Reklama

Reklama

Cavs i Blazers bez litości

Dziesiąte zwycięstwo w rozgrywkach odnotowali koszykarze Portland Trail Blazers, którzy rozbili Miami Heat 106:68. Równie imponujące zwycięstwo odnieśli Cleveland Cavaliers LeBrona Jamesa.

W Rose Garden miejscowi kibice ani przez moment nie musieli martwić się o końcowy wynik swojej drużyny. Gracze Trail Blazers od samego początku mieli znakomicie ustawione celowniki i już po pierwszej kwarcie prowadzili z Heat 37:17, by ostatecznie rozbić ekipę z Florydy 106:68.

Reklama

To druga efektowna wygrana Portland w ostatnich dniach. Wcześniej łupem Trail Blazers padli koszykarze Chicago Bulls, przegrywając różnicą 42 punktów.

Rose Garden powoli staje się zatem twierdzą, na myśl o której rywale tracą dobry humor. Dość wspomnieć, że w tym sezonie podopieczni Nate'a McMillana nie przegrali jeszcze na własnym parkiecie.

"Staramy się nie myśleć o tej serii, tylko wygrywać każdy kolejny mecz w naszej hali" - zaznaczył po meczu jeden z liderów Blazers, Brandon Roy. "To był znakomity mecz i piękna koszykówka w naszym wykonaniu. Najbardziej cieszy mnie to, jak chłopcy dzielili się piłką" - dodał trener McMillan.

Dla gospodarzy (bilans 10-6) sześciu zawodników zdobyło po 10 i więcej punktów. Najwięcej - 17 - rzucił rezerwowy Channing Frye. Dla Heat (7-8) o trzy "oczka" mniej zanotował debiutant Michael Beasley.

Równie imponujące zwycięstwo odnieśli koszykarze Cleveland Cavaliers (12-3). Finaliści NBA z 2007 roku rozbili we własnej hali outsidera Oklahoma City Thunder 117:82. Już po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 66:32.

Cavs rządzili i dzielili na parkiecie, dlatego trener Mike Brown mógł posadzić na ławce graczy pierwszej piątki. LeBron James spędził na boisku...zaledwie 17 minut. "Sezon jest długi, dlatego każda okazja do odpoczynku jest dobra" - skwitował lider gospodarzy i jeden z głównych kandydatów do tytułu MVP.

Najwięcej punktów dla zwycięzców - 17 - zdobył Zydrunas Ilgauskas. Dla pokonanych (bilans 1-15), dla których była to już 13 z rzędu porażka, 14 "oczek" zanotował Chris Wilcox.

Ważne zwycięstwo nad Philadelphia 76ers (96:94) odnieśli koszykarze Orlando Magic (11-4). Kosza na wagę triumfu (rzut za trzy punkty), na niespełna pięć sekund przed końcem, zdobył Rashard Lewis, autor 19 punktów dla Magic.

Dwight Howard ponownie szalał pod tablicami gromadząc 21 punktów, 14 zbiórek i 2 bloki. Złą wiadomością dla Marcina Gortata (nie zagrał ani minuty) jest...bardzo dobry występ doświadczonego Tony'ego Battie, który wygrywa z Polakiem rywalizację o miejsce na parkiecie.

Battie zdobył 20 punktów, a przy tym popisał się niesamowitą skutecznością trafiając wszystkie dziewięć rzutów z gry. Dla 76ers (7-8) 21 punktów rzucił Elton Brand.

Środa na parkietach NBA:

Atlanta Hawks - Milwaukee Bucks 102:96

Cleveland Cavaliers - Oklahoma City Thunder 117:82

Toronto Raptors - Charlotte Bobcats 93:86

Boston Celtics - Golden State Warriors 119:111

Philadelphia 76ers - Orlando Magic 94:96

Detroit Pistons - New York Knicks 110:96

Minnesota Timberwolves - Phoenix Suns 102:110

Houston Rockets - Indiana Pacers 90:91

San Antonio Spurs - Chicago Bulls 98:88

Utah Jazz - Memphis Grizzlies 117:100

Portland Trail Blazers - Miami Heat 106:68

Sacramento Kings - New Jersey Nets 114:116 (po dogrywce)

Los Angeles Clippers - Denver Nuggets 105:106

Dowiedz się więcej na temat: miami | magic | cleveland cavaliers | cavaliers | portland | koszykarze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje