Reklama

Reklama

Dwunaste zwycięstwo Golden State Warriors

Koszykarze Golden State Warriors pokonali u siebie 115:110 Toronto Raptors. To ich dwunasta wygrana w tym sezonie. Od początku rozgrywek jeszcze nie przegrali.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Ostatnio zwycięstwa "Wojownikom" przychodzą coraz trudniej. W sobotę Brooklyn Nets pokonali dopiero po dogrywce, a w starciu z kanadyjską drużyną w końcówce musieli zaprezentować wszystko co mają najlepsze.

Początek nie zapowiadał wyrównanego spotkania, do przerwy gospodarze wygrywali różnicą 16 punktów. Ambitnie grający Raptors jednak zniwelowali stratę, a w połowie czwartej kwarty przez moment nawet prowadzili 98:96. W tym momencie Warriors zwarli szyki i prowadzeni przez Stephen Curry'ego oddalili widmo porażki. Najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) poprzedniego sezonu zdobył 37 punktów i miał dziewięć asyst.

Reklama

"Po przerwie odpuściliśmy grę w obronie, a w ataku staliśmy się niedokładni. Rywale dzięki temu odżyli. To są rzeczy nad którymi musimy popracować. To była dobra lekcja, która na szczęście nie zakończyła się porażką" - powiedział Curry.

Dla pokonanych po 28 pkt zdobyli Kyle Lowry i DeMar DeRozan.

Warriors są coraz bliżej najlepszego startu w historii. Zespoły Washington Capitals w sezonie 1948/49 i Houston Rockets w 1993/94 wygrały pierwsze 15 spotkań. Od 12-0 wcześniej rozgrywki rozpoczęło sześć ekip.

W Konferencji Wschodniej na prowadzeniu jest Cleveland Cavaliers (7-3). Finaliści poprzedniego sezonu przegrali na wyjeździe z Detroit Pistons 99:104. Gościom do triumfu nie wystarczyła bardzo dobra gra LeBrona Jamesa, który zdobył 30 punktów. W zespole "Tłoków" najlepszy był Andre Drummond - 25 pkt i 18 zbiórek.

"Kawalerzyści" nie zdołali odnieść zwycięstwa, choć jeszcze na trzy minuty przed końcem meczu wygrywali 97:93.

"Jesteśmy zbyt mili, gramy niewystarczająco twardo. Brakuje nam odpowiedniej siły mentalnej by w dowolnym momencie meczu móc pokazać to co potrafimy" - ocenił James, który aż 23 pkt zdobył w pierwszej połowie.

Rzadko spotykane triple-double zanotował Hassan Whiteside. Środkowy Miami Heat zapisał na swoim koncie 22 pkt, 14 zbiórek i 10 bloków. Drużyna z Florydy przegrała jednak we własnej hali z Minnesota Timberwolves 91:103.

Świetny mecz rozegrał także debiutant Kristaps Porzingis. Grający w barwach New York Knicks 20-letni Łotysz uzyskał 29 pkt i 11 zbiórek, a jego zespół pokonał u siebie Charlotte Hornets 102:94.

Kiedy w czerwcu Knicks wybrali smukłego Europejczyka z czwartym numerem w drafcie, został wybuczany przez rozczarowanych taką decyzją kibiców. Tym razem skandowali jego nazwisko.

"Wiedziałem, że wcześniej czy później tak to będzie wyglądało. Nie spodziewałem się jednak, że aż tak szybko" - przyznał Porzingis.

Minionej nocy grała także drużyna Marcina Gortata. Washington Wizards pokonali we własnej hali Milwaukee Bucks 115:86, a polski środkowy uzyskał 12 punktów i dziewięć zbiórek. "Czarodzieje" w tabeli Konferencji Wschodniej z bilansem 5-4 zajmują siódme miejsce.

Gortat mecz rozpoczął w wyjściowej piątce i przebywał na parkiecie 27 minut. Trafił cztery z dziewięciu rzutów z gry i cztery z sześciu wolnych. Miał także asystę, stratę, popełnił jeden faul i raz został zablokowany.

Wyniki wtorkowych meczów NBA:

Brooklyn Nets - Atlanta Hawks             90:88

Detroit Pistons - Cleveland Cavaliers    104:99

Golden State Warriors - Toronto Raptors  115:110

Miami Heat - Minnesota Timberwolves       91:103

New Orleans Pelicans - Denver Nuggets     98:115

New York Knicks - Charlotte Hornets      102:94

Washington Wizards - Milwaukee Bucks     115:86

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama