Reklama

Reklama

Detroit Pistons zastrzegą dziś numer Dennisa Rodmana

Dennis Rodman, najlepszy zbierający ligi NBA w latach 90. i jeden z najlepszych obrońców zostanie dziś uhonorowany przez swój pierwszy klub w NBA - Detroit Pistons. Jego numer - 10, zawiśnie pod kopułą hali Palace of Auburn Hills i zostanie zastrzeżony.

Dennis Rodman był zawodnikiem jedynym w swoim rodzaju. Nie było takiego drugiego za czasów gdy grał i nie ma też takiego teraz. Z jednej strony był kontrowersyjny, malował sobie włosy, tatuował większą część swojego ciała, ubierał się w damskie ciuchy, umawiał się z Madonną, a potem wychodził na parkiet i grał z takim zaangażowaniem, jakiego wielu może mu pozazdrościć.

Nie rozwalił, tylko wzmocnił "Byki"

Na początku mojej przygody z NBA nie lubiłem Rodmana za pamiętne rzucenie w trybuny Scottiego Pippena w finałach konferencji wschodniej 1991 roku. Gdy przychodził do Bulls w 1996 r. bałem się o to, co zrobi z tą drużyną, po tym jak przyczynił się do rozpadu w play-offach 1995 roku San Antonio Spurs. Moje obawy były jednak płonne. "Byki" zagrały najlepszy sezon zasadniczy w historii, zdobyły tytuł i niby wszystko było takie proste.

Reklama

Rodman jednak był dalej dla mnie zagadką. Dlatego też zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby dostać jego autobiografię "Zły do szpiku kości" (Bad as I wanna be). Po jej przeczytaniu, po części zrozumiałem kim jest i dlaczego zachowuje się i gra tak, a nie inaczej.

"Robak", bo taką miał ksywkę pochodził z biednej rodziny, za młodu często miał kłopoty z prawem. W jego przypadku taki oklepany frazes, że koszykówka uratowała mu życie nie jest tak wyświechtany i banalny. Gdyby nie ona, Dennis nie poszedłby na studia, a mieszkając na przedmieściach Dallas nic wielkiego by nie osiągnął.

Jednak udało mu się dostać na mało znany uniwersytet Southern Oklahoma State, gdzie o dziwo był najlepszym strzelcem ze średnią ponad 25 punktów na mecz. O tym jak mało znana jest ta drużyna w USA niech świadczy fakt, że nikt oprócz Dennisa nie dostał się z niej do NBA. Tak więc Rodman wykręcał świetne liczby na uczelni, zbierał ponad 15 piłek w meczu i w 1986 roku przystąpił do draftu NBA.

Trafił do legendarnej ekipy

Został w nim wybrany w drugiej rundzie, z 27. numerem przez Detroit Pistons. Trafił do drużyny, w której grały takie postaci jak Adrian Dantley (jeden z najlepszych strzelców NBA tamtych lat), Isiah Thomas, Vinnie Johnson, Bill Laimbeer czy Joe Dumars. W pierwszym sezonie był rezerwowym, który dzięki swojej waleczności i poświęceniu dostawał regularnie w każdym meczu po kilkanaście minut. Już w pierwszym sezonie wywołał pierwszy skandal.

Pistons już wtedy uznawani byli za Bad Boys ligi, grali niezwykle twardo w obronie, dużo dalej niż pogranicze gry faul. Doszli do finałów konferencji, w których grali z Boston Celtics prowadzonych przez Larry Birda. Pistons przegrali tą serię w 7 meczach. Rodman wielokrotnie w tej serii krył Birda, a po ostatnim meczu udzielił wywiadu, który zaczął kształtować jego wizerunek w lidze: "Larry Bird jest przeceniany w wielu kwestiach... Dlaczego tak bardzo jest zauważany w mediach? Bo jest biały. Nigdy nie słyszy się o tym, że czarny zawodnik jest najlepszy". W ten oto sposób Rodman pojawił się na dobre w lidze.

W kolejnych latach zdobywał coraz silniejszą pozycję w drużynie. W drugim roku swojej gry odnotował najwyższą średnią punktową w całej karierze - 11.6, a Pistons awansowali do finału NBA. Tam jednak przegrali w 7 meczach z Los Angeles Lakers.

Rok później Rodman dalej grał jako zmiennik, ale notował już średnio 26 minut na mecz. Był tak dobrym obrońcą, że został po raz pierwszy doceniony i wybrany do pierwszego składu obrońców ligi. W playoffs łatwo pokonali Boston Celtics i Chicago Bulls. W finale ponownie spotkali się z LA Lakers i zemścili się za porażkę rok wcześniej, wygrywając w 4 meczach.

W 1989 roku do ligi przystąpiła Minnesota Timberwolves i w ramach draftu ekspansywnego trafił w jej szeregi Rick Mahorn, dotychczasowy startowy gracz. Obawiano się, że nie da się go zastąpić. Jego miejsce zajął właśnie Rodman. Przyczynił się znacznie do wygrania 59 spotkań przez Pistons. Po raz pierwszy został także uhonorowany statuetką dla najlepszego obrońcy ligi. Tłoki ponownie zawitały w finałach NBA, gdzie obronili swój tytuł po 5 meczach z Portland Trail Blazers.

Rozwój Rodmana połączony z regresem "Tłoków"

Tak jak Rodman się rozwijał, tak od kolejnego roku Pistons zaczęli się cofać. W sezonie 1990-91 Dennis zdobył drugi raz z rzędu nagrodę dla najlepszego obrońcy ligi i doprowadził Pistons do finału konferencji, gdzie ulegli późniejszym mistrzom Chicago Bulls.

Rok później Rodman dokonał czegoś, co nie miało miejsce od 20 lat w NBA. Uzyskał średnią zbiórek na poziomie 18.7 na mecz. W całym sezonie zebrał ich 1530. Po raz pierwszy został wybrany do pierwszego składu całej ligi. Wyobrażacie sobie, żeby w tej chwili w pierwszym składzie ligi był gracz, który nie ma średnio zdobywanych 10 punktów na mecz? Po dziś dzień nikt się nawet nie zbliżył do tego wyniku. W marcu 1992 roku zaliczył swój rekord życiowy - 34 zbiórki w jednym spotkaniu. Pistons jednak przegrali już w pierwszej rundzie playoffs z New York Knicks.

W maju tego roku z funkcji trenera Pistons zrezygnował Chuck Daly, który był dla Rodmana jak ojciec. Był to dla Dennisa przełomowy rok. Zaczęły się jego problemy z dostosowaniem się do rygorów ligi NBA. Nie stawił się na obóz przedsezonowy, za co otrzymał karę 68 tysięcy dolarów. Jego Pistons wygrali zaledwie 40 spotkań i nie zakwalifikowali się do playoffs. W lutym 1993 roku został znaleziony w nocy na parkingu pod halą w samochodzie z naładowaną strzelbą. Jak sam wyznał w swojej biografii, myślał wtedy o samobójstwie.

1 października 1993 roku został wymieniony do San Antonio Spurs za Seana Elliotta. Tam rozegrał dwa sezony, w których jak wtedy podawały media to on był całym złem, które nie doprowadziło świetnych Spurs do mistrzostwa. Następnie przeniósł się do Chicago, przeprosił Scottie Pippena za incydent z 1991 roku i wspólnie wygrali kolejne trzy tytuły.

O Rodmanie można pisać i pisać. Zdecydowanie polecam wszystkim jego biografię, bo uśmiałem się w kilku miejscach do łez, a w innych zrozumiałem dlaczego był takim a nie innym zawodnikiem. Mimo tego co było widać w mediach i jak był postrzegany przez ludzi, był jednym z najciężej pracujących zawodników na treningach. Zawsze miał nienaganną sylwetkę i potrafił walczyć z zawodnikami o kilkanaście centymetrów wyższymi od niego.

Zarażał przyjemnością gry

Cieszę się, że zostanie tak uhonorowany przez Pistons, może 2011 rok będzie jego pod względem wyróżnień i w końcu dostanie się do Hall of Fame. Jednak wydaje mi się, że dla niego ważniejsza była przyjemność z gry, którą zaraził między innymi niżej podpisanego. Detroit Pistons przygotowali krótki film prezentujący historię Rodmana w ich barwach. Gorąco go polecam, a tym którzy są ciekawsi większej ilości szczegółów na jego temat, odsyłam do jego książki.

Więcej o NBA na blogu Piotra Zarychty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama