Reklama

Reklama

Dobry początek roku Miami Heat w lidze NBA

Styczeń w lidze NBA będzie trudnym miesiącem dla koszykarzy Miami Heat, którzy w 31 dni rozegrają aż 17 meczów. Rok zaczęli jednak dobrze pokonując w piątek we własnej hali Dallas Mavericks 106:82.

Tuż przed spotkaniem korekty w składzie Heat musiał dokonać trener Erik Spoelstra, bo Dwyane Wade zaczął mieć objawy grypy. 33-letni strzelec dostał kroplówkę i dopiero po raz 10. w 13-letniej karierze zaczął mecz na ławce rezerwowych.

Reklama

Mimo jego braku gospodarze grali bardzo dobrze. Po pierwszej kwarcie prowadzili 22:10 i do końca kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie. Najlepszy w ich szeregach był Hassan Whiteside, który uzyskał 25 punktów i miał 19 zbiórek. Trafił 12 z 16 rzutów z gry.

"Po prostu chcę zwiększyć swoje szanse na występ w Meczu Gwiazd" - przyznał 26-letni środkowy.

Wade w końcu poczuł się lepiej i na parkiecie pojawił się w drugiej kwarcie. Oznak choroby nie było po nim widać. W zaledwie 19 minut zapisał na swoim koncie 10 pkt i siedem asyst.

W ekipie Mavericks nikt nie zdobył więcej niż 14 pkt. Słabszy dzień miał Dirk Nowitzki, który trafił tylko cztery z 14 rzutów.

"To po prostu nie był nasz wieczór, zarówno w ataku, jak i w obronie. Mimo to staraliśmy się walczyć. Jednak za każdym razem, kiedy wydawało się, że łapiemy właściwy rytm albo popełnialiśmy duży błąd, albo Heat trafiali niesamowity rzut" - ocenił Niemiec.

Problemów z odniesieniem zwycięstwa nie mieli też koszykarze Chicago Bulls, którzy u siebie wygrali z New York Knicks 108:81. "Byki" mecz zaczęły od mocnego uderzenia i solidnym akcentem go zakończyły. W pierwszej i ostatniej kwarcie zdobyły łącznie 65 punktów, a rywale 26.

Najlepszy w zwycięskiej drużynie był Jimmy Butler - 23 pkt, a wśród pokonanych wyróżnił się Carmelo Anthony - 20.

W Los Angeles spotkały się dwie najsłabsze drużyny rozgrywek. Miejscowi Lakers pokonali zespół Philadelphia 76ers 93:84. Obie drużyny miały bardzo słabą skuteczność - "Jeziorowcy" trafili 37,9 proc. rzutów, a goście - 36,9.

Minionej nocy grała także drużyna Marcina Gortata. Washington Wizards pokonali we własnej hali Orlando Magic 103:91. "Czarodzieje" z bilansem 15-16 zajmują 11. miejsce w Konferencji Wschodniej.

Polski środkowy przebywał na parkiecie 35 minut i zdobył 10 punktów, trafiając pięć z 10 rzutów z gry. Miał także 14 zbiórek, dwie asysty oraz po jednym bloku, przechwycie i stracie.

Dowiedz się więcej na temat: Miami Heat | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje