartej kwarty - podsumował bohater meczu.

Mimo poważnych osłabień w składzie wreszcie zwycięstwo odnieśli Clippers. W ich barwach nie mogli zagrać m.in. najlepszy strzelec Corey Maggette (pachwina) i Marko Jarić (stopa). Nie przeszkodziło to ekipie z Los Angeles odprawić z kwitkiem "Szerszeni".

Co prawda Clippersi doprowadzili do dogrywki na cztery sekundy przed końcem, po rzucie P. J. Browna, tracąc w drugiej połowie 21-punktowe prowadzenie, ale już w doliczonym czasie gry nie pozostawili wątpliwości, która drużyna jest lepsza, wygrywając ten okres 19:10.

Dallas Mavericks nie dali najmniejszych szans New York Knicks pokonując ich w Madison Square Garden 123:94. Ekipa z Teksasu zanotowała fantastyczny start, prowadząc po pierwszej połowie 75:39, w której to jej lider Dirk Nowitzki uzyskał swoje wszystkie punkty (23) w tym meczu. Niemiec zagrał tylko przez 28 minut, a potem już z ławki, gawędząc z Markiem Cubanem, właścicielem Mavericks, mógł się przyglądać poczynaniom kolegów. - Doznaliśmy dzisiaj sromotnej klęski i nic nie mogliśmy na to poradzić - powiedział Stephon Marbury, obrońca Knicks. - To było szalone, jak gra wideo - stwierdził Josh Howard, skrzydłowy Mavs, który zdobył najwięcej punktów (26) i zbiórek (16) w swojej drużynie.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 21 grudnia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL