Reklama

Reklama

Narciarstwo alpejskie. Mikaela Shiffrin: Wygranie wyścigu nie oznacza, że zawsze będę wygrywać

Amerykańska narciarka alpejska wkrótce ma wystąpić w mistrzostwach świata i to w aż czterech konkurencjach. "Jazda na nartach i wygrywanie na tym poziomie jest naprawdę trudne" - powiedziała Mikaela Shiffrin, która w swoim dorobku ma już pięć mistrzowskich tytułów.

Mikaela Shiffrin kolejny raz ma zmierzyć się z najlepszymi zawodniczkami podczas narciarskich mistrzostw świata. Tym razem Amerykanka chce wziąć udział w czterech konkurencjach. Kibice mają zobaczyć ją w slalomie, slalomie gigancie, supergigancie oraz w kombinacji.

Reklama

Najwięcej, bo aż cztery z pięciu złotych medali światowego czempionatu narciarka zdobyła w slalomie. Pierwszy tytuł trafił w jej ręce w 2013 roku. To zresztą jej koronna konkurencja, w której wywalczyła aż sześć Małych Kryształowych Kul.

"Jestem niesamowicie podekscytowana, mogąc ponownie pokazać wysoki poziom narciarstwie w zawodach, a zwłaszcza w slalomie gigancie. Jazda na nartach i wygrywanie na tym poziomie jest naprawdę trudne. Czuję, że wciąż nadrabiam zaległości w treningu" - powiedziała Mikaela Shiffrin dla "The Owl Post", opisującego historie sportowców.

Amerykanka odniosła się między innymi do sytuacji treningowej oraz kontuzji pleców, z którą jeszcze nie tak dawno się borykała. Stwierdziła, że podobnie jak inni nie miała wielu okazji, aby jeździć na nartach w warunkach zbliżonych do tych pucharowych. Wraz ze sztabem szkoleniowym znaleźli na to jednak swoje sposoby.

"Wiedziałam, że przede mną jeszcze dużo pracy, aby osiągnąć poziom innych, a kontuzja pleców sprawiła, że czułam się jeszcze bardziej w tyle, tracąc grunt wśród moich przeciwników oraz najlepszą wersję samej siebie" - powiedziała narciarka, twierdząc, że wszystko wymagało sporego poświęcenia i cierpliwości.

Mistrzyni świata opowiedziała również o tym, jak wygląda jej funkcjonowanie w ciągu sezonu. Dzień startowy toczy się zazwyczaj od przejazdu do przejazdu. Reszta czasu to zbieranie siły na krótką chwilę, w której chce pokazać się z mocnej strony.

"Muszę być w stanie rozprowadzić całą energię, którą mam w sobie przez cały dzień, aby móc być najlepszą przez półtorej minuty rano i jeszcze przez półtorej minuty po południu. Pozostałe dwanaście godzin zwyczajnie czekam z chęcią pojechania na narty. Czekanie jest zdecydowanie bardziej męczące niż całodzienny ciężki trening" - dodała dwukrotna mistrzyni olimpijska.

Mikaela Shiffrin ma świadomość tego, że nic nie jest na zawsze. Sukcesy są wynikiem ciężkiej pracy przemieszanej z odrobiną szczęścia, ale osiągnięcie czegoś, nie oznacza, że zawsze będzie się najlepszym.

"Powrót na szczyt był przyjemny, ale to dopiero pierwszy krok w długiej podróży pełnej pułapek. Ludzie mówią: "wróciłaś!". Ja myślę: "nie wróciłem!". Dzisiaj było dzisiaj, jutro będzie jutro i następny dzień też będzie inny. Wygranie wyścigu nie oznacza, że ​zawsze będę wygrywać" - zaznaczyła Amerykanka.

Alpejka tłumaczy, że ludzie często widzą tylko jej sukcesy w liczbach i myślą, że kolejna wygrana jest oczywista. Sukces podnosi jednak poprzeczkę wyżej.

"Jeśli jesteś na szczycie, twoja ciężka praca pomaga również ulepszać innych narciarzy. To tak, jakbyś pisał książkę, którą wszyscy inni mogą śledzić, podczas gdy dla ciebie nie ma żadnych wytycznych ani instrukcji. Jest tylko dodatkowa dawka stresu, która sprawia, że ​​zadajesz sobie pytanie, czy robisz to dobrze" - dodała jeszcze Mikaela Shiffrin.

Początek narciarskich mistrzostw świata zaplanowano na 8 lutego. Na starcie zobaczymy również reprezentantki Polski - Marynę Gąsienicę-Daniel oraz Magdalenę Łuczak.

AB



Dowiedz się więcej na temat: narciarstwo | narciarstwo alpejskie | Mikaela Shiffrin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama