Reklama

Reklama

MŚ w narciarstwie alpejskim. Ted Ligety nie pożegna się w piątek

Ted Ligety z powodu kontuzji pleców nie wystartuje w zaplanowanym na piątek slalomie gigancie w Cortina d'Ampezzo. Miał to być jego pożegnalny występ w karierze.

"Ted Ligety ogłosił, że z powodu problemów z plecami wróci do Stanów Zjednoczonych wcześniej niż planowano, co oznacza, że musi zrezygnować z ostatniego startu w karierze, zaplanowanego w Cortinie na 19 lutego. Dziękujemy za jego olbrzymi wkład w rozwój tej dyscypliny" - napisał w mediach społecznościowych amerykański team.

Reklama

36-letni Ligety w 2006 roku w Turynie sięgnął po złoty medal olimpijski w kombinacji, a po raz drugi mistrzem igrzysk został osiem lat później w Soczi triumfując w slalomie gigancie. W dorobku ma także pięć tytułów mistrza świata - pierwszy z 2011 w gigancie z Garmisch-Partenkirchen, ostatni z 2015 roku także w gigancie z Beaver Creek.

Pięć razy zdobył małą "Kryształową Kulę" za gigant, w której to konkurencji odniósł 24 ze swoich 25 zwycięstw w Pucharze Świata. 52-krotnie stanął na podium zawodów tego cyklu. Słynny Austriak Marcel Hirscher nazwał go kiedyś "Mr. GS", nawiązując do opinii najlepszego gigancisty globu, jaka przylgnęła do Amerykanina.

W Cortinie d'Ampezzo miał po raz ósmy wystąpić w MŚ.

Teraz - jak zapowiedział - więcej czasu będzie spędzać z rodziną w domu w Park City w stanie Utah. On i jego żona Mia mają prawie czteroletniego syna oraz siedmiomiesięczne bliźniaki.

Oprócz tego poświęci się prowadzeniu firmy "Shred", założonej po igrzyskach w 2006 roku, a produkującej sprzęt narciarski: gogle, kaski, okulary przeciwsłoneczne, rękawiczki i odzież wierzchnią.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje