Reklama

Reklama

Alpejski PŚ. Maryna Gąsienica-Daniel: Trzeba być cierpliwym

Maryna Gąsienica-Daniel po ciężkiej kontuzji i wielomiesięcznej przerwie odnosi sukcesy, jakich w polskim kobiecym narciarstwie alpejskim nie było od występów sióstr Tlałek ponad 30 lat temu. - Trzeba być cierpliwym i powoli piąć się w górę - mówi w rozmowie z PAP.

26-letnia Gąsienica-Daniel w Pucharze Świata zadebiutowała dziewięć lat temu, ale na pierwsze pucharowe punkty musiała czekać do 2017 roku. Za to w trzech startach w tym sezonie zdobyła ich więcej niż w całej wcześniejszej karierze. Najpierw w Lech/Zuers była dziewiąta w slalomie równoległym, w sobotę zajęła 21. miejsce w slalomie gigancie w Courchevel, a w poniedziałek w tej samej konkurencji była 11. W klasyfikacji generalnej PŚ jest 20. Do rywalizacji powróciła po długiej przerwie spowodowanej złamaniem kości piszczelowej podczas treningu w Nowej Zelandii.    

Reklama

PAP: Jak to możliwe, że po tak ciężkiej kontuzji i długiej przerwie jest pani w życiowej formie?

Maryna Gąsienica-Daniel: - To nie tak, że moja dyspozycja nagle wystrzeliła w górę. Już przed kontuzją we wrześniu 2019 roku bardzo dobrze mi szło. Małymi krokami się wspinałam, wygrywałam Puchary Europy, punktowałam w Pucharze Świata. Trzeba być cierpliwym. Ja przez te wszystkie lata ciężko pracowałam, rosłam narciarsko.

Ale to chyba nie był łatwy powrót na stoki? 

- To była ciężka kontuzja. W tym powrocie fizycznym i psychicznym pomogło mi wiele osób, którym teraz mogę bardzo podziękować - rodzinie, lekarzom, ekipie, sponsorom. Bez tych wszystkich osób, które otoczyły mnie ciepłą opieką, to byłoby niemożliwe. Te wyniki to też ich sukces.

W poniedziałek w drugim przejeździe uzyskała pani drugi czas, pokonując całą światową czołówkę. Czy to był najlepszy przejazd w pani karierze?

- Szczerze mówiąc nie uważam, że to był mój najlepszy przejazd. Miewałam lepsze, choćby na treningach. Pojechałam dobrze, bez potknięć, ale były momenty, gdzie mogło być lepiej. Trzeba też pamiętać, że trasa była ciężka, przełamywała się, a ja startowałam dosyć wcześnie. Dziewczyny jadące po mnie miały gorsze warunki.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl Kliknij!

Czy bardziej ceni pani ten występ w gigancie, czy może nieco wyższe miejsce w slalomie równoległym?

- Zarówno dziewiąte miejsce w slalomie, jak i to 11. w gigancie cenię tak samo wysoko. Oczywiście gigant to alpejska klasyka, ale trzeba pamiętać, że rywalizacja równoległa wchodzi do programu mistrzostw świata i startowała cała czołówka.

Jakie są pani najbliższe plany?

- Teraz mam w planach starty w Pucharze Europy w Austrii i we Włoszech. Na święta wracam do domu, a 28 grudnia wystartuję w Pucharze Świata w Semmering.

Przed mistrzostwami świata w Cortina d'Ampezzo takie wyniki chyba dodają pewności siebie?

- To najlepszy okres w mojej karierze. Te wyniki potwierdzają, że mogę się ścigać z najlepszymi. To dla mnie bardzo ważne.

Rozmawiał Kryspin Dworak (PAP)

krys/ af/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama