Reklama

Reklama

Maryna Gąsienica-Daniel: W narciarstwie alpejskim brakuje pieniędzy

Maryna Gąsienica-Daniel nie ukończyła pierwszego przejazdu w inauguracyjnych zawodach alpejskiego Pucharu Świata w Soelden. Po przekroczeniu linii mety opowiedziała Interii czego brakuje polskim zawodnikom do najlepszych.

Polskie narciarstwo alpejskie od lat jest w niesłychanym dołku. Celem niemal wszystkich polskich zawodników jest awans do drugiego przejazdu podczas zawodów Pucharu Świata. To jednak szczyt ich możliwości, bo jeśli uda im się dokończyć pierwszy przejazd, to zajmują miejsca pod koniec stawki.

Czego więc brakuje polskim zawodnikom, by być bliżej czołówki?

Maryna Gąsienica-Daniel: - Ważną rolę odgrywają kwestie finansowe. Na pewno nie mam zapewnionego takiego przygotowania, jak inne zawodniczki. I tak cieszę się, że cały czas mogę się z nimi ścigać i nie odskakują mi tak daleko, że mogłabym ich nie dogonić.

Reklama

- Niestety, w Polsce nie mamy jednej czołowej zawodniczki jak we Włoszech czy w innych krajach. Nie ma kogoś, kto mógłby "pociągnąć" mnie w górę. To ja muszę się wybić, żeby później móc "pociągnąć" kogoś innego. W naszym kraju najlepsza jestem ja i Sabina Majerczyk, z którą możemy się razem ścigać. Ciężko jednak nadążać za dziewczynami z czołówki Pucharu Świata, które rywalizują ze sobą na treningach i mają wspólne konsultacje - uważa Gąsienica-Daniel.

Polski zespół przyjechał do Soelden w... dwuosobowym składzie. Poza zawodniczką do Austrii udał się jedynie jej trener. W zawodach mężczyzn nie mieliśmy swoich reprezentantów. Inne ekipy to cały sztab ludzi, dla których zawody Pucharu Świata są prawdziwym świętem.

- Nie mam fizjoterapeuty, a na zawody jeżdżę z trenerem, który sam przygotowuje mi narty. U moich rywalek wygląda to tak, że jest główny trener, drugi trener, fizjoterapeuta, serwismen i psycholog. A u nas tego po prostu nie ma. Nie możemy też jechać na obozy do Nowej Zelandii czy do Chile i przygotowywać się na tak wysokim poziomie tak, jak nasze przeciwniczki z innych krajów - dodaje Gąsienica-Daniel.

- Zazdroszczę zagranicznym zawodniczkom, ale nawet nie tego, że mają tylu trenerów. Zazdroszczę im przede wszystkim tego, że na co dzień mogą trenować z dziewczynami lepszymi od siebie. Mają kogoś, kto może je "ciągnąć" w górę - uważa nasza jedyna reprezentantka w Soelden.

Inna sprawa, że Polacy regularnie zawodzą w Pucharze Świata. Ba, nawet w Pucharze Europy nie prezentują odpowiedniego poziomu. Trudno więc wymagać, by dyscyplina, w której nie odnosimy żadnych sukcesów, miała stać się flagowym projektem polskiego sportu.

Tymczasem światową czołówkę Pucharu Świata można oglądać na antenie Eurosportu.

Z Soelden Łukasz Szpyrka​


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje