Reklama

Reklama

Alpejski PŚ: Marcel Hirscher zdeklasował rywali

Austriak Marcel Hirscher oraz ex aequo jego rodaczka Anna Fenninger i Amerykanka Mikaela Shiffrin okazali się najlepsi w slalomie gigancie inaugurującym sezon alpejskiego Pucharu Świata. Niewiele jednak brakowało, by zawody w Soelden nie doszły do skutku.

Trzykrotny zdobywca Kryształowej Kuli nie dał w niedzielę rywalom żadnych szans. Drugiego Niemca Fritza Dopfera wyprzedził aż o ponad półtorej sekundy, co w tej konkurencji jest olbrzymią przewagą. Dopiero 10. był triumfator trzech poprzednich edycji giganta w Soelden Amerykanin Ted Ligety.

"To był świetny początek Pucharu Świata. Piękna pogoda, niesamowita atmosfera. Hirscher pokazał, że jest fenomenalnie przygotowany do sezonu. Ligety atakował w drugim przejeździe, ale popełnił bardzo poważny błąd. Małym zaskoczeniem jest wysokie, czwarte miejsce 35-letniego Benjamina Raicha, który pewnie powoli będzie już kończył karierę" - powiedział ekspert narciarstwa alpejskiego w Eurosporcie Tomasz Kurdziel.

Reklama

Jedynym polskim akcentem weekendu w Soelden był występ Maryny Gąsienicy-Daniel. Zakopianka na trudnej technicznie trasie zajęła w sobotę 41. miejsce i na pierwsze w karierze punkty Pucharu Świata będzie musiała jeszcze poczekać.

Chociaż sezon narciarski na lodowcu Rettenbach zaczyna się bardzo wcześnie, w tym roku organizatorzy nie byli pewni, czy uda się przygotować trasę. Powodem były wysokie temperatury i brak świeżego śniegu.

"Jeszcze we wtorek nie było śniegu i gdyby taka sytuacja utrzymała się jeszcze jeden dzień, zawody zostałyby odwołane. Mieliśmy stary śnieg do podbudowy trasy, ale na wierzchu musi być świeży. Później było go aż za dużo, w rejonie startu spadło 120 cm, ale to już nie był problem. Zaczęło padać dosłownie w ostatniej chwili. Można powiedzieć, że jesteśmy wielkimi szczęściarzami" - powiedział Oliver Schwarz, szef organizacji turystycznej doliny Oetztal w Tyrolu.

Pucharowe zmagania są świetną okazją do promocji regionu. Dlatego już w kwietniu magazynuje się śnieg, a na przygotowanie trasy wydaje się kilkadziesiąt tysięcy euro. "Zawody w Soelden  są dla nas niezwykle ważne. Ludzie widzą w telewizji piękne obrazki i przekonują się, że już w październiku można tu jeździć na nartach. Dlatego tak niepokoiliśmy się o pogodą w tym roku" - dodał Schwarz.

Gospodarze ośrodków narciarskich wydają wielkie pieniądze, by móc gościć najlepszych alpejczyków świata, ale wiedzą, że jest to dobra inwestycja.

"W pucharowy weekend spodziewamy się ok. 45 tys. kibiców i turystów, trzy razy więcej niż zazwyczaj" - podkreślił Schwartz. Sobotnią rywalizacje kobiet obejrzało 13 tys. widzów, a niedzielną mężczyzn ponad dwa razy więcej.

Opisując bogactwo miejscowych tras narciarskich dodał jednak, że nie wszystkie plany udaje się zrealizować.

"I to nie z powodu braku pieniędzy. Mamy świetny projekt połączenia naszego lodowca z pobliską Doliną Pitztal. Koszt to około 50 mln euro. Powstałby jeden z najlepszych regionów narciarskich na świecie, ale organizacje ekologiczne są przeciwne, bo trzeba wybudować tunel i kolej gondolową. Może uda się to zrealizować za dwa lata" - prognozuje, ale raczej bez przekonania w głosie.

Po zmaganiach w Soelden alpejczyków czeka kilka tygodni przerwy. Kolejne zawody odbędą się w połowie listopada w fińskim Levi.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje