Reklama

Reklama

Dennis Rodman: Koszykarski dyplomata czy zabawka wodza?

"Kac Vegas w Bangkoku", wesele Stu Price’a. Na scenę wchodzi Mike Tyson i fałszując niemiłosiernie śpiewa dla młodej pary "One Night In Bangkok". Teraz imprezkę z gościnnym występem idola będzie miał też Kim Dzong Un. Tyle że nie w filmie, ale w realu, i nie z okazji ślubu, tylko urodzin. Do tyrana rządzącego Koreą Północną z towarzyską wizytą przyleciał, w asyście innych byłych gwiazd NBA, prawdopodobnie najbardziej ekscentryczny koszykarz w historii, Dennis Rodman.

Według Human Rights Watch, organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną praw człowieka, niewiele trzeba, by w Korei Północnej trafić za kratki. Wystarczy chiński telefon komórkowy w kieszeni albo DVD z południowokoreańską telenowelą w domowej kolekcji. Nie trzeba mocnych zarzutów, wystarczy pretekst i zanim się obejrzysz, tkwisz w jednym z obozów pracy.

Wrogiem reżimu może być każdy. Szacuje się, że w tym kraju osadzonych jest ok. 200 tysięcy ludzi. Tortury, gwałty, głodowe racje żywnościowe i katorżnicza praca przymusowa są w obozach na porządku dziennym. Terror wszechobecny jest także na wolności. Organizacji Narodów Zjednoczonych znane są przypadki publicznych egzekucji, a łamanie praw człowieka i strzelanie do osób próbujących uciec z kraju stały się normą.

Reklama

Kim Dzong Un bez skrupułów rozprawia się z politycznymi przeciwnikami. Dostrzega ich na każdym kroku, również wśród najbliższego otoczenia. Przed paroma tygodniami świat obiegła wiadomość o bestialskiej egzekucji Jang Song Thaeka. Wuj wodza i jego wspólnicy mieli dopuścić się "przekraczających wyobraźnię przestępstw". Wizja nagiego wuja  pożartego w klatce przez 120 głodnych psów okazała się żartem chińskiego satyryka, ale wpływowy polityk został zgładzony, co potwierdziły władze Korei Północnej.

Kraj narażony na humory despotycznego władcy, a zwłaszcza jego samego, szczególnie upodobał sobie Dennis Rodman. Ten legendarny koszykarz po raz kolejny przyleciał do Korei Północnej, tym razem zabierając ze sobą na pokład samolotu, lecącego przez Pekin do Pjongjang, naprawdę solidnych przed laty koszykarzy, takich jak Kenny Anderson, Cliff Robinson, Vin Baker, Eric "Sleepy" Floyd, Doug Christie, Craig Hodges i Charles Smith.

Podczas jednej z wizyt w Korei Północnej Rodman obiecał, że przywiezie ze sobą dawne gwiazdy NBA na mecze z tamtejszą drużyną narodową i słowa dotrzymał.

Data przylotu amerykańskich gości nie jest przypadkowa. Kim Dzong Un obchodzi właśnie 31. urodziny. "To nasz prezent urodzinowy, mam nadzieję, że nasza wizyta otworzy wiele drzwi, dzięki czemu będziemy mogli porozmawiać i zrobić wspólnie wiele dobrego. Ale nie spodziewajcie się, że powiem mu 'hej stary, robisz złe rzeczy'. To nie byłoby właściwe, on jest moim przyjacielem. Uwielbiam go" - powiedział Rodman cytowany przez "USA Today".

Relacje pięciokrotnego mistrza NBA z młodszym o dwie dekady dyktatorem są zaskakujące. Kim, wielki fan koszykówki, ma słabość do Rodmana. "Lubi mnie, jestem bezpośredni i szczery. On to docenia" - podkreśla "Robak".

Prowadzonej przez Rodmana wyprawy dawnych gwiazd NBA do odległej Korei Północnej nie popiera komisarz ligi. "Nie angażujemy się w żaden sposób w działalność pana Rodmana i nie zamierzamy jej popierać bez wcześniejszej akceptacji Departamentu Stanu USA" - oświadczył David Stern. Na wsparcie władz Rodman nie ma co liczyć. Marie Harf, rzecznik Departamentu Stanu powiedziała wprost: “Wiem, że Dennis Rodman jest człowiekiem intrygującym, ale pragniemy zwrócić większą uwagę na brutalność północnokoreańskiego reżimu".

Były mistrz zbiórek (przez siedem kolejnych sezonów nie miał sobie równych w lidze) i czołowy obrońca NBA uważa się za koszykarskiego dyplomatę. Mówi, że nie jest politykiem, ale ma misję. Chce zbliżyć do siebie obydwa narody. "Chcę pokazać naszą przyjaźń poprzez sport. Kim kocha koszykówkę, a ja go uwielbiam. To świetny facet. Trzeba pokazać ludziom, że potrafimy się porozumieć. Jako normalni ludzie, nie politycy" - przekonuje Rodman.

Śledząc komentarze w amerykańskich mediach można dojść do wniosku, że niewielu rodaków wierzy w powodzenie misji Rodmana. Dominuje przekonanie, że to tylko kolejny wybryk ekscentrycznego gwiazdora, nadużywającego od lat alkoholu i innych używek, który może jedynie ocieplić nieco PR wodza Korei Północnej.

"Rodman jest naprawdę ważny dla reżimu Korei Północnej. Czeka nas wiele obrazków ze spotkań z Rodmanem. Wszyscy będą się uśmiechać, wyglądać naturalnie. To zrobi wiele dobrego dla wizerunku reżimu" - zaznacza w rozmowie z CNN.com znawca tematu, Gordon Chang.

Rodman twierdzi, że nie jest to jeden z jego wygłupów, tylko poważna misja dyplomatyczna. Tymczasem były koszykarz rozzłościł się, kiedy dziennikarze zapytali go o skazanego w Korei Północnej na 15 lat obozu pracy amerykańskiego misjonarza koreańskiego pochodzenia, Kennetha Bae’a. "Zapytajcie o niego Obamę, zapytajcie Hillary Clinton. Zadajcie to pytanie tym durniom" - odparł "Robak".

Na nic zdały się także apele rodziny zatrzymanego. O wstawiennictwo u Kim Dzong Una prosiła Rodmana m.in. siostra Kennetha. Co ciekawe, na początku Rodman sam apelował o uwolnienie podejrzewanego m.in. o szpiegostwo i działalność wywrotową misjonarza, ale z czasem ustąpił.

W ostatnim wywiadzie, łącząc się ze studiem CNN z Pjongjang, zaatakował prowadzącego program dziennikarza Chrisa Cuomo, kiedy ten poruszył temat Bae’a.

Rodman: "Kenneth Bae zrobił jedną rzecz. Jeśli zrozumiesz... jeśli zrozumiesz, co zrobił...Wiesz co zrobił? Wiesz, co zrobił w tym kraju?!".

Cuomo: "Co takiego zrobił? Powiedz mi".

Rodman: "Nie, ty mi powiedz. Ty mi lepiej powiedz, dlaczego jest więziony?".

Potem Rodman wpadł w szał i bełkotał bez większego sensu. Sytuację starał się opanować inny koszykarz, Charles Smith. Co takiego zdaniem Rodmana (i reżimu Kima) zrobił Bae? Tego się nie dowiedzieliśmy.

W powodzenie misji "Robaka" wierzy niewielu, ale jest grupa osób doceniających jego starania. Hyun Jung-Wha, utytułowana pingpongistka, w rozmowie z CNN powiedziała: "To, co robi Dennis Rodman, to jego prywatna sprawa, ale uważam, że jest odważnym człowiekiem. Sport może pomóc dyplomacji. Rywalizacja sportowa jest czysta, jestem przekonany, że może przynieść dobre efekty w dyplomacji".

W podobnym tonie wypowiada się Daniel Pinkston, ekspert ds. Korei Północnej. "Budowanie wzajemnego zaufania poprzez sport i wymianę kulturową to dobry początek. Wiele osób opowiada się za ukaraniem reżimu, pomijając rolę społeczeństwa obywatelskiego. Tyle że bez zmiany sposobu myślenia, zmiana kierunku polityki reżimu Kim Dzong Una będzie mało realna" - uważa Pinkston.

Znając przeszłość Rodmana, jego zamiłowanie do imprez, alkoholu, hazardu i nadużywania wszystkiego, z czym można przesadzić (więcej o ekscesach Rodmana przeczytasz TUTAJ), trudno brać jego słowa na poważnie. Na razie bardziej wygląda na zabawkę wodza niż na zabiegającego o przestrzeganie praw człowieka dyplomatę.

Kim będzie miał swoje igrzyska, zagrają dla niego gwiazdy NBA, potem na imprezie urodzinowej wszyscy napiją się promowanej przez Rodmana wódki. Następnego dnia gwiazdy odlecą, despotyczny władca dalej będzie siał terror w swoim kraju, a Rodmanowi i jego świcie pozostanie co najwyżej kac. Nie Vegas, tylko moralny.

Autor: Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL