Polka znalazła się w środku afery przed igrzyskami. Teraz wyjaśnia. Zapewnia, że nie odpuści
To była największa afera przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo w reprezentacji Polski. Polski Związek Narciarski postanowił wysłać na tę imprezę w narciarstwie alpejskim Nikolę Komorowską, a nie Anielę Sawicką. Ta pierwsza, po narastającej fali hejtu, zdecydowała się zrezygnować z wyjazdu na igrzyska, a chwilę później PZN zmienił swoją decyzję i do Włoch posłał Sawicką. Teraz 19-latka po raz pierwszy zabrała publicznie głos na łamach Interia Sport. Opowiedziała o tym, co się działo w jej głowie, kiedy przez kilkadziesiąt godzin była olimpijką, by ostatecznie na igrzyska nie pojechać. Obiecała też jedną rzecz - walkę o medal w tej imprezie w przyszłości.

Nikola Komorowska, decyzją zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, znalazła się w kadrze Polski w narciarstwie alpejskim na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Burzę rozpętał w tej sytuacji ojciec Anieli Sawickiej, twierdząc, że córka została pokrzywdzona.
Trener kadry Marcin Orłowski nie wskazał jednoznacznie na jedną z tych alpejek. W tej sytuacji zarząd PZN podjął decyzję o głosowaniu. W nim wybrano Komorowską.
Przez kilkadziesiąt godzin Nikola Komorowska była olimpijską. Ruszyła nagonka na nastolatkę. "Psychicznie byłam wrakiem"
Działacze uznali bowiem, że ma ona bowiem znacznie większe szanse na zajęcie wyższego miejsca w zjeździe i supergigancie, niż Sawicka w slalomie.
Rozpętała się burza, której efektem była nagonka na Komorowską. Na zawodniczkę spadł hejt. Oberwało się też PZN, który zaczął działać w tym kierunku, by zmienić decyzję. Ostatecznie sama 19-latka zrezygnowała z wyjazdu na igrzyska, a związek poinformował chwilę później o tym, że zarząd dokonał zmiany w składzie.
Przez chwilę byłam olimpijką, ale wyszła z tego naprawdę duża afera. Nie chciałam w niej uczestniczyć. Nie chcę też zbyt szeroko poruszać tego tematu, bo był to dla mnie trudny czas. Myślałam, że odskocznią będzie wyjazd na obóz i starty w zawodach, ale okazało się, że nie - psychicznie byłam wrakiem. Myśli zaczęły zmierzać w zupełnie inną stronę. Musiałam wrócić z obozu i zrobić sobie krótką przerwę od nart. Spędziłam ten czas z rodziną, w której mam największe oparcie
Nasza alpejka przyznała, że dla niej celem na tę zimę nie był wyjazd na zimowe igrzyska olimpijskie, a udany start w mistrzostwach świata juniorów w Narwiku.
- Na tej imprezie chciałam się przede wszystkim skupić. Odbywała się ona dość późno, bo w marcu, podczas gdy mistrzostwa świata juniorów zazwyczaj rozgrywane są na przełomie stycznia i lutego. W międzyczasie startowałam w Pucharze Europy i byłam blisko zdobycia pierwszych punktów. Moje plany częściowo pokrzyżowały jednak mistrzostwa Polski, na których zdobyłam złoty medal w supergigancie. Ten start pojawił się niespodziewanie, a zgodnie z regulaminem był obowiązkowy, przez co musiałam zrezygnować z jednego występu w Pucharze Europy. Wiedziałam, że jestem brana pod uwagę przy ustalaniu kadry na igrzyska, choć nie było pewności, czy ostatecznie pojadę. Razem z trenerem byliśmy przygotowani na oba scenariusze. Gdybym znalazła się w składzie, nastawiałabym się przede wszystkim na zdobywanie doświadczenia, a nie walkę o czołowe lokaty. Ostatecznie otrzymałam nominację, co oznaczało rezygnację z kolejnego startu w Pucharze Europy we Francji, gdzie miałam realną szansę na zdobycie punktów. Zamiast tego skupiliśmy się na treningu motorycznym i krótkim zgrupowaniu. W tym czasie pojawiła się jednak dodatkowa komplikacja związana z zamieszaniem wokół powołań - opowiadała Komorowska.
- Nie byłam osobą decyzyjną. Razem z trenerem nie mieliśmy wpływu na wybór kadry, a odczułam to tak, jakbym to ja była winna całego tego zamieszania. To bolało, ale nie mam żalu do nikogo, chyba że o niesprawiedliwy i agresywny hejt wobec mojej osoby. Wiem, że jeszcze pojawi się szansa, by pojechać na igrzyska, choć to nie jest mój cel. Tym jest walka o medal na nich. Zapewniam, że nie odpuszczę - dodała.
Jest jedną z niewielu Polek, które podejmują takie wyzwanie. Regulamin budzi jej wątpliwości
19-latka doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby zdobywała punkty Pucharu Świata, czy Pucharu Europy, to byłaby w innej sytuacji. Jest jedyną zawodniczką w Polsce - poza Maryną Gąsienica-Daniel - która jeździ szybkie konkurencje i uważa, że regulamin dotyczący powołań nie jest do końca dobrze napisany. Punkty zdobywane w konkurencjach technicznych nie mają bowiem takiej samej wartości, jak punkty FIS zdobywane w konkurencjach szybkich.
- Bazujemy przede wszystkim na miejscu rankingowym, gdzie w regulaminie jest mowa tylko o punktach FIS. Tymczasem miejsce w rankingu bardziej urzeczywistnia aktualną poziom zawodnika i tego, jaki ma potencjał - zauważyła.
Komorowska zapytana o to, dlaczego zrezygnowała z wyjazdu a igrzyska, odparła:
Gdyby igrzyska były dla mnie główną imprezą, to pewnie obrałabym inną drogę. Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że chcę być sportowcem, a nie gwiazdą medialną, robiącą szum w internecie. Jedyne, czego chcę, to jeździć na nartach - to daje mi radość, zwłaszcza w konkurencjach szybkościowych. Widzę, że z upływem czasu idzie to w dobrym kierunku. Rezygnacja z wyjazdu była dla mnie trudną, ale przemyślaną decyzją. Bardziej bolało mnie jednak to, co się działo wokół mojego powołania, zwłaszcza wspomniany wcześniej hejt, z czym nigdy wcześniej się nie spotkałam.
Komorowska to zawodniczka AZS Zakopane. Pochodzi z Warszawy, a ciekawostką jest fakt, że na tyle oddała się narciarstwu, że w wieku siedmiu lat postanowiła... opuścić rodziców i wyjechała do dziadków do Zakopanego.
Wtedy, poza narciarstwem alpejskim uprawiała jeszcze biegi. Teraz postawiła już tylko na ten pierwszy sport.
Wybrała konkurencje, które w Polsce jeździ się rzadko. Większość naszych alpejczyków stawia na slalom i slalom gigant, a Komorowska, skupiła się na supergigancie i zjeździe. Ciągle robi systematyczne postępy, choć to konkurencje, które wymagają o wiele większej gimnastyki, jeśli chodzi o treningi.
- W młodszym wieku wolałam jednak jazdę na krótszych nartach. Osiągałam dobre wyniki w Pucharze Polski. Do przełamania doszło jednak w czasie Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy (EYOF) w Tarvisio w 2023 roku. W konkurencji supergiganta byłam najlepszą z Polek. Trenerzy zauważyli, że jestem odważna i można byłoby pójść w kierunku długich nart. Wtedy też zakupiłam swoje pierwsze narty supergigantowe. Zostałam też od razu wicemistrzynią Polski, a miałam zaledwie 16 lat. Wtedy pomyślałam, dlaczego nie spróbować tego. Od tego momentu zaczęłam bardziej stawiać na konkurencje szybkościowe - wyjaśniła Komorowska.
Tak naprawdę zjazd trenuje głównie przy okazji treningów na zawodach. Z supergigantem jest jeszcze gorzej, bo w nim nie ma oficjalnych treningów. Starty w zawodach są dla niej treningiem, choć - od czasu do czasu pojawia się możliwość poćwiczenia na nieco krótszej trasie. Nie jest zatem łatwo w Polsce rozwijać się w konkurencjach szybkościowych.
- W ubiegłym roku miałam jednak okazję - za co bardzo dziękuję AZS Zakopane oraz Polskiemu Związkowi Narciarskiemu - wyjazdu do Chile. Gdyby nie on, to nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Tam miałam okazję potrenować z najlepszymi. Mogłam zapoznać się z prawdziwą trasą zjazdową - powiedziała Komorowska.
To zawodniczka, która w konkurencjach szybkościowych bardzo szybko zaczęła osiągać obiecujące wyniki. W 2024 roku była 17. w supergigancie w młodzieżowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. Zaczęła startować w Pucharach Europy, w których była blisko zdobycia punktów. W końcu - jako pierwsza Polka od 11 lat wystąpiła w Pucharze Świata w zjeździe. W St. Moritz zajęła 56. miejsce. Z nadziejami jechała mistrzostwa świata juniorów do Narwiku. Tam jednak odwołano rywalizację w jej koronnej konkurencji zjeździe ze względu na warunki.
- Moim celem była tam walka o miejsce w "15". To byłoby już coś - przyznała.
Ostatecznie z Narwiku wróciła z 30. miejscem w supergigancie i 37. w slalomie gigancie. Była też 14. w drużynowym slalomie równoległym i 16. w drużynowej kombinacji.
Inspiracją jest dla niej Maryna Gąsienica-Daniel. Sama kupuje sobie sprzęt
Dla Komorowskiej wielką inspiracją jest Maryna Gąsienica-Daniel. Ona pokazała, że także z polskim trenerem - Marcinem Orłowskim - można dojść do światowej klasy wyników. Zakopianka była przecież blisko zdobycia medalu zarówno w igrzyskach, jak i mistrzostwach świata.
19-latka mieszka w Zakopanem, ale regularnie bywa w Warszawie, gdzie studiuje na pierwszym roku Akademii Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego.
- Mam tam bardzo dobre warunki, w tym stypendium oraz indywidualny tok nauczania, co jest dla mnie ważne - powiedziała.
W przyszłym sezonie Komorowska chciałaby regularnie startować w Pucharze Europy, ale też częściej pojawiać się w Pucharze Świata. Celem, podobnie jak w tym sezonie, będą mistrzostwa świata juniorów. Ostatnie dla niej w karierze.
- Jeśli Polski Związek Narciarski umożliwi mi kontynuację tego co robię, to mam nadzieję, że już będę mogła tam walczyć o wysokie lokaty. W przyszłym roku są też mistrzostwa świata seniorów. Być może uda mi się na nie zakwalifikować, ale to nie będzie dla mnie nadrzędny cel. Zainwestowałam w sprzęt do konkurencji szybkościowych, więc stawiam właśnie na rywalizację w nich. Długie narty sprawiają mi wielką frajdę. Uczę się jazdy na bardziej płaskich odcinkach, a świetnie czuję się na tych stromych - mówiła.
Sprzęt kupuje sobie sama. Ma jednak wielkie wsparcie rodziny.
Zobacz również:














