Le Mans: Długa pogoń załogi Kubicy. Polski triumf w legendarnym wyścigu
Rok temu Robert Kubica razem ze swoim zespołem wygrał legendarny dwudziestoczterogodzinny wyścig Le Mans. W tym roku Kubica razem z kolegami bronią tytułu. Polak niespodziewanie nie przejechał mierzonego okrążenia na rozgrzewce, a zespół AF Corse nie przykładał do niej wielkiej wagi. Potem w trakcie wyścigu załoga Krakowianina otrzymała między innymi karę, ale stopniowo wędrowała w górę klasyfikacji. Ostatecznie zespół Polaka zakończył rywalizację na siódmej pozycji. W klasie LMP2 z kolei dwa pierwsza miejsca zdobył polski zespół Inter Europol Competition z Jakubem Śmiechowskim w składzie.

[Artykuł ten jest aktualizowany]
Robert Kubica 15 czerwca 2025 roku napisał kolejną piękną kartę w historii polskiego sportu. Były kierowca Formuły 1 razem z zespołem AF Corse zwyciężył w legendarnym dwudziestoczterogodzinnym wyścigu Le Mans. Wówczas Kubica razem z kolegami podchodzili do rywalizacji w gronie kandydatów do triumfu.
Hołowczyc wszedł do biura, ale co stało się potem. Przecierali oczy
Ze swojej roli AF Corse się wywiązało, a jedną z gwiazd był właśnie Kubica. Po roku Polak razem z z kolegami spróbują obronić tytuł, ale łatwo nie będzie. Rywalizacja o końcowy triumf rozpoczęła się w sobotę 13 czerwca o godzinie 16:00. Od tego momentu oczy motoryzacyjnego świata zwróciły się w stronę walki w Le Mans.
24h Le Mans. Załoga Kubicy wędruje w górę klasyfikacji
Jeszcze przed startem wyścigu dostaliśmy zaskakującą informację. Zespół AF Corse bez większego pietyzmu podszedł bowiem do rozgrzewki. Tyczyło się to także Roberta Kubicy. Polak nie przejechał nawet mierzonego okrążenia. Wyścig w szeregach zespołu Kubicy rozpoczął Phil Hanson.
Po pierwszej godzinie jazdy zespół Kubicy plasował się na 16. miejscu. AF Corse w tym czasie miało już pewne problemy z samochodem. Po upływie kolejnej godziny ekipa Polaka awansowała o trzy pozycje. Niedługo później w końcu na torze pojawił się Robert Kubica, który za cel miał poprawienie lokaty drużyny.
Polak wykonał naprawdę dobrą pracę. Kubica uzyskał bowiem najlepszy czas okrążenia w wyścigu, a jego drużyna przesunęła się na 12. miejsce. Chwilę przed 20:00 zespół Kubicy otrzymał karę pięciu sekund za niebezpieczne wypuszczenie samochodu ze stanowiska podczas pit-stopu.
Nie zatrzymała ona załogi naszego rodaka, ponieważ po siedmiu godzinach rywalizacji plasowała się już na dziewiątej lokacie. Auto prowadził wówczas Philip Hanson. Brytyjczyk imponował za kierownicą, stopniowo wyprzedzając kolejnych rywali. W międzyczasie pojawił się safety car, ponieważ z toru wypadł team #54.
Wyspiarza czterdzieści minut po północy zmienił Robert Kubica. Zjazd do alei serwisowej spowodował spadek na trzynaste miejsce, ale nasz rodak nie zamierzał zadowolić się tą pozycją i kontynuował naciskanie. Doświadczony zawodnik w ciągu kilkudziesięciu minut wyprzedził Frederica Makowieckiego. Co najważniejsze, jechał solidnym, równym tempem.
Tuż po 2:00 nad AF Corse wisiała groźba kolejnej kary. Powód? Znów niebezpieczne wypuszczenie z pit lane. Sędziowie ostatecznie postanowili oszczędzić triumfatorów zeszłorocznej rywalizacji. Włoski zespół otrzymał od nich tylko reprymendę. W momencie przekazywania pozytywnej decyzji, Robert Kubica prowadził wóz jako dziewiąty kierowca w stawce. Przed godziną 3:00 41-latka za kierownicą zmienił Yifey Ye.
Chińczyk przejechał nieco ponad dwie godziny. Następnie do samochodu ponownie wskoczył sportowiec pochodzący z Małopolski. I nie kalkulował, bo jak relacjonował portal "powrotroberta.pl", w pewnym momencie zahaczył o żwir. Na szczęście obyło się bez przykrych konsekwencji. Ba, ryzyko opłaciło się najlepszym czasem w zespole - 3:27.303.
O 6:23 Polaka zmienił Philip Hanson. Brytyjczyk nawet nie zdążył się rozkręcić i niestety pojawiła się informacja o kolejnej karze dla załogi #83. Musiała ona dodatkowo przejechać przez boksy za przewinienie podczas slow zone. Wkrótce potem na torze znów pojawiły się żółte flagi i wprowadzono slow zone - zespołowy kolega Polaka wykorzystał ten moment, aby odbyć karę. Przejazd w takich warunkach był niby mniej bolesny, jednak kosztował AF Corse #83 aż 35 sekund.
Po 15 godzinach zmagań ekipa Roberta Kubicy zajmowała szóstą pozycję. Na prowadzeniu utrzymywała się załoga Cadillac #12 z Willem Stevensem za kierownicą. O godzinie 7:08 Hanson zjechał na pit stop i powrócił na tor na ósmej pozycji, a z czasem awansował z powrotem na szóste miejsce. Na kilka minut przed godziną 8:00 AF Corse #83 zjechało do boksu, a Hansona zmienił Yifei Ye.
Chińczyk wyjechał na Circuit de la Sarthe na dziewiątej pozycji i wkrótce potem został zdublowany. Szybką jazdą Ye nie nacieszył się jednak długo - ekipa LMP2 #14 znalazła się w bandzie i sędziowie zdecydowali się na kolejny slow zone. Załodze ostatecznie udało się wrócić do rywalizacji. Wkrótce potem na torze doszło do kolejnego incydentu, tym razem z udziałem Genesis #17. Samochód niespodziewanie stanął na torze, przez co po raz kolejny wprowadzono slow zone. Tuż po jego zakończeniu Ye zjechał do boksu i bez zmiany opon powrócił na tor, tracąc do załogi #51 niecałe 20 sekund.
Po 17 godzinach jazdy AF Corse #83 wciąż znajdowało się na szóstej pozycji. Kilka minut później Ye zjechał do boksu, jednak pozostał za kierownicą i po krótkim pit stopie powrócił na tor. W kolejnej godzinie nie brakowało kolejnych incydentów i żółtych flag. Tuż po godzinie 10:00 na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa w związku z potężnym uderzeniem auta LMGT3 w bandę. Była to znakomita informacja dla AF Corse #83, ekipa Roberta Kubicy z Yifeiem Ye za kierownicą mogła bowiem zmniejszyć swój dystans do samochodów ze ścisłej czołówki. Chińczyk nie mógł jednak zjechać do boksu, aby uniknąć zostania zdublowanym. Za safety carem jechał więc na piątej pozycji.
Jeszcze zanim samochód bezpieczeństwa opuścił tor w Ferrari #50 doszło do awarii. Po krótkiej wymianie zdań pomiędzy dyrektorem wyścigu a zespołem podjęto decyzję o wycofaniu załogi. Kilka minut po godzinie 11:00 safety car opuścił tor, a Yifei Ye znakomicie wykorzystał sytuację i jeszcze przed restartem zbliżył się do czołówki, tracąc do liderów już tylko nieco ponad 17 sekund.
Po dłuższej zmianie Yifeia Ye za kierownicę AF Corse #83 powrócił Robert Kubica. Polak wyjechał na Circuit de la Sarthe na P7, jednak już od pierwszych okrążeń dał do zrozumienia, że nie zamierza oszczędzać maszyny. Potwierdzenia nie trzeba było szukać - po kilku minutach wykręcił czas okrążenia 3:26.689, a więc najlepszy w ekipie #83. Wkrótce potem awansował na szóstą pozycję.
Tuż po 12:00 Polak zaczął zbliżać się do Ferrari #51 z Jamesem Calado za kierownicą. Ostatecznie zmuszony był on zjechać do boksu i powrócił na tor na siódmej pozycji. Wkrótce potem Calado w ekipie z Maranello zmienił Giovanazzi, który na tor wyjechał za Robertem Kubicą. Tym samym Polak awansował na piątą pozycję.
Na kilkanaście minut przed godziną 13:00 znów mieliśmy Full Course Yellow spowodowany awarią hamulców u liderów w klasie LMP2, po czym na dwa pierwsze miejsca awansowały zespoły Inter Europol Competition. Po wznowieniu do roszad doszło w czołówce Hypercarów - najpierw Cadillaca # wyprzedziła Totoya z numerem "8" z Hartleyem za kierownicą, a następnie na prowadzenie wyszedł Nyck de Vries z Toyoty z numerem "7". Wkrótce potem do boksu zjechał Robert Kubica, w którego maszynie doszło do zmiany opon. Polak pozostał za kierownicą i powrócił na tor z P7.
Na kolejne żółte flagi nie trzeba było długo czekać. Sytuację na torze idealnie wykorzystał Robert Kubica, który zbliżył się do Giovinazziego i już po zakończeniu Full Course Yellow Polak wyprzedził Włocha. Po dziesięciu minutach AF Corse #83 miało już 7 sekund przewagi nad fabrycznym Ferrari #51. Na 2 godziny i 30 minut przed zakończeniem wyścigu Krakowianin znajdował się na piątej pozycji.
Wkrótce potem Kubica zaliczył kolejny pit stop i wrócił na tor w starych oponach na siódmym miejscu. Następnie do boksu zjechali liderzy wśród Hypercarów, a więc Toyota #7, Toyota #8 i BMW #20. Tuż po nich z toru zjechały Ferrari #51 i Alpine #35, a więc samochody jadące tuż przed Kubicą. Polak ponownie awansował na piąte miejsce i pozycje utrzymywał aż do godziny 14.00, kiedy licznik wskazywał dwie godziny do zakończenia wyścigu.
Do ostatniej zmiany w zespole AF Corse #83 doszło o godzinie 14:22, kiedy Roberta Kubicę zmienił Yifei Ye. U Chińczyka zmieniono opony, a wkrótce potem wyjechał on na tor. Do zmian doszło także w Ferrari #51 - Giovinazziego zmienił Pier Guidi. Włoch na tor wrócił jednak z 19-sekundową stratą do kolegi z zespołu Roberta Kubicy. Ye po godzinie 15:00 zjechał do alei serwisowej i chwilowo spadł na siódme miejsce, lecz po kilkunastu minutach powrócił na piątą lokatę. Około godziny 15:47 Chińczyk zjechał jeszcze raz do alei serwisowej, a na tor wrócił na siódmej lokacie z minimalną stratą do Ferdinanda Habsburga z Alpine #35.
Tuż po godzinie 16:00 wyścig legendarny dwudziestoczterogodzinny wyścig Le Mans ostatecznie zakończył się. Zespół AF Corse #83 Roberta Kubicy ostatecznie zakończył rywalizację na siódmej lokacie. Triumfatorem okazała się Toyota #7, a skład podium uzupełniły samochody BMW #20 oraz Toyota #8. W rywalizacji LMP2 dwa pierwsze miejsca należały do zespołu Inter Europol Competition. Dla Polaków jest to już trzeci triumf w historii startów. Jako pierwszy linię mety przekroczył samochód z numerem 43, który prowadził Polak Jakub Śmiechowski.



![Zagrywka była ich siłą. Najlepsze asy serwisowe Polska - Francja [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DVRJAWPU433-C401.webp)





![Bołądź nie zawiódł. Najlepsze zagrania Polaka przeciwko Francji [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DUDJOSYGFQE-C401.webp)
