Reklama

Reklama

Brooklyn Nets zapewnili sobie prawo gry w fazie play off

Koszykarze Brooklyn Nets pokonali we wtorek we własnej hali Houston Rockets 105:96 i jako ósmy zespół w tym sezonie zapewnili sobie prawo gry w fazie play off NBA.

Wcześniej z Konferencji Wschodniej udział w play off zagwarantowały sobie drużyny: Miami Heat, Indiana Pacers, Toronto Raptors i Chicago Bulls. Bliska tego jest szósta obecnie w tabeli konferencji ekipa Washington Wizards, której zawodnikiem jest Marcin Gortat.

Reklama

Na Zachodzie natomiast sezon zasadniczy w czołowej ósemce konferencji zakończą na pewno San Antonio Spurs, Oklahoma City Thunder i Los Angeles Clippers.

Zespół Nets do 40. zwycięstwa w sezonie i 14. z rzędu przed własną publicznością, co jest rekordem klubu, poprowadził Joe Johnson, który zdobył 32 pkt.

Liderem gości z dorobkiem 26 pkt był James Harden, który m.in. nie spudłował żadnego z 16 rzutów wolnych. W ich szeregach zabrakło kontuzjowanego środkowego Dwighta Howarda (miejscowi grali bez jego vis a vis Kevina Garnetta). "Rakiety" przegrały z Nets po raz pierwszy od ośmiu lat.

Teksańczycy z bilansem 49 wygranych i 24 porażek plasują się na czwartym miejscu w tabeli Zachodu. Trzy spotkania więcej przegrali, zajmujący piąte miejsce koszykarze Portland Trail Blazers, którzy z kolei 49. zwycięstw odnieśli we wtorek, pokonując w Los Angeles ekipę Lakers 124:112.

Gospodarzom nie pomogło rekordowe 40 pkt Nicka Younga. Takim dorobkiem nie może się pochwalić w tym sezonie żaden inny zawodnik, który rozpoczął mecz na ławce rezerwowych.

Dopiero po raz trzeci w karierze jako rezerwowy spotkanie rozpoczął zmagający się w tym sezonie z kontuzjami 40-letni rozgrywający Steve Nash. W ciągu 22 minut zanotował po 10 punktów i asyst.

49. porażka Lakers oznacza najgorszy bilans sezonu od 20 lat. 50 spotkań nie przegrali od 1975 roku.

Wśród przyjezdnych brylował duet Damian Lillard - LaMarcus Aldridge, który zapewnił zespołowi 65 pkt (34+31). Ten drugi zanotował także 15 zbiórek i sześć asyst.

Walczący o udział w play off Dallas Mavericks, obecnie dziewiąty zespół Zachodu, przegrali u siebie po dogrywce z Golden State Warriors 120:122.

O sukcesie gości zdecydował rzut Stephena Curry'ego równo z syreną oznaczającą koniec dodatkowych pięciu minut gry. W całym spotkaniu bohater gości uzbierał 23 pkt, a 10 więcej rzucił najskuteczniejszy wśród pokonanych Niemiec Dirk Nowitzki.

- Dogrywki stają się powoli naszym przekleństwem. To już czwarta przegrana z pięciu w tym sezonie. Podjęliśmy jednak kilka złych decyzji i ponieśliśmy konsekwencje - przyznał trener "Mavs" Rick Carlisle.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje