Reklama

Reklama

275 punktów w meczu Los Angeles Lakers - Houston Rockets

Ostre strzelania urządzili sobie koszykarze Los Angeles Lakers i Houston Rockets. Przez 48 minut czystej gry, zawodnicy obu klubów zdobyli łącznie aż 275 punktów, a mecz zakończył się przegraną zespołu z "Miasta Aniołów" 130:145.

To piąta przegrana z rzędu i 53. w tym sezonie zespołu Los Angeles Lakers. 16-krotny mistrz NBA, który swój ostatni tytuł zdobył w 2010 roku, w tym sezonie zasadniczym wygrał tylko 25 razy, co jest najgorszym wynikiem tego klubu od ponad pół wieku. W 1960 roku, grający wówczas pod nazwą Minneapolis Lakers, w sezonie zasadniczym wygrali 25 z 75 rozegranych meczów. W historii (od 1949 roku) "Jeziorowcy" tylko pięciokrotnie nie zdołali awansować do play off. W tym roku będzie tak po raz szósty, gdyż do zakończenia sezonu zasadniczego mają oni do rozegrania już tylko cztery mecze.

Reklama

W ostatnich meczach nie popisali się także liderzy obu konferencji. Lider Konferencji Zachodniej - San Antonio Spurs przegrał na wyjeździe z Minnesotą Timberwolves 91:110, a najlepsza drużyna Konferencji Wschodniej
- Miami Heat z Brooklyn Nets na własnym parkiecie 87:88.

Po serii 19 wygranych trener "Ostróg" Gregg Popovich dał swoim zawodnikom sygnał do krótkiego odpoczynku, by zebrali siły i ponownie zmobilizowali się na play off.

W Minneapolis w ich barwach zabrakło lidera i najlepszego strzelca - francuskiego rozgrywającego Tony'ego Parkera. Poza tym, gdy do przerwy gospodarze osiągnęli 20-punktową przewagę, szkoleniowiec Spurs oszczędzał siły podstawowych graczy.

Francuz Boris Diaw i Cory Joseph z 13 pkt byli najskuteczniejsi w ekipie gości. "Leśne Wilki" do sukcesu poprowadzili Hiszpan Ricky Rubio - 23 pkt i siedem asyst oraz Kevin Love - 19 pkt i 12 zbiórek.

- Rywale byli lepsi w każdym elemencie gry. Nie mieliśmy nic do powiedzenia, wielu moim zawodnikom zabrakło energii i agresywności - ocenił Popovich.

Zwycięzcy zajmują 10. miejsce na Zachodzie (39-38), ale praktycznie nie mają szans na awans do play off.

Porażki doznała też najlepsza obecnie drużyna Konferencji Wschodniej - Miami Heat. Obrońcy tytułu ulegli we własnej hali Brooklyn Nets 87:88.

Bohaterem gości był Mason Plumlee. Najpierw 40 s przed końcem gry zapewnił im trzypunktowe prowadzenie, a w ostatniej akcji meczu, która mogła przesądzić o zwycięstwie Heat, zablokował pod koszem samego LeBrona Jamesa.

Gwiazdor gospodarzy, który uzyskał 29 pkt, miał 10 zbiórek i sześć asyst, miał pretensje do arbitrów, że nie zauważyli faulu koszykarza Nets.

- Próbując zablokować moją akcję, złapał mnie za prawą rękę - ocenił sytuację James, którego opinię podzielił trener zespołu z Florydy Erik Spoelstra: - Z miejsca, gdzie stałem, widziałem ewidentne przewinienie.

Plumlee, który zdobył w całym spotkaniu osiem punktów, odparł: - W pierwotnym zamyśle miałem zamiar go sfaulować, by rzucał wolne. Sędziowie uznali jednak, że było to czyste zagranie, więc tym większa moja radość.

Joe Johnson z 19 pkt był liderem Nets, którzy z bilansem 43-34 plasują się obecnie na piątym miejscu w swojej konferencji. Heat - 53-24 - mają jedną porażkę mniej niż depcząca im po piętach Indiana Pacers.

Na 41 zatrzymał się licznik kolejnych meczów Kevina Duranta, w których zdobył co najmniej 25 pkt. We wtorek spotkanie z Sacramento Kings, wygrane przez jego drużynę 107:92, lider Oklahoma City Thunder zakończył z dorobkiem 23. Czwartą kwartę oglądał jednak z ławki rezerwowych.

Lepszym osiągnięciem od Duranta w NBA mogą się pochwalić tylko dwaj legendarni koszykarze - Oscar Robertson (46 meczów w sezonie 1963/64) i Wilt Chamberlain (80 w 1961/62).

- Jestem z kilku powodów niezmiernie szczęśliwy. Po pierwsze dlatego, że przeszedłem do historii, a po drugie, że całe zamieszenia towarzyszące temu liczeniu dobiegło końca i teraz wszyscy mogą się skupić na zespole, a nie na mnie - przyznał Durant.

23 pkt dla gości zdobył też rezerwowy Caron Butler. O jeden więcej zanotował najskuteczniejszy wśród "Królów" DeMarcus Cousins.

Thunder z bilansem 56-21 zajmują drugie miejsce na Zachodzie, ale ich strata do Spurs jest dość wyraźna.

Z kolei 21 pkt w spotkaniu z Utah Jazz (95:83) pozwoliło grającemu w Dallas Mavericks Dirkowi Nowitzkiemu awansować na 10. pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Niemiec, który występuje w NBA od 1999 roku, ma obecnie w dorobku 26 714 pkt, o cztery więcej niż Oscar Robertson. Natomiast 232 brakuje mu do wyprzedzającego go bezpośrednio Hakeema Olajuwona.

Wtorkowe wyniki:

Atlanta Hawks - Detroit Pistons             95:102

Los Angeles Lakers - Houston Rockets       130:145

Miami Heat - Brooklyn Nets                  87:88

Minnesota Timberwolves - San Antonio Spurs 110:91

Sacramento Kings - Oklahoma City Thunder    92:107

Utah Jazz - Dallas Mavericks                83:95

Dowiedz się więcej na temat: James Harden | Houston Rockets | los angeles lakers | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje