Reklama

Reklama

Dobry mecz Gortata, ale Wizards przegrali w Atlancie

Washington Wizards, z Marcinem Gortatem w składzie, w piątym meczu półfinału Konferencji Wschodniej NBA ulegli na wyjeździe Atlanta Hawks 81:82. W rywalizacji do czterech zwycięstw przegrywają 2-3. Polski koszykarz uzyskał 14 punktów i osiem zbiórek.

Przy stanie 2-2 w fazie play-off, piąty mecz nie bez powodu nazywany jest kluczowym. W ponad 80 procentach przypadków jego zwycięzca triumfował też w całej serii. Stawka spotkania najwyraźniej przytłaczała zawodników obu drużyn, bo oddali mnóstwo niecelnych rzutów i popełnili bardzo dużo strat.

Skuteczność z gry Wizards wyniosła tylko 37,5 proc. (Hawks 41 proc.), ale Gortat w tym elemencie pozytywnie się wyróżniał. Trafił w siedmiu z 10 prób. "Jastrzębie" natomiast zanotowały aż 25 strat, przy 19 gości.

Reklama

Czwarta kwarta rozpoczęła się przy jednopunktowym prowadzeniu gospodarzy, ale w jej połowie to Wizards prowadzili 73:64. Goście jednak przewagi nie utrzymali, bo przez ponad cztery minuty nie potrafili trafić do kosza i kibice byli świadkami niezwykle emocjonującej końcówki.

Gdy na zegarze pozostawało 51 sekund ważne punkty zdobył Gortat, doprowadzając do remisu 78:78. Niewiele brakowało, a ponownie bohaterem stołecznej drużyny zostałby Paul Pierce. 37-letni weteran w trzecim meczu trafił na zwycięstwo równo z końcową syreną. Tym razem po jego rzucie zrobiło się 81:80 dla Wizards, ale do końca spotkania było jeszcze 8,3 s.

Dla Hawks okazało się to wystarczająco dużo. Najpierw kosz zaatakował Dennis Schroeder. Niemiec chybił, jednak piłkę w ataku zebrał Al Horford i zapewnił gospodarzom wygraną.

- Nie graliśmy dobrze, ale jakoś znaleźliśmy sposób na zwycięstwo. Bardzo dziękuję kibicom, którzy w trudnych chwilach okazali się dla nas wielkim wsparciem - powiedział Horford.

Podczas ostatniej akcji na parkiecie Gortata już nie było. Polski środkowy grał 35 minut. Oprócz 14 punktów i ośmiu zbiórek uzyskał też cztery asysty oraz dwa przechwyty. Miał także dwie straty i tyle samo fauli.

Najwięcej punktów dla Wizards zdobył Bradley Beal - 23, John Wall dołożył 15. 24-letni rozgrywający opuścił trzy poprzednie spotkania z powodu kontuzji ręki.

"Ostatnie dni były dla mnie bardzo frustrujące. Przeszedłem wiele zabiegów, których celem było zmniejszenie opuchlizny. Ochraniacz nie przeszkadzał mi w grze. Mogłem agresywnie atakować kosz i robić wiele innych rzeczy by pomóc drużynie. W tym momencie nie wiem jednak czy zagram w następnym meczu" - przyznał Wall.

W zespole gospodarzy najlepszy był Horford - 23 pkt, 11 zbiórek i pięć bloków. Po 14 pkt uzyskali Jeff Teague i Paul Millsap.

Szósty mecz tych drużyn odbędzie się w piątek w Waszyngtonie.

W środę koszykarze Golden State Warriors pokonali u siebie Memphis Grizzlies 98:78 w piątym meczu półfinału Konferencji Zachodniej NBA. W rywalizacji play-off do czterech zwycięstw "Wojownicy" objęli prowadzenie 3-2.

Grizzlies mecz zaczęli bardzo dobrze. Po niespełna dziewięciu minutach goście prowadzili 23:10, jednak na koniec pierwszej kwarty już przegrywali 25:26. Warriors, gdy już złapali właściwy rytm, nawet na moment nie oddali rywalom inicjatywy.

- To był cud, że na prowadzenie wyszliśmy jeszcze w pierwszej kwarcie. Wreszcie zaczęliśmy grać w obronie na naprawdę wysokim poziomie - ocenił trener ekipy z Oakland Steve Kerr.

Grę gospodarzy napędzał Stephen Curry. Najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) sezonu zasadniczego zdobył 18 punktów, trafiając sześć z 13 rzutów za trzy punkty. Świetnie spisywał się także w obronie notując sześć przechwytów. W ekipie "Wojowników" skuteczniejszy od niego był tylko Klay Thompson - 21 pkt.

Dla pokonanych najwięcej punktów - 18 - uzyskał Marc Gasol. Hiszpański środkowy trafił jednak tylko osiem z 22 rzutów z gry.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne