Reklama

Reklama

Awans Spurs, Wizards górą

Gilbert Arenas rzutem z półdystansu zapewnił Wizards zwycięstwo w meczu numer 5 rywalizacji z Bulls 112:110 i sprawił, że ekipa z Chicago straciła przewagę własnego parkietu.

Zgodnie z przewidywaniami do II rundy awansowali natomiast Spurs, pokonując na własnym parkiecie Nuggets 99:89. Zespół z San Antonio wygrał serię "best-of- seven" 4-1 i w półfinale Konferencji Zachodniej zmierzą się z Sonics.

Reklama

Złe miłego początki - tak koszykarze Spurs mogą podsumować rywalizację z Nuggets w I rundzie playoffs. Po porażce na własnym parkiecie w pierwszym meczu, drużyna z Teksasu wygrała cztery pojedynki z rzędu i awansowała do następnej fazy. W środę w SBC Center zwycięstwo nie przyszło gospodarzom łatwo. - Zamierzam świętować, a jutro pomyślę o Seattle - stwierdził Gregg Popovich, szkoleniowiec Spurs, dla których 21 punktów zdobył Tony Parker, a 18 "oczek" dodał Tim Duncan.

Całe spotkanie było wyrównane, ale w IV kwarcie gospodarze powoli acz konsekwentnie zaczęli uzyskiwać przewagę. W końcu przydał się pozyskany w marcu Glenn Robinson, którego pięć "oczek" z rzędu dało Spurs prowadzenie 80:72 na 7,5 minuty przed końcem.

To był koniec marzeń Nuggets, którzy i tak sprawili sporo kłopotów drużynie przez wielu typowanej do zdobycia tytułu. - Zostaliśmy pokonani przez drużynę z potężnymi fundamentami - wyjaśnił trener zespołu z Denver George Karl. - Są silni, są zwycięzcami, są głodni sukcesu.

Wizards kontrolowali przebieg wydarzeń w United Center, prowadząc już nawet różnicą 22 punktów. A gdy na 68 sekund przed końcem wygrywali 106:96, wydawało się, że to już koniec... Jednak niesieni dopingiem widowni Bulls zdołali "wrócić do gry", za sprawą dwóch rzutów za trzy Jannero Pargo oraz... aż sześciu spudłowanych rzutów wolnych przez rywali.

Druga ze wspomnianych "trójek" Pargo doprowadziła do remisu na 5 sekund przed końcem i "Byki" myślami były już w dogrywce. Plany popsuł im Gilbert Arenas, który - po czasie na żądanie wziętym przez ekipę ze stolicy - zdołał minąć Kirka Hinrich i z trudnej pozycji z półdystansu trafił do kosza równo z końcową syreną. Trójka arbitrów słusznie zaliczyła punkty, co potwierdziła oglądana przez sędziów powtórka wideo.

- Wiedziałem, że uda mi się trafić. Trenuję takie rzuty każdego dnia - powiedział Arenas. - Gdy dorastasz marzysz o takiej sytuacji i kiedy w końcu masz taką szansę, to nie chcesz jej zmarnować.

Podopieczni Eddie'ego Jordana wygrali więc trzecie spotkanie z rzędu i prowadzą w serii 3-2. Mecz numer 6 odbędzie się w MCI Center. Już w piątek Wizards staną więc przed szansą wygrania rywalizacji w playoffs po raz pierwszy od... 1982 roku, kiedy to pokonali ekipę z New Jersey (2-0). Bulls natomiast, by przedłużyć nadzieję na awans (ewentualny mecz nr 7 będzie znów w Chicago), muszą przerwać serię dziesięciu porażek z rzędu na parkiecie w stolicy.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

Dowiedz się więcej na temat: Chicago | awans

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje