Reklama

Reklama

Czwarte z rzędu zwycięstwo Washington Wizards w NBA

Washington Wizards wygrali w niedzielnym meczu koszykarskiej ligi NBA z Utah Jazz 93:84. Marcin Gortat zdobył pięć punktów i miał siedem zbiórek. Polak przedłużył serię bezbłędnych prób z rzutów wolnych do 24 w ośmiu ostatnich meczach.

To czwarte zwycięstwo Wizards z rzędu, co jest najdłuższą serią w Konferencji Wschodniej.

Wygrać co najmniej cztery kolejne mecze zdarzyło im się już trzeci raz w tym sezonie, czego nie doświadczyli od 10 lat.

Dla Utah była to 11 porażka w ostatnich 12 spotkaniach.

Gortat grał 31 minut, trafił dwa z ośmiu rzutów z gry i jeden z dwóch wolnych, miał pięć zbiórek w obronie i dwie w ataku, dwie asysty, trzy straty, blok i faul. Dwukrotnie został zablokowany.

Najwięcej punktów dla Wizards zdobył Bradley Beal - 22, najwszechstronniejszy zawodnik zespołu John Wall zanotował 16 pkt, osiem asyst, sześć zbiórek, pięć przechwytów i trzy bloki, Paul Pierce dodał 15 pkt, a rezerwowi Andre Miller i Brazylijczyk Nene - po 10.

Reklama

W drużynie gości wyróżnili się Alec Burks - 19, Gordon Hayward - 16 i Trey Burke - 15.

W dwa dni po znakomitym  meczu i zwycięstwie nad groźnym zespołem Los Angeles Clippers, do konfrontacji z Utah "Czarodzieje" przystąpili nieco zdekoncentrowani. W pierwszej połowie popełnili aż 12 strat, po których rywale zdobywali łatwe punkty.

W efekcie goście prowadzili do przerwy 42:37. Po zmianie stron koszykarze trenera Randy'ego Wittmana zagrali jednak znacznie lepiej w obronie i dokładniej w ataku. W tym okresie role się odwróciły, bo popełnili tylko trzy błędy, zmuszając jednocześnie rywali do 10 strat.

O sukcesie Wizards przesądziła trzecia kwarta, wygrana 30:16. Na niespełna siedem minut przed ostatnią syreną uzyskali najwyższą, 15-punktową przewagę (83:68) i pozostało im tylko kontrolować wynik.

Koszykarze ze stolicy potwierdzili w tym spotkaniu prawidłowość, że wygrywają dzięki obronie. W tym sezonie zwyciężyli we wszystkich 14 spotkaniach, w których nie pozwolili rywalom przekroczyć 100 punktów.

Polski środkowy, tak jak jego drużyna, do przerwy wypadł słabo. Zaczął od trzech niecelnych rzutów, jedyny punkt w tej części gry zdobył z rzutów wolnych w końcówce drugiej kwarty, przedłużając serię bezbłędnych prób z linii do 24 w ośmiu ostatnich meczach. Na tym rekordzie poprzestał, gdyż drugiego osobistego już nie trafił. Miał też m.in. jedną zbiórkę i zablokował rzut tureckiego środkowego Enesa Kantera.

Po przerwie trafił dwa rzuty spod kosza, gdy na początku trzeciej odsłony drużyna odrabiała straty. Był także bardziej przydatny w obronie, zbierając piłki i grożąc blokami.

Wraz z Pierce'em zakończył mecz z najwyższym w zespole wskaźnikiem - plus 12. To znaczy, że gdy przebywał na parkiecie, drużyna wygrała ten fragment właśnie taką różnicą.

We wtorek "Czarodzieje", legitymujący się dorobkiem 17 wygranych i sześciu porażek, w trzecim kolejnym meczu na własnym parkiecie, spotkają z Minnesota Timberwolves.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje