Reklama

Reklama

Derby Florydy dla Heat

W sobotnich derbach Florydy Miami Heat pokonało na własnym parkiecie Orlando Magic 101:98. Gospodarzom nie przeszkodziła nieobecność kontuzjowanego Shaquille'a O'Neala.

Środkowego "Żaru" godnie zastąpił Dwyane Wade, który w czwartej kwarcie rzucił aż 14 ze swoich 25 punktów.

Reklama

To on wyprowadził ekipę z Miami na prowadzenie 99:95, celnie wykonując cztery wolne. Następnie "trójką" odpowiedział Hedo Turkoglu, ale kolejne dwa osobiste, tym razem w wykonaniu Rasuala Butlera, przesądziły sprawę. To było ósme z rzędu zwycięstwo Heat na własnym parkiecie.

Nie do końca udał się debiut w barwach Philadelphii 76ers Chrisowi Webberowi. W spotkaniu przeciwko swojej byłej drużynie, Sacramento Kings, skrzydłowy zdobył, co prawda, 16 punktów i zebrał 11 piłek, ale nie trafił ostatniego rzutu w meczu, kiedy wywalczył piłkę, po specjalnie spudłowanym wolnym przez Allena Iversona.

- Trener kazał mi spudłować wolnego. Powiedziałem Chrisowi, ze piłka odbije się daleko i wszystko poszło, tak jak chciałem, ale nie byliśmy w stanie zakończyć akcji celnym rzutem - stwierdził Iverson, po którego pierwszym osobistym gospodarze przegrywali 99:101. Po dobitce Webbera tak już zostało.

- Bardzo chciałem wygrać w tym meczu i wiem, że koledzy chcieli tego samego. Muszę się jeszcze wdrożyć w system, który obowiązuje w "Szóstkach", czuję jednak, że mogę dać tej drużynie wiele - powiedział Webber.

Dla "Szóstek" była to trzecia porażka z rzędu. - Po zbiórce starałem się szybko rzucić i możecie mi wierzyć, że nikomu tak bardzo nie zależało na zwycięstwie w tym meczu, jak mi - dodał skrzydłowy drużyny z Filadelfii.

W zespole Kings zadebiutowali Kenny Thomas, Corlis Williamson i Brian Skinner oddani w wymianie za Webbera, prezentując się więcej niż przyzwoicie. Williamson był drugim strzelcem ekipy z Kalifornii zdobywając 17 punktów, 16 "oczek" dodał Thomas, jedynie Skinner zakończył mecz z zerowym dorobkiem punktowym.

Matt Barnes i Michael Bradley, którzy trafili z Webberem do "Szóstek", nie znaleźli w sobotę uznania w oczach coacha Jima O'Briena.

W spotkaniu w American Airlines Center Mavericks nie zdołali powstrzymać nawałnicy Suns. Gospodarze przegrali 123:124. W ostatniej akcji meczu Shawn Marion zablokował rzut Dirka Nowitzkiego, zapewniając gościom zwycięstwo. - Według mnie byłem w tej sytuacji faulowany. Sędziowie mogli, choć nie musieli, odgwizdać przewinienie. Ja uważam, że zostałem uderzony - powiedział Niemiec, który zdobył 26 punktów i zebrał 16 piłek. - Powinniśmy to spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyć. Pod koniec mieliśmy dużą przewagę i nie potrafiliśmy jej wykorzystać - dodał Nowitzki.

Skrzydłowy ekipy z Dallas ma rację. Na 62 sekundy przed ostatnią syreną Mavs prowadzili bowiem 123:117. Potem punkty zdobywali już tylko goście. Zaczęło się od "trójki" Quentina Richardsona, potem dwa osobiste dodał najlepszy strzelec meczu Amare Stoudemire (33 "oczka"), a następnie sprzed nosa debiutującego w Mavs Keitha Van Horna rzucił Joe Johnson.

I to wszystko bez pauzującego z powodu kontuzji, najlepszego rozgrywającego ligi Steve'a Nasha.

Memphis Grizzlies niespodziewanie przerwali 16-meczową serię zwycięstw San Antonio Spurs na własnym parkiecie. W sobotę, głównie dzięki dobrej grze Lorenzena Wrighta w czwartej kwarcie (10 punktów z 19 w całym spotkaniu), goście wygrali 84:82. Wright i Grizzlies mają chyba patent na "Ostrogi". Przed rokiem, 1 marca, po rzucie właśnie Wrighta pokonali drużynę z San Antonio w ich hali 81:80. Od tego czasu podopieczni Grega Popovicha przegrali tylko dwa razy z w SBC Center - z Los Angeles Lakers, w półfinale Konferencji Zachodniej, i z Seattle SuperSonics, 8 grudnia ubiegłego roku.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 26 lutego

Dowiedz się więcej na temat: miami | derby

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje