170 uderzeń na minutę. Po wyjściu z auta zadał mu jedno pytanie
Rajd Polski po 20 latach wraca na asfalt. W Muzeum Śląska w Katowicach poznaliśmy szczegóły imprezy, która odbędzie się od 24 do 26 lipca. Najlepsi kierowcy rajdowi Europy pokonają blisko 190 kilometrów. Będą się ścigać w centrum miasta, w górach i na błoniach Stadionu Śląskiego. - Monaco ma swój wyścig w mieście, więc dlaczego Katowice mają nie mieć swojego odcinka specjalnego - zauważył prowadzący konferencję przed imprezą Andrzej Borowczyk.

Konferencja przed Rajdem Polski była równie ciekawa i szalona jak dobry samochodowy wyścig. Nie brak było pasjonujących opowieści i nieoczekiwanych zwrotów akcji. W pewnym momencie nieoczekiwanie zadzwonił nawet telefon prowadzącego Andrzeja Borowczyk. - Mój błąd, nie będzie rozmowy - stwierdził z uśmiechem ceniony dziennikarz sportów motorowych.
Jazda z Kajetanowiczem. 170 uderzeń na minutę
Rajd Polski jest prawie tak stary, jak Rajd Monte Carlo. Przez ostatnie 21 lat najlepsi kierowcy ścigali się na trasach szutrowych w Mikołajkach. Teraz wracają na asfalt. Emocji jednak nie zabraknie. - Miałem puls 170 uderzeń na minutę, kiedy jechałem takim samochodem z "Kajto" (Kajetan Kajetanowicz - dop. aut.) za kierownicą. On potem zapytał, czy się ubezpieczyłem? Zrobiłbym to jednak jeszcze raz - mówił Andrzej Wałkowicz, członek zarządu Orlen Oil, zapraszając na wielkie ścigania w Katowicach i nie tylko.
Trasa tegorocznego rajdu liczy 15 odcinków specjalnych o długości blisko 190 kilometrów. 24 lipca wieczorem zawodnicy pojadą w centrum górnośląskiej metropolii. - Monaco ma swój wyścig w mieście, więc dlaczego Katowice mają nie mieć swojego odcinka specjalnego - zauważył Borowczyk, zdradzając, że on zna mapy wszystkich tras, ale z oczywistych względów nie może ich zdradzić.
Kultowy odcinek w górach, a potem Stadion Śląski
Jednak nawet nie znając szczegółów, można stwierdzić, że ten rajd będzie wielkim świętem sportów motorowych. Nie tylko ze ściganiem w mieście, ale i w górach, na wysokości ponad 600 metrów. - Młodzi powiedzieliby, że to kultowy odcinek - zauważył Borowczyk, a to nie koniec, bo wielki finał zaplanowano na błoniach legendarnego Stadionu Śląskiego. - Obiekt akurat świętuje 70-lecie, więc postaramy się o odpowiednią oprawę, na pewno podświetlimy stadion - zapewniał na konferencji Adam Strzyżewski, dyrektor Superauto.pl Stadionu Śląskiego.
Impreza będzie do obejrzenia za darmo. Organizatorzy proszą kibiców tylko o jedno, o bezpieczne kibicowanie. Jest coś jeszcze. Rajd Polski stara się o trzecią gwiazdkę w kategorii eko, więc kolejną prośbą skierowaną do fanów sportów motorowych była ta, żeby mądrze wybierać środki transportu. Mile widziany jest rower i komunikacja publiczna, bo im mniej aut i spalin, tym stworzony po zawodach raport będzie bardziej pozytywny.
"Locals" chce powalczyć o wygraną
W konferencji przed rajdem wziął udział kierowca Jakub Matulka. Gliwiczanin, a więc człowiek z Górnego Śląska. On sam siebie nazwał "localsem" i przyznał, że spróbuje wykorzystać znajomość tras, żeby powalczyć o wygraną. - Znam i lubię te odcinki - mówił Matulka ze sceny. - To mój domowy rajd, ale też runda mistrzostw Europy, więc konkurencja będzie duża - dodał, przyznając, że z 15 odcinków nie zaliczył jedynie Przegibka. - Szalona, górzysta droga - zauważył, opisując trasę.
Organizatorzy zapraszali kibiców nie tylko na wyścigi, ale i do odcinka serwisowego (bazy rajdu) przy Stadionie Śląskim. - Inżynierowie towarzyszący załogom w 15 sekund potrafią zdziałać cuda i zrobić rzeczy, jakich nie zobaczycie w warsztacie swojego mechanika - przyznał z uznaniem Wałkowicz.











