Reklama

Reklama

Pierwszy alpejczyk z Jamajki na igrzyskach olimpijskich

Benjamin Alexander jest pierwszym alpejczykiem z Jamajki, który zakwalifikował się do startu w igrzyskach olimpijskich. W lutym w Pekinie będzie mógł wystąpić w slalomie gigancie, kontynuując krajowe tradycje zapoczątkowane przez bobsleistów.

38-letni były didżej nie ukrywa, że historia bobsleistów, którzy wystąpili w 1988 roku w Calgary, a później ich historię zekranizowano w filmie "Reggae na lodzie", była dla niego inspiracją.

"Rozmawiałem z Dudleyem Stokesem, pilotem bobslejowej czwórki z 1988 roku. To było w październiku, kiedy szukałem wszelkich informacji, które pomogłyby mi w treningu, bo nie stać mnie na stałego szkoleniowca. On doradził mi, by skupić się na podstawach, a nie zaprzątać sobie głowy nowinkami, ciekawostkami" - przyznał Alexander.

Reklama

Na nartach jeździ dopiero od sześciu lat, a oprócz braku stałego trenera, nie dość środków finansowych, by zainwestować w najlepszy sprzęt, do tego z powodu pandemii COVID-19 miał problemy z regularnym ćwiczeniem.

"Miałem wątpliwości, bo myślałem, że to szalony i nierealny pomysł, by zakwalifikować się na igrzyska, zwłaszcza że przy zamkniętych granicach i odwoływanych nieraz w ostatniej chwili zawodach trudno było cokolwiek planować" - powiedział Reutersowi Jamajczyk.

Olimpijski paszport wywalczył zajmując siódme miejsce w narciarskich mistrzostwach... Wysp Zielonego Przylądka, które w styczniu odbyły się w... Liechtensteinie.

Pochodzący z Wielkiej Brytanii Alexander, którego ojciec jest Jamajczykiem, pierwsze kroki na nartach stawiał w Kanadzie. Przewracał się często, ale to go nie zniechęcało.

"Czerpałem wiedzę ze wszelkich możliwych źródeł. Żeby zobaczyć na własne oczy najlepszych i chłonąć olimpijską atmosferę, pojechałem jako kibic na igrzyska do Pjongczangu cztery lata temu" - podkreślił.

Zdaje sobie sprawę, że rywalizacja ze światową czołówką nie jest dla niego, ale chce zainspirować do jazdy na nartach ludzi z innych małych i równie egzotycznych w świecie sportów zimowych krajów.

"Jamajka słynie z sukcesów w letnich igrzyskach, głównie dzięki lekkoatletom. Ale możliwe, że startując w zimowej olimpiadzie zrobię dla kraju jeszcze więcej" - wspomniał narciarz.

Jak dodał, nie stawia sobie żadnych celów.

"Będę przecież ścigał się z ludźmi, którzy jeżdżą na nartach od drugiego roku życia, a ich rodzice czy później kluby i federacje sportowe zainwestowały mnóstwo pieniędzy w ich trening. Ja już dokonałem czegoś nierealnego, a nie jestem żadnym Supermanem, tylko człowiekiem, który chce zainspirować młodych ludzi, by nie porzucali swoich marzeń. A może kiedyś Jamajka doczeka się medalu zimowych igrzysk" - podsumował Alexander.

W Pekinie zamierza się zameldować 3 lutego, a jego start w slalomie gigancie jest zaplanowany na 13 lutego.

Jamajka ma również zapewnioną olimpijską kwalifikację w męskich czwórkach i dwójkach bobslejowych oraz kobiecych monobobach.

pp/ co/

Czytaj też: Mistrzyni olimpijska wybiera kwarantannę, by wystartować w Pekinie

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy