Polak o krok od tytułu mistrza Europy. Przed nim dokonały tego legendy
- Realia są takie, że w Rajdzie Walii będziemy musieli wywalczyć pozycję przed Andreą Mabellinim, a także Jonem Armstrongiem. To z kolei oznacza rywalizację o podium, a być może nawet o zwycięstwo. Poprzeczka będzie podniesiona niezwykle wysoko, więc albo będziemy pasjonować się kapitalnym ściganiem, albo któryś z nas popełni kosztowny błąd, starając się urwać pojedyncze sekundy - mówi w wywiadzie z Interią Mikołaj Marczyk, który na dwie rundy przed końcem sezonu jest liderem klasyfikacji generalnej Rajdowych Mistrzostw Europy.

Jakub Żelepień, Interia: Masz ostatnio bardzo intensywny kalendarz. Ledwo wróciłeś z Rajdu Barum, a już trzeba było myśleć o wyprawie do Walii. Lubisz takie tempo?
Mikołaj Marczyk: Jestem przyzwyczajony do takiego rytmu. Kiedy wszystko dobrze się układa, a stan psychofizyczny jest właściwy, takie natężenie startów wbrew pozorom nie jest trudne. Z drugiej strony oczywiście mnogość obowiązków czysto sportowych sprawia, że jest mniej czasu na inną pracę - na przykład na rzecz partnerów albo na rozmowy o przyszłym sezonie. W skali roku pokonuję około 100 tysięcy kilometrów samochodem i nadal lubię to, co robię.
Kilka miesięcy temu pokonałeś natomiast 2831 kilometrów, ale... na jednym baku. Dokonałeś tego w seryjnym samochodzie, w który wlałeś 74 litry paliwa. Pobiłeś tym samym rekord Guinnessa. Odczułeś skokowy wzrost zainteresowania i rozpoznawalności po tym wyczynie?
Z pewnością. Odczułem, że ten rekord trafił do szerokiej grupy osób zainteresowanych motoryzacją, a niekoniecznie sportem lub tym bardziej sportem motorowym. Po organicznych wynikach materiałów, które opublikowaliśmy w związku z tym rekordem, widać było, jak bardzo ta sprawa zaciekawiła ludzi.
W zeszłym roku w rozmowie z moim redakcyjnym kolegą Arturem Gacem powiedziałeś tak: "Mogę przyznać, że mam niższą strefę ryzyka niż inni kierowcy rajdowi. I ona jest trochę za niska do rywalizacji na tym najwyższym poziomie". Coś się w tym zakresie zmieniło czy dziś podpisałbyś się pod tą wypowiedzią?
Myślę, że akceptowalna przeze mnie strefa ryzyka nadal jest niższa niż u moich konkurentów. Zmieniły się natomiast powtarzalność i tempo. Przy tym samym systemie punktacji przed rokiem mieliśmy po sześciu rundach 72 punkty. W tej chwili jest ich 122. To poprawa o ponad 70%.
Do końca sezonu zostały dwa rajdy - w pierwszy weekend września Walia, a w pierwszy weekend października Chorwacja. Twoja przewaga nad drugim w klasyfikacji generalnej Andreą Mabellinim wynosi 11 punktów. Jak czujesz się jako uciekający, a nie goniący?
Realia są takie, że w Rajdzie Walii będziemy musieli wywalczyć pozycję przed Andreą Mabellinim, a także Jonem Armstrongiem. To z kolei oznacza rywalizację o podium, a być może nawet o zwycięstwo. Poprzeczka będzie podniesiona niezwykle wysoko, więc albo będziemy pasjonować się kapitalnym ściganiem, albo któryś z nas popełni kosztowny błąd, starając się urwać pojedyncze sekundy. Wchodzimy w decydującą fazę sezonu i aż zazdroszczę trochę kibicom, że będą mogli przyglądać się temu z boku.
Polska doczekała się trzech rajdowych mistrzów Europy. To Sobiesław Zasada, Krzysztof Hołowczyc i Kajetan Kajetanowicz. Co czujesz, mając świadomość, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za miesiąc dołączysz do tego panteonu?
Szczerze mówiąc, czuję, że praca nie jest jeszcze wykonana. Jestem blisko celu, nigdy tak blisko nie byłem, ale jednocześnie wiem, że tytuł wciąż jest daleko. Zdaję sobie sprawę, ile pojedynczych zdarzeń, emocji, trudów wystąpi na odcinkach specjalnych. Staram się nie myśleć o tym, nie chciałbym zagubić się w głowie podczas procesu wykonywania zadania.
Krok po kroku.
Tak. Chcę pojechać dwa równe, szybkie, solidne rajdy i mieć bezawaryjny samochód. Przyda mi się też szczypta szczęścia. Żeby na poboczu nie leżał kamień, żeby drzewo było kilka centymetrów dalej...
Szczęście jest ważne w każdym sporcie.
Na ogół mówię o tym, że nasza pozycja jest wypracowana. Wraz z Szymonem (Gospodarczykiem, pilotem Marczyka - przyp. red.) zasłużyliśmy na to i jestem dumny z drogi, którą przeszliśmy w ostatnich latach. Ale czasami pewne rzeczy muszą się po prostu udać. Wtedy właśnie do głosu dochodzi szczęście.
Wróćmy do wielkich mistrzów polskich rajdów. Czy rozmawiałeś z nimi w końcówce sezonu, korzystałeś z ich doświadczeń?
Bieżące relacje z naszymi mistrzami występują regularnie. Ostatnio rozmawiałem z panem Sobiesławem Zasadą, nagraliśmy zresztą wspólnie odcinek na mój kanał. Z Krzysztofem Hołowczycem zawsze spotykam się dwa-trzy razy do roku. Czuję od niego dobrą energię. Kajetan Kajetanowicz bez wątpienia też docenia to, co robimy. Nie jest jednak tak, że mam teraz jakiś specjalny program coachingowy. Tych rozmów przez lata było wiele, a wraz z wiekiem zaczynam rozumieć coraz więcej wskazówek, które otrzymałem kiedyś. Dojrzewam, a porady wielkich mistrzów dojrzewają wraz ze mną.
Na koniec muszę zapytać o rajdowy Olimp - WRC. Jak wyglądają twoje perspektywy na awans do Rajdowych Mistrzostw Świata?
Żeby myśleć o WRC, najpierw muszę zdobyć tytuł mistrza Europy. Taka jest moja opinia na ten temat. W tle dzieją się dobre rzeczy pod kątem regulaminowym, ponieważ od 2027 roku samochody będą bardziej dostępne cenowo. Nie będzie podziału na kategorie takie jak WRC 2 czy Rally 2. Powtórzę jednak, że wszystko będzie zależało od dwóch ostatnich rajdów sezonu ERC.
Rozmawiał Jakub Żelepień, Interia




![WTA Rzym: Kiedy i o której Iga Świątek gra z Naomi Osaką? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MRJ76G7MJUOS2-C401.webp)






