Reklama

Reklama

Alpejski PŚ. Dominik Paris wygrał zjazd w Kitzbuehel

Na końcowym odcinku, tuż przed metą, przekraczają dozwoloną na autostradach prędkość, pędząc 140-145 km/godz. Mają tylko narty, buty, strój i kask na głowie i są szczęśliwi, że właśnie wyjechali z piekła. W Kitzbuehel odbył się legendarny bieg zjazdowy. Po raz trzeci w karierze wygrał Włoch Dominik Paris.

- Na tej trasie oczekujesz najgorszego, ale kiedy wystartujesz jest gorzej niż myślałeś - opisał swoje przeżycia ze startu francuski zjazdowiec Pierre-Emmanuel Dalcin.

Absolutnie przerażające

Reklama

Kiedy jeden z młodych narciarzy miał debiutować w Kitzbuehel, starsi zawodnicy przed startem spytali go, gdzie zostawił rzeczy. Gdy odpowiedział zaskoczony, że przecież to normalne, że w hotelu, ci zaśmiali się i wytłumaczyli mu, że na tych zawodach lepiej tego nie robić, bo trzeba je będzie za chwilę przenieść do szpitala.

- Jeśli decydujesz się na zjazd ze Streifu (nazwa trasy) to tak jakbyś rzucił się do krateru podczas erupcji wulkanu - opisywał zwycięzca zawodów z 2002 i 2004 roku Austriak Stephan Eberharter.

Kanadyjczyk Rob Boyd na początku lat 90. nawet we wspomnieniach mówił o swoim zjeździe z Hahnenkamm z przerażeniem. "Pierwsze trzydzieści sekund są przerażające. Ostatnie trzydzieści sekund są absolutnie przerażające. W środku przejazdu starasz się zrozumieć, jak ci się udało przeżyć pierwszą część i przygotowujesz się mentalnie, na to jak przeżyć finałową.

Nie wszyscy dojeżdżają do mety. Piątkowego zjazdu nie ukończyło siedmiu zawodników. Na szczęście na tej selektywnej trasie nigdy nie doszło do wypadków śmiertelnych, ale przez lata wielu narciarzy w Kitzbuehel pokończyło kariery. W 1987 roku Kanadyjczyk Todd Brooker miał upadek zaliczony do "najbardziej spektakularnego upadku w historii". Brooker przekoziołkował przez kilkadziesiąt metrów, uderzając co chwila głową o stok aż zatrzymał się na siatce. - Normalnie kiedy upadasz, ślizgasz się i lecisz. Ja straciłem przytomność i odbijałem się od podłoża. Gdybym nie widział potem tego na filmie, nie uwierzyłbym, że można było tak upaść - opowiadał. Kanadyjczyk złamał nos, zerwał więzadła. - Przez cztery miesiące właściwie spałem - mówił. Nigdy już nie wystartował w oficjalnych zawodach narciarskich.

Nazwisko zwycięzcy na gondoli kolejki

Na czym polega fenomen i trudność tych zawodów? Z pewnością jest tu trochę legendy. To właśnie w Kitzbuhel narodziła się w 1966 roku idea rozgrywania zawodów Pucharu Świata, zainaugurowanych rok później. Streif jest w programie cyklu od początku istnienia. Dla Austriaków już dawno Kitz było narciarską mekką. Co roku zawody ogląda od 60 do 100 tys. widzów. W najlepszych hotelach miejsca trzeba rezerwować już dziś, żeby mieć zagwarantowane lokum na przyszłoroczne zawody.

Zjazd z Hahnenkamm czyli z Koguciego Grzebienia nie jest za to ani najdłuższą, najbardziej męczącą, najszybszą czy najbardziej skomplikowaną technicznie trasą w cyklu zjazdowego Pucharu Świata. Ale łączy wszystkie najtrudniejsze elementy rzemiosła narciarskiego. Każdy, kto ukończył ten zjazd jest bohaterem, każdy otrzymuje oklaski od wielotysięcznego tłumu zgromadzonego przy mecie i respekt od wszystkich rywali. Zwycięzca przechodzi do historii. Jego nazwiskiem jest nazwana jedna z gondoli kolejki wożących zawodników na miejsce startu.

Ważniejszy niż igrzyska?

Co roku odżywają dyskusje, czy w świecie narciarskim bardziej liczy się zwycięstwo w zawodach olimpijskich czy w Kitzbuehel. Legendarny austriacki zjazdowiec Franz Klammer, który wygrał na igrzyskach i - czterokrotnie - na Streifie twierdzi, że zwycięstwo w Kitzbuehel zapewnia renomę w świecie narciarskim, a na igrzyskach wśród kibiców z całego świata. - Jestem dobrym narciarzem, kiedy zwyciężasz na Hahnenkamm, ale wielkim, kiedy masz złoto w zjeździe na igrzyskach - twierdzi Klammer.

Ekstremalnie trudna trasa, stwarzająca zagrożenie dla zawodników, staje się również od niedawna tematem dyskusji, czy jednak czegoś nie zrobić z najbardziej niebezpiecznymi odcinkami. Sprzeciwiają się temu stanowczo właściciele, organizującego zawody, miejscowego klubu narciarskiego. - Część zawodników startuje w Kitzbuehel właśnie dlatego, że jest tu najtrudniej - mówią.

Tak jak Dominik Paris. W "Kitz" Włoch wygrał po raz trzeci. Poprzednie zwycięstwa odnosił w 2013 i 2017 roku. Więcej wygranych od niego w zjeździe na Streifie mają  tylko Szwajcar Didier Cuche - 5 i bożyszcze gospodarzy Franc Klammer - 4 oraz inny Austriak Karl Schranz. Paris ma 29 lat. Na legendarnym Kogucim Grzbiecie może jeszcze dogonić legendy trasy.

W sobotę i niedzielę w Kitzbuehel odbędą się zawody w slalomie i supergigancie.

Wyniki:

 1. Dominik Paris (Włochy)            1.56,82 

 2. Beat Feuz (Szwajcaria)            1.57,02

 3. Otmar Striedinger (Austria)       1.57,19

 4. Christof Innerhofer (Włochy)      1.57,75

 5. Daniel Danklmaier (Austria)       1.57,76

 6. Benjamin Thomsen (Kanada)         1.57,88

Klasyfikacja generalna PŚ po 24 zawodach:

  1. Marcel Hirscher (Austria)         1036 pkt

  2. Henrik Kristoffersen (Norwegia)    621

  3. Alexis Pinturault (Francja)        560

  4. Beat Feuz (Szwajcaria)             513

  5. Dominik Paris (Włochy)             490

  6. Vincent Kriechmayr (Austria)       465

   . Aleksander Aamodt Kilde (Norwegia) 465

Klasyfikacja zjazdu po 6 zawodach:

 1. Beat Feuz (Szwajcaria)              420

 2. Dominik Paris (Włochy)              320

 3. Christof Innerhofer (Włochy)        260


Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Dominik Paris

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje