Reklama

Reklama

Gortat błyszczał w czwartej kwarcie meczu z Clippers

Marcin Gortat zdobył dla Phoenix Suns 15 punktów i miał osiem zbiórek, a jego drużyna w meczu koszykarskiej ligi NBA dość niespodziewanie pokonała u siebie znacznie wyżej notowanych Los Angeles Clippers 93:88. To drugie z rzędu zwycięstwo "Słońc" z nowym trenerem Lindseyem Hunterem na ławce.

Dla Clippers (32 zwycięstwa - 12 przegranych), trzeciej drużyny w ligowej hierarchii po Oklahoma City Thunder (33-10) i San Antonio Spurs (34-11), była to trzecia kolejna porażka.

Gortat był drugim strzelcem zespołu i bohaterem bardzo ważnych akcji w końcówce. Na niespełna trzy minuty przed  syreną rzutem spod kosza dał drużynie prowadzenie 86:79, a gdy rywale zbliżyli się na jeden punkt, przy wyniku 86:85, trafił obydwa rzuty wolne na 23 sekundy przed ostatnim gwizdkiem sędziów.

Polak grał 36 minut, trafił sześć z 11 rzutów z gry i trzy z czterech wolnych, miał dwie zbiórki ataku i sześć w obronie, asystę, blok, przechwyt, cztery straty i faul.

Reklama

Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Goran Dragic - 23 i osiem asyst. Po 14 dorzucili Luis Scola i Markieff Morris.

W zespole Clippers, w którym zabrakło kontuzjowanych Chaunceya Billupsa i czołowego rozgrywającego ligi Chrisa Paula (siedzieli w garniturach na ławce gości), wyróżnili się Jamal Crawford - 21, Eric Bledsoe - 15 i Blake Griffin - 12.

W dwóch poprzednich spotkaniach obydwu zespołów w tym sezonie dwukrotnie wysoko wygrywali Clippers - 117:99 u siebie i 103:77 w Phoenix. Marcin Gortat w nich nie błyszczał (w sumie 14 punktów i 15 zbiórek). Tym razem było o wiele lepiej i dla środkowego Suns, i dla drużyny, która wygrała drugi raz z rzędu po wyrównanym spotkaniu, dzięki obronie i zimnej krwi w końcówce.

Polski jedynak w NBA obiecująco rozpoczął czwartkowy mecz w US Airways Center. Nie zraził się tym, że już w pierwszej akcji został zablokowany przy próbie wsadu przez Griffina, a zaraz potem popełnił błąd kroków, gdy ponownie próbował znaleźć drogę do kosza.

W następnych minutach grał uważnie i rozważnie, trafiając m.in. dwukrotnie z półdystansu. Po jego rzucie prawym hakiem nad Lamarem Odomem Suns prowadzili 21:12. Pierwszą kwartę, wygraną przez gospodarzy 24:20, zakończył blokiem na szarżującym w kontrataku Eriku Bledsoe. W drugiej kwarcie, którą "Słońca" kończyły przy prowadzeniu 50:46, nie powiększył dorobku.

Po przerwie dorzucił do swego dorobku dziewięć punktów, w tym tak ważne w końcówce spotkania, będąc także ważną postacią w defensywie Phoenix.

Suns z bilansem 15 wygranych i 28 porażek zajmują przedostatnie, 14. miejsce w Konferencji Zachodniej. W sobotę i niedzielę spotkają się na wyjazdach z San Antonio Spurs i Dallas Mavericks, a w środę z Los Angeles Lakers we własnej hali.

Wyniki czwartkowych spotkań NBA

Boston Celtics - New York Knicks        86:89

Orlando Magic - Toronto Raptors         95:97

Phoenix Suns - Los Angeles Clippers     93:88

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje