Reklama

Reklama

Łzy Vonn, wybuch radości Maze po superkombinacji

Faworytka gospodarzy w alpejskich mistrzostwach świata w Beaver Creek Lindsey Vonn bardzo długo robiła dobrą minę do złej gry. Za kulisami jednak nie wytrzymała i po wypadnięciu z trasy w drugiej konkurencji superkombinacji - slalomie, wybuchła płaczem.

W całkowicie innym nastroju była triumfatorka Tina Maze. Słowenka wielokrotnie uchodziła za faworytkę tej konkurencji, a nigdy nie sięgnęła po złoto. Udało jej się dopiero w poniedziałek.

- Ten medal jest dla mnie czymś szczególnym. Zawsze mówiono, że powinnam wygrać, a stanęłam na najwyższym stopniu podium w superkombinacji po raz pierwszy w karierze. Gdyby tym razem znowu się nie udało, nie wiem, co bym zrobiła. Czułam niesamowitą presję, dlatego też strasznie się stresowałam przed slalomem - przyznała. Po jego zakończeniu z radości zrobiła "gwiazdę" na śniegu.

Reklama

Gospodarze oczekiwali, że na jej miejscu będzie stała Vonn. Amerykanka, która w tym sezonie wróciła po bardzo ciężkiej kontuzji kolana, nie spełniła jednak marzeń kibiców i swoich. Po zjeździe traciła do liderki Maze już ponad sekundę, a w slalomie złapała tyczkę i nie dokończyła rywalizacji.

Emocjonalnie nie wytrzymała. Pożegnała się z kibicami i w namiocie dla zawodników wybuchła płaczem. - Doskonale wiem, co teraz czuje. Doświadczyłam też takiego uczucia i jej współczuję - powiedziała Maze, która wierzy w to, że Vonn w kolejnych konkurencjach znowu będzie się liczyć.

- Po prostu potrzebuje teraz dużej wiary we własne umiejętności. Jestem pewna, że się podniesie i będzie godną rywalką dla nas wszystkich - zaznaczyła Słowenka.

Vonn miała być w Beaver Creek gwiazdą amerykańskiej ekipy. Ona sama mówiła, że chce zdobyć kilka medali. Na razie na koncie ma jeden - brązowy z supergiganta. W zjeździe była piąta, superkombinacji nie ukończyła. Czeka ją jeszcze rywalizacja w slalomie gigancie.

- Wiele po mnie oczekiwano, a ja naprawdę robię, co mogę - powiedziała do dziennikarzy tuż po superkombinacji. Już wówczas łamał jej się głos.

- Starałam się. To wielkie rozczarowanie dla mnie, dla mojej rodziny i kibiców - dodała. Nie chciała szukać usprawiedliwienia, ale oblodzona trasa sprawiła, że znowu czuła ból w kolanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama