Jędrzej Dobrowolski: Chcę się skupić na biciu rekordów

Jędrzej Dobrowolski nie zamierza w sezonie 2017 startować w mistrzostwach świata w narciarstwie szybkim. "Chcę się skupić na biciu rekordów, to kwintesencja tego sportu" - podkreślił 35-letni zakopiańczyk, do którego należy najlepszy wynik w kraju, wynoszący 244,233 km/h.

Rezultat ten uzyskał w zawodach Speed Masters we francuskim Vars 26 marca 2016 roku. Jak zaznaczył, ta impreza stanowi dla niego priorytet.

Reklama

"Mistrzostwa świata w Szwecji zaplanowano na marzec, przed Speed Masters. Musiałem więc dokonać wyboru, ale długo się nie zastanawiałem. Zawody we Francji są dla mnie znacznie ważniejsze i na nich chcę się skupić. Bicie rekordów jest kwintesencją narciarstwa szybkiego. W Szwecji nie uzyska się znacznych prędkości, co najwyżej 170 km/h. A to żaden wynik..." - powiedział Dobrowolski.

Jak dodał, organizatorzy zawodów w Vars zrezygnowali z przeprowadzania kwalifikacji i do startu zaprosili elitę - 10 najszybszych narciarzy, a także snowboardzistów, wśród których jest rekordzista Polski (158,033 km/h) Michał Pawlikowski. Jak przyznał, jego celem jest poprawienie najlepszego osiągnięcia na świecie - 203 km/h należącego do Francuza, o polsko brzmiącym nazwisku, Edmonda Plawczyka.

Dobrowolski uważa, że przy sprzyjających warunkach może zbliżyć się do rekordu globu Włocha Ivana Origone wynoszącego 254,958 km/h. Pomiaru dokonuje się w końcowej fazie zjazdu na odcinku 100 m, po rozbiegu na trasie długości 1100 m.

"Wiem, że stać mnie na jeszcze szybszą jazdę. Tym bardziej, że rezultat 244,233 km/h został osiągnięty w dość krytycznej sytuacji - narta dwa razy mi odjechała i musiałem się ratować. Nie był to przejazd moich marzeń, a wyszedł fajny wynik. To mnie cieszy i wyznacza cel. Jeśli będę miał stabilny przejazd, to prędkość sama przyjdzie. Stawiam na rekord, swój rekord, a jeśli wszystko się należycie ułoży, to może będzie i więcej" - zaznaczył.

Zakopiańczyk jest już w pełnym treningu fizycznym. Jak wyjawił, adrenalina daje się mu we znaki coraz bardziej.

"To jest stan, który lubię najbardziej... Czuję już ogromny głód jazdy, szybkiej jazdy. Po tych kilku miesiącach przerwy psychika znowu mi się przestawia na kolejne rekordy. Koncentracja jest niemal w pełni zwrócona w stronę celu. Sprawdzam z ekspertami dokładnie sprzęt, analizujemy, co możemy zmienić, żeby można było mknąć jeszcze szybciej. Przy takich prędkościach decydują detale. Mamy nowe pomysły dotyczące kombinezonu czy rozwiązań aerodynamicznych takich szczegółów, jak ochraniacz na kręgosłup. Jest dużo pomysłów" - wyliczył.

Mówiąc o przygotowaniach do sezonu nadmienił, że oprócz ćwiczeń sprawnościowych, siłowych, wytrzymałościowych, dużą wagę przykłada do sportów walki.

"One wyrabiają refleks. Jak nie zareaguję w miarę szybko, dostanę po głowie, a na nartach jak nie zdążę skorygować błędu, może się to skończyć upadkiem" - dodał.

Okres świąteczno-noworoczny urodzony w Raciborzu Dobrowolski spędza w gronie rodzinnym pod Tatrami, gdzie mieszka od dzieciństwa.

"Często za miejsce mojego urodzenia media podają Zakopane, ale faktycznie jest nim Racibórz, dokąd matkę przewieziono na krótko ze względów medycznych. Natomiast moja rodzina pochodzi z okolic Lwowa i Krakowa" - wyjaśnił.

Przygodę z szybkościowym zjazdem na nartach rozpoczął w 2008 roku; wówczas to w szwajcarskim Verbier osiągnął prędkość 183 km/h.


Dowiedz się więcej na temat: Jędrzej Dobrowolski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje