Jarosław Szeja przyjechał na Rajd Polski jako lider klasyfikacji generalnej KIQ RSMP. Jego nadrzędnym celem na ten weekend było więc utrzymanie tej pozycji, czego zresztą nie ukrywał. Choć istniała pokusa włączenia się do ostrzejszej walki ze stawką ERC, ostatecznie musiał wygrać zdrowy rozsądek.
Kluczowym było dojechanie do mety na pozycji, która sprawi, że doświadczony kierowca nie straci prowadzenia. To się udało - Szeja ukończył rajd z czwartym czasem, który pozwolił mu na zachowanie statusu lidera.
Niewiele jednak brakowało, a zawodnik przedwcześnie zakończyłby zmagania. Na pierwszym niedzielnym OS-ie doszło bowiem do groźnej sytuacji z jego udziałem.
Rajd Polski. Jarosław Szeja opowiedział o groźnym poślizgu
- Wpadliśmy w poślizg przy prędkości 180 kilometrów na godzinę, a jednak jesteśmy na mecie. Z tego cieszę się najbardziej, bo solidnie pogroziło nam palcem - relacjonował Szeja.
Do groźnego incydentu doszło na odcinku Przegibek. Ta próba powróciła do programu śląskich zawodów po 29 latach przerwy.
- Coś nowego, nie jeździliśmy tędy w poprzednich latach. Podeszliśmy agresywnie do tematu. Chcieliśmy atakować i dalej walczyć. Ryzyko jest częścią tego sportu. Czasami ma się szczęście, czasami nie - tłumaczył doświadczony kierowca.
Pomijając niedzielny piruet, Szeja jest zadowolony ze swojej postawy na Śląsku.
- Pokazaliśmy kilka dobrych przejazdów, mieliśmy też trochę szczęścia w tym wszystkim. Najważniejsze, że wyjeżdżamy stąd jako liderzy RSMP. Przed nami dwie rundy, wszystko wciąż może się wydarzyć - podsumował.











