Reklama

Reklama

"Byki" znowu straszą

Po odejściu Michaela Jordana Chicago Bulls grali tylko gorzej. Sześciokrotni mistrzowie NBA nie potrafili nawet zakwalifikować się do playoffs. Wydawało się, że w tym sezonie, które rozpoczęli bilansem 0-9, będzie podobnie.

W poniedziałek "Byki" wygrały jednak siódmy mecz z rzędu, pokonując New York Knicks w Madison Square Garden 88:86 i obecnie są na ósmym miejscu w Konferencji Wschodniej, a więc gwarantującym grę w playoffs.

Reklama

Zwycięstwo nad Knicks, 13 w ostatnich 16 meczach, zapewnił "Bykom" Ben Gordon, który zdobył dwa decydujące punkty w ostatniej akcji spotkania. On, rzucając 17 "oczek" i Luol Deng (19), który ponadto miał 10 zbiórek, byli najlepszymi strzelcami drużyny.

W ekipie z Nowego Jorku dobry mecz rozegrał Stephon Marbury - 25 punktów, siedem asyst, ale to nie wystarczyło do wygranej.

Koszykarze Phoenix Suns ponieśli ósmą porażkę w obecnym sezonie ligi NBA. W poniedziałek ulegli na wyjeździe Detroit Pistons 80:94. W drużynie gości przez cztery minuty grał Maciej Lampe, ale nie zdobył punktów. 19-letni Polak oddal dwa niecelne rzuty z gry, miał jedna zbiórkę i raz faulował rywali.

"Słońca", które po raz pierwszy w sezonie przegrały cztery kolejne spotkania, nadal prowadzą w Pacific Division i mają najlepszy bilans w lidze - 31 zwycięstw i osiem porażek. O jeden przegrany mecz więcej mają w dorobku prowadzący w Northwest Division koszykarze Seattle SuperSonics.

W ekipie Suns wyróżnili się - Joe Johnson, który zdobył 17 punktów oraz Amare Stoudemire - 16 pkt i dziewięć zbiórek.

Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Tayshaun Prince, który zdobył 26 punktów, a także zanotował siedem zbiórek i pięć asyst.

Grając w poniedziałek drugi mecz bez swojej jedynej gwiazdy Kobe'a Bryanta, koszykarze Los Angeles Lakers przegrali z Utah Jazz 94:102. "Jeziorowcy" będą musieli radzić sobie bez tego obrońcy jeszcze przez co najmniej dwa tygodnie. W poniedziałek Bryant przeszedł badania kontuzjowanej prawej kostki. - Musi odpocząć jeszcze minimum dwa tygodnie - powiedział John Black, rzecznik prasowy Lakers.

Koszykarze z Salt Lake City wygrywając w Staples Center przerwali serię siedmiu porażek z rzędu na obcych parkietach. Jazz wygraną zawdzięcza graczom rezerwowym, którzy zdobyli 28 z 34 punktów dla tej drużyny w czwartej kwarcie. Najlepiej z nich spisał się Raja Bell, który rzucił 14 "oczek" w ostatniej kwarcie.

San Antonio Spurs zdecydowanie lepiej poradziły sobie bez Manu Ginobilego niż Washington Wizards bez Larry'ego Hughesa (obaj koszykarze są kontuzjowanani). "Ostrogi" łatwo pokonały rywali ze stolicy 103:71. - Brakowało nam Larry'ego. On wspaniale współpracuje z drugim obrońcą Gilbertem Arenasem - żalił się Eddie Jordan, coach "Czarodziei". Ekipa z Waszyngtonu będzie musiał radzić sobie bez Hughesa, który złamał prawy kciuk, przez sześć tygodni.

Bardzo dobry mecz w "Ostrogach" rozegrał Tony Parker. Rozgrywający drużyny z San Antonio zdobył 23 punkty, miał osiem asyst i siedem zbiórek. - On był w poniedziałek naszym liderem - stwierdził Greg Popovich, szkoleniowiec zespołu z San Antonio.

Jak nie idzie, to nie idzie. Mająca ostatnio fatalną passę Minnesota Timberwolves uległa na własnym parkiecie Toronto Raptors 91:100. To pierwsze zwycięstwo drużyny z Kanady w Minneapolis w historii. Wcześniej przegrali osiem meczów z rzędu. Raptors do zwycięstwa poprowadził Donyell Marshall, który zdobył 22 punkty, sześć razy trafiając zza łuku.

Rekord kariery (42 "oczka") ustanowiony przez Jasona Richardsona pomógł Golden State Warriors przełamać serię dziewięciu porażek z rzędu. Richardson, który wrócił do składu "Wojowników" po kilkunastodniowej przerwie spowodowanej kontuzją kostki, trafił 17 z 30 rzutów z gry, ponadto notując osiem asyst. - Jason wykonał świetną robotę. Potrzebowaliśmy takiego meczu - powiedział Mike Montgomery, coach Warriors.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 17 stycznia

Dowiedz się więcej na temat: NBA | koszykarze | byki | mecz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje